Fundusz miał zrekompensować straty samorządowych instytucji, organizacji pozarządowych oraz przedsiębiorców prowadzących działalność kulturalną w dziedzinie teatru, muzyki i tańca. Na ten cel przeznaczono 400 mln zł.

W piątek, 13 listopada, ogłoszono w sieci listę beneficjentów. 15 listopada Piotr Gliński ogłosił wstrzymanie ustalonych wypłat i poddanie listy dotacji weryfikacji. Udało nam się ustalić, że o cięciach decydowano w Ministerstwie Kultury, dokąd trafiły zweryfikowane listy z Instytutu Teatralnego oraz Instytutu Muzyki i Tańca.

Największa redukcja rekompensat miała dotknąć Teatru Polonia i Och Teatru, które prowadzi Fundacja Krystyny Jandy na rzecz Kultury. Fundacja występowała o 5,7 mln zł, dostała najpierw 1,8 mln zł. Ostatecznie fundacji odebrano najwięcej, bo 450 tysięcy zł.

CZYTAJ TAKŻE: W cieniu awantury o Bayer Full instytucje kulturalne walczą o każdą złotówkę

Paweł Łysak, dyrektor Teatru Powszechnego w Warszawie, mówi, że zgodnie z algorytmem zakładającym rekompensaty dla instytucji samorządowych w wysokości do 40 procent straconych dochodów, Powszechny oczekiwał na zwrot niespełna 800 tys. zł.

Wystąpiliśmy o niespełna 800 tysięcy złotych i 13 listopada otrzymaliśmy informację, że przyznano nam połowę – mówi. – Po weryfikacji odebrano nam kolejne 20 procent pieniędzy. Ostatecznie otrzymaliśmy nieco ponad 300 tysięcy. Nie narzekam, każde pieniądze dla ludzi się liczą.

Wszystkie pieniądze trafią do 100 pracownic i pracowników.

– Oczywiście nie wszyscy dostaną po równo, aktorzy i obsługa sceny dostaną najwięcej, bo najwięcej stracili. Otrzymają pieniądze za spektakle i streamingi, gdyby jednak wyliczyć średnią, to po odliczeniu podatków i kosztów pracodawcy – wychodzi mniej niż 2 tysiące na osobę, a rekompensata za utracone dochody od połowy marca do końca grudnia. W okresie, kiedy nie graliśmy, starałem się wypłacać aktorom i zespołowi technicznemu od 500 zł do 2 tysięcy zł miesięcznie, ale w okresie normalnego funkcjonowania teatru zarabiali wielokrotnie więcej.

CZYTAJ TAKŻE: Zamrożenie kultury: streaming nie uratuje wszystkich instytucji i artystów

Dyrektor Łysak zwraca też uwagę na problem związany ze współpracownikami, do których należą także reżyserzy i scenografowie. Często młodzi.

– Podnosiliśmy kwestię wsparcia dla artystów nieetatowych za pośrednictwem Gildii Reżyserów. Niestety, po cięciach szanse na pieniądze dla nich spadają. Ci twórcy naprawdę nie mają za co się utrzymać, a to od nich właśnie będzie zależeć przyszłość naszej kultury.

Teatr Muzyczny Roma w Warszawie grał „Mamma Mia!” i „Pilotów” i stać go było na utrzymywanie zespołu z kasy i nowe produkcje m.in. na „Aidę”.

– Pandemia spowodowała, że wszyscy pracownicy, którzy nie mają etatów, utracili środki do życia – mówi dyrektor Wojciech Kępczyński. – To prawdziwy dramat, bo mieliśmy perspektywę grania przy wypełnionej sali przez wiele miesięcy.

Roma miała otrzymać 4 mln rekompansaty. Dyrektor Kępczyński mówi, że to 10 procent utraconych wpływów.

– Oczywiście cieszymy się, że o nas pamiętano, choć po weryfikacji zmniejszono dotację do 3 mln 860 tysięcy. Te pieniądze otrzymają po podpisaniu aneksów do umowy pracownicy. Uregulujemy płatności. Myślami jesteśmy już przy próbach kolejnego musicalu „Waitress”. Casting robimy zamknięty wśród obsady „Aidy”, żeby chronić pracowników. Mamy też nadzieję, że w kwietniu odbędzie się premiera „Waitress”.

CZYTAJ TAKŻE: Wiceprezydent Warszawy: Ważne są jasne kryteria, nie to, czy Bayer Full czy Szopen

Nie wszyscy chcą ujawniać kwoty. Wiadomo jednak, że Teatr Muzyczny w Gdyni, który zatrudnia na etatach około 220 osób, wnioskował o blisko 4,4 mln zł, w pierwszym rozdaniu otrzymał 4 mln, ostatecznie zaś o 327 tys. zł mniej. Polskiej Filharmonii Bałtyckiej przyznano 1,7 mln zł i obcięto 100 tys. zł.

Dziś wydaje się, że lepiej było zorganizować dwa fundusze – jeden z myślą o teatrach i instytucjach niekomercyjnych, które działają z mniejszym lub większym wsparciem samorządów lub ministerstwa (teatry, opery, filharmonie) oraz komercyjnych z rynku muzycznego. Przy okazji wyszły na jaw dysproporcje pomiędzy frekwencją i wpływami, jakie mają teatry publiczne oraz prowadzone przez fundacje lub przedsiębiorców na korzyść tych ostatnich.

Najważniejsze, że fundusz powstał. Oby pieniądze po trzytygodniowym opóźnieniu przelewano jak najszybciej, muszą bowiem trafić szybko do pracowników.