Od kilku dni zamknięte są przejścia graniczne w Kuźnicy. Co to fizycznie oznacza dla miejscowości, dla jej mieszkańców?

Paweł Mikłasz: Nie ma to żadnego wpływu. Może bardziej dla Białorusinów, niż dla nas?

Czytaj więcej

Wójt Szudziałowa: Nie spotkałem migrantów na terenie gminy

A lokalni przedsiębiorcy ponoszą z tego tytułu straty, że nie ma ruchu transgranicznego?

Jest wojsko, są inne służby, które też robią u nas duże zakupy. Nie jest tak, źle jak się opisuje. Wszystko funkcjonuje bez zarzutów. Sklepy funkcjonują bez zarzutów. Zaopatrzenie jest dowożone na bieżąco. Żyjemy tutaj normalnie.

Jest taka stagnacja. Żyjemy jak do tej pory. Nic złego się nie dzieje. Jesteśmy obligatoryjnie związani z tą sytuacją. Wiadomo, że mieszkamy tu, przy granicy.

Ale jesteśmy przyzwyczajeni do różnych zdarzeń, które miały miejsce przy granicy państwa. Mieszkamy w strefie przygranicznej. Mieszkańcy wiedzą, jak się zachować w odpowiednim momencie.

Od kilku dni jest napięta sytuacja na terenie granicznym. Po drugie stronie granicy – koczuje grupa kilkuset imigrantów. Mieszkańcy obawiają się ich i dalszego rozwoju wypadków?

Oni przebywają po białoruskiej stronie granicy. Nasz służby kontrolują sytuację i sobie bardzo dobrze z tym radzą.

Autopromocja
Nowość!

Trzy dostępy do treści rp.pl w ramach jednej prenumeraty

ZAMÓW TERAZ

Ja tego nie podważam. Ale w ostatnich dniach zorganizowane grupy próbują regularnie forsować granicę białorusko- polską.

To jest normalne na tak długim odcinku granicy państwa. A jakby tych zasieków nie było, to co by się działo? A ile krzyków było na temat tych zasieków. Ile kalumnii poleciało na wojsko i inne służby mundurowe. To jest nienormalne.

Kto nie mieszka tutaj, to nie wie co to znaczy zabezpieczenie granicy W Warszawie można się wymądrzać, wymyślać różne rzeczy. Czasem otrzymują dziwne telefony z pytaniami czy u nas dzieje się to, to czy tamto.

A sami mieszkańcy jak podchodzą do kwestii imigrantów?

Spokojnie.

Obawiają się ich?

Każdy kto wejdzie w tłum, to by się obawiał. Pani też, by się obawiała. To zrozumiałe. To jest ludzkie. Ale nie jest strasznie. Na luzie. Ludzie żyją na luzie. Spokojnie. Jedynie widzimy wzmożony ruch służb mundurowych.

Czy w Kuźnicy i w okolicach – też jest tak, że część osób mieszkających blisko granicy boi się po zmierzchu wychodzić z domu? Spotkał się pan z tym?

Są takie osoby, zwłaszcza starsze, które zawsze boją się po zmroku wychodzić z domu. Niezależnie od sytuacji. Nawet jak tych zdarzeń nie było, to część osób bała się po ciemku z domu wychodzić. Taka nasza natura. Zawsze się czegoś boimy.

A ciemność to jeden z tych strachów częściej spotykanych.

Tak. Powiem tak, że my jesteśmy bardzo wdzięczni, że został wprowadzony ten stan wyjątkowy, że nie ma tu tych dziwnych organizacji, które biegały po lasach i nakłaniały mieszkańców do dziwnych zachowań.

To jest nienormalne moim zdaniem, żeby Polak działający w jakiejś organizacji, chodził po domach i nakłaniał mieszkańców, żeby nikt nie zgłaszał w razie czego, jak wejdą imigranci. Ani do straży granicznej, ani do wojska czy na policję. To jest chyba nienormalne.

A jak mieszkańcy reagują, gdy widzą imigrantów?

Spokojnie do tego podchodzą. Pomagają. Reagują jak potrzeba, powiadamiają odpowiednie służby. Porządek musi być.

My jesteśmy przyzwyczajeni. Kilkadziesiąt lat żyjemy w strefie przygranicznej i wiemy jak reagować, gdy obce osoby się pojawiają w okolicy, jacyś nieznajomi. Tak zawsze było, że powiadamialiśmy odpowiednie służby. Tak był nasz obowiązek. To jest granica państwa. Ważne miejsce. Jej trzeba strzec.

Czy coś wiadomo panu, o wprowadzeniu nauczania zdalnego w szkołach spowodowanej sytuacją na granicy?

Nic mi nie wiadomo na ten temat. Jeśli było wprowadzane nauczanie zdalne, to tylko z powodu pandemii. Wówczas były zamknięte klasy.

A wracając do sytuacji na granicy mam nadzieję, że służby rzetelnie wykonujące swoje obowiązki, poradzą sobie ze wszystkim.

Dziękuję za rozmowę