Oświata na skraju zapaści

AdobeStock

Samorządowcy narzekają, że za niska subwencja i konieczność dopłacania do szkół nadmiernie drenują ich budżety.

Pierwszy dzwonek zabrzmi już za tydzień. Jak razie nie wiadomo, na ile nowy rok szkolny będzie spokojny ani czy jesienią związki zawodowe nie rozpoczną kolejnej akcji protestacyjnej.

2 września Związek Nauczycielstwa Polskiego rozpocznie działania, w wyniku których w październiku może dojść do kolejnego protestu. Wciąż nie wiadomo, jaką formę on przybierze. Decyzję w sprawie odwieszenia protestu ZNP ma podjąć 26 sierpnia.

Nastroje są złe

Dla samorządów kolejny strajk to problem. Chodzi o konieczność zapewnienia opieki nad dziećmi w sytuacji, gdy dyrektor placówki zgłosi, że z powodu strajku nauczycieli nie jest w stanie zapewnić bezpieczeństwa uczniom.

CZYTAJ TAKŻE: Samorządy w cieniu strajku nauczycieli

Można przypuszczać, że nauczyciele we wrześniu raczej nie odejdą od tablic. Z badań przeprowadzonych na prośbę Ogólnopolskiego Międzyszkolnego Komitetu Strajkowego przez naukowców z uniwersytetów: Warszawskiego, Jagiellońskiego i Gdańskiego, wynika, że aż 40 proc. nauczycieli uważa, iż ogłoszenie strajku jest potrzebne. Jednak 66 proc. wolałoby, by działania protestacyjne przybrały lżejszą formę. Zaledwie 19 proc. uważa, że strajk jest niepotrzebny.

– Nauczyciele poczuli się zlekceważeni tym, w jaki sposób zostali potraktowani przez rząd w kwietniu. To zradykalizowało nastroje. Dlatego tak liczna grupa oczekuje kontynuowania protestu. W oświacie cały czas wrze – mówi dr hab. Michał Bilewicz, psycholog z Uniwersytetu Warszawskiego, współautor badania.

Brakuje pieniędzy

Największe poparcie dla strajku jest w dużych miastach – szczególnie tych, w których samorządowcy zdecydowali się zrekompensować nauczycielom utracone w czasie strajku w kwietniu pobory. Wiele z nich, np. Warszawa, wypłaciło te pieniądze w okresie wakacji w formie powiększonego dodatku motywacyjnego.

Ale niezadowolenie i widmo strajku to niejedyny problem w oświacie. Samorządowcy od dawna zwracają uwagę, że subwencja oświatowa w stosunku do ponoszonych kosztów jest zbyt niska. Zwłaszcza że lwią część wydatków stanowią koszty wdrażania reformy systemu oświaty.

Brak wystarczających środków na wprowadzenie reformy oraz niedoszacowanie kwot subwencji oświatowej w latach 2017–2019 pogłębiły znacznie lukę pomiędzy kwotą subwencji oświatowej a wydatkami bieżącymi jednostek samorządu terytorialnego. Różnica ta w największych metropoliach wynosi obecnie już 24,3 mld zł i stale się powiększa.

Większość klas już za tydzień będzie bardzo zatłoczona / Shutterstock

W czwartek przedstawicieli Unii Metropolii Polskich spotkali się w sprawie grożącej oświacie zapaści z ministrem edukacji Dariuszem Piontkowskim. – Złożyliśmy oficjalne pismo i przedstawiliśmy nasze postulaty dotyczące m.in. zmiany zasad wyliczania subwencji oświatowej, konieczności przekazywania odpowiednich środków, w tym również na inwestycje, oraz przywrócenia nam stopniowo odbieranych kompetencji w zakresie doradztwa, sieci szkół czy oceny pracy dyrektorów. Minister nie miał i nie ma nam nic do zaoferowania, nie złożył żadnych wiążących deklaracji. Postulaty zostały jedynie wysłuchane – mówi Renata Kaznowska, wiceprezydent Warszawy.

Mimo że rekrutacja do szkół średnich już się kończy, problem przepełnienia placówek się pogłębia. Teraz na głowie dyrektorów jest próba zorganizowania nauki.

Tłok na korytarzach

To trudne, bo dwa razy więcej uczniów i klas to kłopot z ułożeniem planów zajęć. W wielu szkołach trzeba będzie uczyć się na dwie zmiany, lekcje będą się niekiedy zaczynały o 7 rano i trwały nawet do godziny 17–18, co generuje wyższe koszty prądu czy ogrzewania.

Samorządy musiały także wysupłać pieniądze na remonty i przekształcenia np. pomieszczeń gospodarczych w sale lekcyjne. Niekiedy trzeba było wynająć pomieszczenie „na mieście” i tam przenieść część zajęć.

CZYTAJ TAKŻE: Polska szkoła chaosu

Więcej klas to konieczność zatrudnienia nauczycieli. Problem w tym, że chętnych do pracy w szkole brak. By ich zachęcić, samorządy muszą zwiększać dodatki motywacyjne. Jeśli nie znajdą kadry, będą zmuszeni się ratować nadgodzinami dla obecnych pracowników, co także obciąża lokalne budżety.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Wałbrzych z inteligentnym system zarządzania odpadami

T‑Mobile Polska podpisał pierwszą umowę dotyczącą budowy rozwiązań inteligentnych dla miast w obszarze tzw. waste ...

Upały i urlopy wypompowują wodę

Brak wodociągów i kanalizacji odbija się na standardzie życia zarówno stałych mieszkańców miejscowości wypoczynkowych, ...

Mazowsze inwestuje w szpitale

Przyszłe i obecne mamy oraz ich dzieci otrzymają opiekę zdrowotną na najwyższym poziomie. W ...

Gliwice przyniosły szczęście!

Reprezentantka Polski Viki Gabor wygrała Eurowizję Junior 2019. W nowoczesnej hali Arena Gliwice występy ...

Jezioro Malta w Poznaniu / fot. AdobeStock

Przybywa bezpiecznych kąpielisk

Polska doszła do ładu z unijną dyrektywą oraz ustawą o prawie wodnym. Dzięki temu ...

Obrót mieniem z podatkiem

Gmina, która sprzedaje, wywłaszcza czy wnosi aportem nieruchomości otrzymane w drodze komunalizacji czy w ...