Bierzcie śmigła w swoje ręce

Shutterstock

Zarówno strategiczne dokumenty rządu, jak i szczegółowe ustawy utrudniają samorządom zaangażowanie w OZE.

Apetyt rośnie w miarę jedzenia: Ostrów Wielkopolski najpierw kupił autobusy elektryczne, potem postanowił samodzielnie dostarczać energię do nich, dziś myśli o regionalnym klastrze energii.

Nie jest to jednak jedyny eksperyment z OZE, na jaki porwały się polskie samorządy. Za szczególnie udany autorzy „Samorządowego podręcznika transformacji energetycznej” uznali też Zklaster, czyli Zgorzelecki Klaster Rozwoju Odnawialnych Źródeł Energii i Efektywności Energetycznej. To wybudowana przez gminę Głuchów we współpracy z inwestorem farma wiatrowa, produkująca ponad 50 MWh energii w ciągu roku. Inne przykłady to wybudowanie przez Konstantynów Łódzki Centrum Transferu Technologii OZE, czyli interdyscyplinarnego ośrodka z zapleczem laboratoryjnym do badań nad zrównoważoną energetyką i biogospodarką, budowa elektrociepłowni opalanej lokalnie produkowaną biomasą w Lęborku, czy skupiony na likwidacji ubóstwa energetycznego kompleksowy program poprawy efektywności energetycznej.

Inna sprawa, że na tle niemal 2500 gmin w Polsce samorządy, które porwały się na budowę własnego potencjału OZE, to jednostkowe przypadki. Trudno się jednak dziwić: chętnych czeka droga przez pole minowe.

Sprzeczne przepisy

Kłopoty zaczynają się na poziomie kluczowych aktów prawnych. Eksperci Fundacji Instrat doszukują się pierwszych barier już w kluczowych dokumentach energetycznych państwa: w projekcie polityki energetycznej Polski do 2040 r. (PEP 2040), krajowym planie na rzecz energii i klimatu na lata 2021–2030, prawie energetycznym, ustawach o OZE czy elektromobilności i paliwach alternatywnych.

W przypadku dwóch pierwszych dokumentów w grę wchodzą niezgodności z innymi aktami prawnymi, brak zgodności z założeniami polityki europejskiej i globalnej, błędne założenia dotyczące miksu energetycznego, marginalizacja niektórych rodzajów OZE. – Zabrakło dostatecznego zaakcentowania roli jst w procesie dywersyfikacji dostaw energii oraz zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego na szczeblu lokalnym – wytykają autorzy „Samorządowego podręcznika”. Dokumenty te są też zbiorem pobożnych życzeń w zakresie walki z ubóstwem energetycznym, poprawy jakości powietrza, dekarbonizacji.

CZYTAJ TAKŻE: Lepszy własny program niż „Czyste powietrze”

Nie mniejsze problemy stanowią kluczowe dla branży ustawy. – Ustawodawca stara się odgórnie przewidzieć wszelkie sytuacje mogące wystąpić w polskiej energetyce – wytykają eksperci. – Regulacje nie pozostawiają jst żadnej swobody działania w zakresie stanowienia prawa w kwestii OZE w drodze wydawania aktów prawa miejscowego. W ustawie brakuje systemu motywującego władze samorządowe do podejmowania inwestycji w OZE oraz zapisów, które aktywizowałyby społeczność lokalną do działań w miejscowym systemie energetycznym – czytamy.

Podobne zastrzeżenia można mieć do ustawy o OZE, której z kolei brak prostoty. – Zauważalny jest brak ram prawnych zachęcających samorządy nie tylko do promowania, ale też aktywnego włączania się w proces rozwoju generacji rozproszonej. Rola jst w sferze OZE musi być zaakcentowana poprzez wyposażenie ich w odpowiednie kompetencje i zadania, przypisane do tej pory przeważnie organom centralnym – dorzucają autorzy.

W cieniu reguły 10H

Strategiczne błędy potęgują bardziej precyzyjne przepisy. Ich działanie opisuje „Życiu Regionów” prezes Instytutu Energetyki Odnawialnej Grzegorz Wiśniewski. – Od lipca 2016 r. obowiązuje tzw. ustawa odległościowa. Mówi ona o tym, że elektrownię wiatrową można postawić w odległości nie mniejszej niż 10-krotność jej wysokości od zabudowań mieszkalnych i mieszanych z funkcją mieszkaniową i obszarów szczególnie cennych z przyrodniczego punktu widzenia (reguła 10H) oraz że nie można rozbudowywać istniejących wiatraków, które nie spełniają kryterium odległości – wskazuje szef IEO.

