Miejskie pasieki przetrwają pandemię

Pasieki w miastach rosną w siłę. W samej Warszawie jest ich 400
fot. Piotr Guzik

Biorąc pod uwagę panującą wokół epidemię koronawirusa, pszczoły mają się całkiem dobrze, a instytucje i stowarzyszenia zajmujące się pasiekami w miastach raczej nie obawiają się o ich przyszłość.

Najstarsze z miejskich pasiek funkcjonują w Warszawie i Krakowie. W stolicy domy dla pszczół pojawiły się na dachu hotelu Regent już w 2011 r., a w 2014 r. radni zdecydowali, że hodowla pszczół w mieście jest legalna. Dziś w samej Warszawie działa ponad 400 pasiek, w których znajduje ponad 1000 uli. Raczej nie będzie ich ubywać.

W Krakowie pięć pasiek działa od 2017 r. na dachach miejskich instytucji, m.in. Zarządu Budynków Komunalnych czy Centrum Obsługi Mieszkańców przy ul. Wielickiej. W 2018 r. przybyły cztery nowe pasieki. Projektem Pasieka Kraków opiekuje się Zarząd Zieleni Miejskiej (ZZM), który znalazł sposób na jego utrzymanie. Są to tzw. pakiety sponsorskie. Chętni mogą zasponsorować nową pasiekę albo zaopiekować się już istniejącą. – Koszt pakietu sponsorskiego to 10 tys. zł na pasiekę złożoną z 5 uli. Pomimo problemów finansowych spowodowanych pandemią zainteresowanie jest całkiem spore. Aktualnie cztery pasieki są sponsorowane, a miasto prowadzi rozmowy z kolejnymi dwoma firmami na temat sponsorowania. To dobry sposób na utrzymanie miejskich pszczół – podkreśla Dariusz Nowak, rzecznik krakowskiego magistratu.

CZYTAJ TAKŻE: Pszczoły pracowicie promują miasta

Pandemia ograniczyła jednak rozwój projektu. – W tym roku nie planujemy żadnych akcji promocyjnych ani reklamowych dla Pasieki. Pieniędzy na takie działania raczej nie będzie. Konieczne są oszczędności – podkreśla Marta Mondygraf z miejskiego wydziału turystyki. Miód z krakowskiej pasieki jest gadżetem reklamowym miasta.

Miejska pasieka w Mielcu, która powstała podobnie jak krakowska w 2017 r., przetrwała już różne zawirowania, a i teraz miasto nie ma zamiaru z niej rezygnować (Mielec jest pierwszym miastem na Podkarpaciu, które mogło pochwalić się własną pasieką). Łukasz Michałowski ze Stowarzyszenia Apicultura, który opiekuje się pszczołami na zlecenie mieleckiego magistratu, podkreśla, że pieniądze problemem nigdy nie były. – Nie prowadzimy działalności dla pieniędzy. Projekt miejskich pasiek w Mielcu od samego początku był pomyślany jako edukacyjny, w który zaangażujemy dzieci i mieszkańców. Były wykłady, pokazy, miejskie miodobranie, edukowaliśmy, jak ważne są pszczoły – mówi. Pandemia spowodowała, że pszczele rodziny, które mieszkały w ulach na dachach dwóch miejskich instytucji, domu kultury i miejskich wodociągów, aktualnie przebywają tylko w pasiece na dachu wodociągów. – Pszczoły zimują na dachu wodociągów, a z powodu ograniczeń związanych z pandemią nie mogliśmy ich przenieść na dach domu kultury. Bo nadal jest zamknięty – dodaje Michałowski.

W miarę stabilnie wygląda też sytuacja niewielkiej miejskiej pasieki w Poznaniu. Ulami opiekuje się poznański Zarząd Zieleni Miejskiej. W tym roku pasieka miała być powiększana. – Ale na razie nic w tej sprawie nie zrobimy. Nie przeszkodziła nam pandemia czy brak środków, ale zgnilec amerykański pszczół – mówi Beniamin Chodorowski z ZZM. – Poznań znalazł się w obszarze zapowietrzonym, więc ze względu na zagrożenie nie będziemy powiększać pasieki – podkreśla. ZZM planował też stworzenie ogrodu miododajnego. Jest już część pieniędzy na tę inwestycję. Chodorowski ma nadzieję, że uda się znaleźć resztę funduszy i ogród powstanie jeszcze w tym roku.

CZYTAJ TAKŻE: Na pomoc pszczołom, czyli mniej koszenia w miastach

Na powiększenie liczby pasiek znalazł za to pieniądze samorząd Katowic. Stolica aglomeracji śląskiej ma już kilkadziesiąt uli, z których tylko w śródmieściu zebrano 500 kg miodu. Ale samorząd chce projekt rozwijać i w tym miesiącu nowe ule zamontowane zostały na dachach basenów w Brynowie i Burowcu oraz na dachu budynku Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia. W każdym zamieszka około 40 tys. pszczół, a zebrany miód będzie gadżetem promocyjnym miasta.

– Staramy się – mówi Ewa Lipka, rzeczniczka katowickiego magistratu. – Stawiamy ule, od dwóch lat siejemy łąki potrzebne pszczołom, przekonujemy, że nasza kranówka jest dobra, edukujemy mieszkańców, jak ważne są pszczoły i drzewa. Chcemy pokazać, że Katowice są nie tylko, jak się utarło w stereotypie, miastem kopalń, ale też miastem, które dba o ekologię. Epidemia kiedyś się skończy, a o ekologię trzeba dbać stale, pieniądze na to być muszą – zaznacza Lipka.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Innowacyjna bramka zbada i ochroni przed wirusem

Mierzy temperaturę, dezynfekuje ręce, przekazuje komunikaty – mowa o bramce, jaką stworzyli naukowcy z ...

Kraków zakłada ogrody przy szkołach

„Ogród z klasą” – to pilotażowy miejski program, który zakłada tworzenie ogrodów na szkolnych ...

Gdynia szykuje sobie nowe okno na świat

Tradycyjna wiecha – wieniec symbolizujący zamknięcie ważnego etapu budowy – wylądowała na budynku nowego ...

Jachty żeglują do Europy

Blisko 650 jachtów opuściło w 2017 roku fabrykę koło Goleniowa. Tutaj mieszczą się największe ...

Katar? Nie lekceważ go, to może być początek zapalenia zatok

Jesienne przeziębienia zaczynają się na dobre. Ogólne osłabienie, ból głowy i katar… Po kilku ...

„Żal serce ściska”. W tych miejscowościach wirus dokumentnie przetrzebił biznes

Włodarze kurortów biją na alarm. Bez wsparcia rządu za dwa lata większość przestanie istnieć. ...