– Po wejściu w życie ustawy odległościowej organy administracji publicznej zaczęły odmawiać wydawania decyzji środowiskowych wyłącznie z tego powodu, że projekt farmy wiatrowej nie spełniał kryteriów odległościowych – tłumaczy Wiśniewski.

Szef IEO przekonuje, że należałoby odejść od reguły 10H na rzecz analizy hałasu. – Branża zmierza w kierunku budowy turbin wyższych z większym rotorem. Źródło hałasu jest coraz wyżej, dalej od potencjalnej zabudowy, a wymóg 10H powoduje z kolei, że odległość ma być większa. Eliminujemy z rynku najnowocześniejsze, najbardziej wydajne turbiny – kwituje.

Formalne kule u nogi

Autorzy „Samorządowego podręcznika” w rekomendacjach sformułowanych w oparciu o opinie samorządowców postulują też zwolnienie z podatku od nieruchomości instalacji fotowoltaicznych, ustalenie ogólnokrajowego standardu technicznego i prawnego dla otwartego protokołu (API) wymiany danych, wprowadzenie instrumentów uzupełniających wkłady własne w projektach badawczo-rozwojowych w obszarze OZE, uzupełnienie ustawy o elektromobilności o rozwiązania związane z car-sharingiem, utworzenie krajowego centrum doradzającego samorządom w implementacji gospodarki obiegu zamkniętego.

CZYTAJ TAKŻE: Elektromobilność bez samorządów nie zaiskrzy

Samorządowcy chcieliby też, by w postępowaniach administracyjnych dla budowy sieci ciepłowniczych miały one ten priorytet co sieci wodno-kanalizacyjne. Oczekują wskazania instytucji odpowiedzialnych za prowadzenie programów przekwalifikujących i monitoring nierówności, uproszczenia zasad dotacyjnych w instytucjach takich jak NFOŚiGW czy stworzenia ścieżki regulacyjnej dla przeprowadzenia rekomunalizacji strategicznego zasobu.

Inwestycje w OZE w Polsce ustały – podsumowuje Wiśniewski. – Pokonanie barier odmroziłoby dalsze prace deweloperskie – dorzuca. Na takim odmrożeniu skorzystaliby również samorządowcy.

Jak przewiduje współautor raportu Michał Hetmański, w latach 2021–2024 wiele elektrociepłowni i ciepłowni będzie musiało się wyłączyć ze względu na unijne limity emisji. – Z dostawą ciepła będą problemy – zapowiada ekspert. – Warto przy okazji wyboru nowych technologii i dokonywaniu inwestycji pomyśleć o tworzeniu lokalnych rynków energii (grupy zakupowe, kontrakty PPA) jako instrumencie niwelującym wzrost hurtowych cen energii. Ministerstwo Przedsiębiorczości przedstawiło ostatnio ambitne założenia do zmiany przepisów dotyczących prosumentów: mogłyby nimi zostać też jst czy MŚP – kwituje.

 

Wadim Tyszkiewicz  twitter

Wadim Tyszkiewicz, prezydent Nowej Soli

Mniej więcej w połowie poprzedniej dekady mieliśmy falę entuzjazmu związanego z biomasą i uprawianiem wierzby energetycznej. I my poszliśmy tym tropem. Wydzierżawiliśmy wtedy 200 hektarów w okolicznych gminach, posadziliśmy sadzonki. Przy okazji chcieliśmy się uporać z bezrobociem, dając pracę w ramach robót publicznych. Dziś, po przeszło dekadzie, wreszcie – ogromnym nakładem energii i pieniędzy – skończyliśmy się pozbywać tych gruntów. Projekt był totalną klapą: wierzby mieliśmy mnóstwo, mieliśmy problemy ze zbiorem i sprzedażą, a to, że ogrzewaliśmy nią część budynków komunalnych w mieście – to za mało. Bo o własnych inicjatywach związanych z produkcją energii czy budową OZE zawsze powinien decydować bilans strat i zysków: czy chodzi o mniejsze rachunki, czy też czystsze powietrze. Nowa Sól leży zaledwie na 21 km kw., z czego spora część to tereny zalewowe. Nie możemy sobie pozwolić na fotowoltaikę czy energię wiatrową. Wiele zależy tu od polityki państwa: my też słyszeliśmy, że wierzba energetyczna będzie traktowana w sposób preferencyjny, potem okazało się, że nic z tego. W efekcie okazało się, że lepiej byłoby ją uprawiać prywatnie – przynajmniej byłaby szansa skorzystać z dopłat dla rolników, na co jednostka samorządowa liczyć nie może.

 

fot. miasto Kraków

Bogusław Kośmider, wiceprezydent Krakowa

Największe znaczenie dla nas ma nasza ekospalarnia: w 2016 r. otworzyliśmy spalarnię śmieci, dzięki której produkujemy energię elektryczną zasilającą też osiedle, przy którym ta spalarnia jest (w ramach tzw. pakietu kompensacyjnego zawarliśmy z mieszkańcami umowę, że niedogodności związane ze spalarnią będziemy kompensować tanim prądem). Kraków produkuje tam sporo prądu, równowartość kilkunastu milionów złotych. To już ma znaczenie jako jeden z elementów działań proenergetycznych. I taka działalność będzie rozwijana: podjęliśmy uchwałę o stworzeniu spółki, która ma się zająć nowoczesnymi technologiami, jeżeli chodzi o zasilanie energetyczne – od fotowoltaiki po energetykę wiatrową. Będzie to jednostka budżetowa, której biznesplan powinien być gotowy pod koniec bieżącego roku. Owszem, angażujemy się już w takie technologie – choćby fotowoltaiczne. W części nieruchomości gminnych panele tego typu już są. Nie ma to może wielkiego znaczenia energetycznego, ale raczej edukacyjne: to jeden z elementów naszych działań związanych z walką ze smogiem. Panele stoją na części szkół i obiektów biurowych, produkują przede wszystkim na potrzeby budynku, na którym zostały zainstalowane. Ta energia nie wchodzi do sieci.

 

fot. Rafał Guz / Fotorzepa

Jan Golba, burmistrz Muszyny, szef Stowarzyszenia Gmin Uzdrowiskowych RP

Nawet teraz, gdy rachunki za prąd nie są jeszcze tak słone, jak się wszyscy spodziewają, są one wysokie. Inwestowanie we własne źródła energii może się więc okazać trafnym wyborem. Zwłaszcza fotowoltaika nam się opłaca, myślę, że będziemy w nią inwestowali. Choć trzeba też powiedzieć, że to inwestycja droga, zwracająca się dopiero po latach. Stać na nią bogatych – zarówno samorządy, jak i indywidualnych mieszkańców – i to im będzie się ona najbardziej opłacać. Ale jak tylko będą się pojawiać jakieś sensowne dopłaty, skala instalacji będzie rosnąć. Mam zatem nadzieję, że w nowej perspektywie budżetowej Unii Europejskiej znajdą się odpowiednie środki. Oczywiście wszyscy eksperymentowaliśmy już z panelami solarnymi – w Szczawnicy sam namówiłem na to mieszkańców, opłacało im się dostarczanie dzięki nim ciepłej wody wszystkim przyjeżdżającym tam turystom. Ale to mała skala, dla budynków użyteczności publicznej, gdzie niewiele ciepłej wody się zużywa. Od lat staram się inwestować w OZE. Nie tylko solary, ale też hybrydowe oświetlenie ulic, fotowoltaikę. Ale to niewielka część tego, co można robić. W sąsiednich gminach pojawiają się wiatraki, ale na terenach górskich to skomplikowane. Ja chętnie wszedłbym w elektrownie wodne, ulokowałbym je tu na potokach – ale tego z kolei nam nie wolno.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Biurowce: lokalne rynki ścigają Warszawę

W głównych ośrodkach regionalnych jest już prawie tyle biur, ile w Warszawie. A do ...

Light.Move.Festival to najbarwniejszy festiwal w mieście

Baw się w Łodzi! Wrzesień pełen wyjątkowych festiwali

We wrześniu warto wybrać się do Łodzi. Jednych skusi zapewne odbywający się w mieście ...

Wykluczeni z życia przez lata

Są w Polsce powiaty, w których trzeba przejść 10 km pieszo, by dojść na ...

Niespełna 30 proc. radnych w Polsce to kobiety

W polityce – również tej lokalnej – płeć piękna jest nadal w defensywie. Tylko ...

Szkolna bomba megabitowa

Do końca przyszłego roku szerokopasmowy internet połączy polskie szkoły. Konkurs #OSE Wyzwanie ogłoszony przez ...

Zamek Lubomirskich w Rzeszowie

Zamek Lubomirskich w Rzeszowie będzie otwarty dla wszystkich

Rzeszowski Sąd Okręgowy, zajmujący dotąd Zamek Lubomirskich, będzie miał nową siedzibę. Zabytkowy obiekt stanie ...