Miasta zbudują setki stacji ładowania e-samochodów

AdobeStock

W grudniu władze Łodzi rozpiszą przetarg na wykonawcę i operatora ponad 200 stacji ładowania samochodów elektrycznych. W Szczecinie 210 takich punktów wybuduje Enea Operator. Stacji w Polsce przybywa, ale jest ich ciągle zbyt mało.

Jak podkreśla Maciej Mazur, prezes Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych, które pomagało miastu w wytypowaniu 29 lokalizacji, w których znajdzie się ponad 200 punktów ładowania, Łódź ma szansę stać się liderem elektromobilności. Dlaczego? – W Europie istnieje ponad 200 stref czystego transportu, ale często ich wprowadzenie wzbudzało sprzeciw mieszkańców, ponieważ najpierw władze miast wprowadzały strefy, a dopiero później myślano o zapewnieniu odpowiedniej infrastruktury. Łódź takiego błędu uniknęła – tłumaczy prezes Mazur.

Stacje ładowania mają pojawić się w Łodzi już w przyszłym roku. Miejsca, gdzie staną, wyznaczone zostały po konsultacjach z mieszkańcami oraz dostawcami energii elektrycznej. Powstaną zarówno w centrum miasta, jak i miejscach, gdzie łodzianie wypoczywają, chociażby w okolicach Ogrodu Botanicznego, Aquaparku Fala.

CZYTAJ TAKŻE: Miejska mobilność powinna być eko i współdzielona

– Wprowadzamy w mieście eko-rewolucję, jednym z jej elementów jest walka ze smogiem. Nie tylko tym widzialnym przez indywidualne paleniska, ale również ze smogiem generowanym przez silniki spalinowe. Z jednej strony unowocześniamy tabor komunikacji miejskiej, z drugiej chcemy zachęcić łodzian do tego, by przesiedli się z samochodów spalinowych do elektrycznych – mówi prezydent Łodzi Hanna Zdanowska.

Jak podaje Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych, pod koniec sierpnia tego roku w Polsce zarejestrowane były 6 662 elektryczne samochody, z których dwie trzecie stanowiły pojazdy w pełni elektryczne – 4 178, a pozostałą część hybrydy – 2 494. I choć przybywa ich z każdym rokiem, to jest to zaledwie ułamek tych rejestrowanych z silnikiem spalinowym. W ubiegłym roku zarejestrowano ich bowiem ponad pół miliona.

CZYTAJ TAKŻE: Elektromobilność w Europie wcale nie ma z górki

Skoro coraz popularniejszy staje się nurt eko, to co nas zniechęca do jakże w końcu ekologicznych samochodów elektrycznych? Przede wszystkim cena zakupu – przykładowo miejski mały Renault Zoe, którego najnowsza wersja niedawno pojawiła się w salonach, kosztuje nieco ponad 130 tysięcy złotych. Ale już 27 listopada wchodzi w życie rozporządzenie w sprawie szczegółowych warunków udzielania i rozliczania wsparcia zakupu przez osoby fizyczne nowych samochodów elektrycznych oraz napędzanych wodorem. Osoby fizyczne będą mogły otrzymać dofinansowanie w wysokości 30 proc. ceny zakupu, jednak kwota wsparcia dla pojazdu elektrycznego nie będzie mogła być wyższa niż 37,5 tys. zł. Z takiego dofinansowania będzie mógł skorzystać każdy, kto kupuje pojazd elektryczny, którego wartość nie przekracza 125 tys. zł.

Barierą w rozwoju popularności e-samochodów pozostaje cena. Renault Zoe, którego najnowsza wersja niedawno pojawiła się w salonach, kosztuje nieco ponad 130 tysięcy złotych / AdobeStock

I o ile nowe elektryki mogą pochwalić się już całkiem niezłymi zasięgami, wspominany już Zoe przejedzie na jednym ładowaniu prawie 400 km, to nadal przed ich zakupem powstrzymuje nas właśnie brak odpowiedniej infrastruktury. Problemu z ładowaniem nie mają ci, którzy mieszkają w domkach jednorodzinnych, gorzej z tymi, co żyją w blokach. Tymczasem łatwy i komfortowy dostęp do stacji ładowania, szczególnie w porze nocnej, stanowi niezbędny warunek rozwoju elektromobilności.

CZYTAJ TAKŻE: Elektromobilność bez samorządów nie zaiskrzy

Co prawda każdego roku przybywa punktów ładowania samochodów elektrycznych, ale nadal jest ich w Polsce niewiele – zaledwie 888. 30 proc. stanowiły szybkie stacje ładowania prądem stałym, a 70 proc. wolne ładowarki prądy zmiennego o mocy mniejszej lub równej 22 kW.

Zgodnie z ustawą o elektromobilności, do końca 2020 roku w Warszawie powinno funkcjonować 1 000 ogólnodostępnych punktów ładowania samochodów elektrycznych. W pozostałych największych miastach – od Krakowa po Lublin – musi ich działać ponad 200. Do 2020 roku w Polsce ma powstać już około 400 szybkich punktów ładowania samochodów i ponad 6 tys. publicznych punktów ładowania o normalnej mocy.

Do końca 2022 roku PGE chce zainstalować 1 500 punktów ładowania, a GreenWay w ciągu trzech lat chce zwiększyć swoją sieć do 630 stacji. Swoje stacje uruchomili też inni dostawcy prądu – Enea czy Tauron. Ten ostatni do końca roku 2020 ma mieć 150 własnych stacji ładowania. Enea do końca przyszłego roku wybuduje w Szczecinie 210 stacji do ładowania pojazdów elektrycznych. Dzisiaj takich stacji w pięciu największych miastach – Szczecinie, Poznaniu, Gorzowie Wielkopolskim, Zielonej Górze, Bydgoszczy – objętych zasięgiem Eneii jest ponad 100. Jedna stacja kosztuje od 80 do 200 tysięcy złotych.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Rząd niepotrzebnie rywalizuje z samorządem

Mamy bardzo przeregulowane prawo. Chyba tylko oddychanie nie jest uregulowane. To jest problem, który ...

Gdynia zafundowała sobie niezwykłe przystanki

Na ulicach Gdyni pojawiły się cztery inteligentne wiaty – korzystające z paneli fotowoltaicznych, e-papierowych ...

Trzaskowski: chcemy zwrócić miasto mieszkańcom

Stolica wreszcie zagospodaruje swoje centrum – zapowiedział prezydent Rafał Trzaskowski. 80 proc. prac ma ...

Tadeusz Truskolaski: Premier podaje dane, które mu pasują

Budżet na 2020 rok oceniam jako bardzo trudny, ale już za dwa lata będziemy ...

Prezydent Lublina: rywalizacja o inwestorów jest zawsze

Pokazaliśmy, że w Lublinie mogą działać nowoczesne firmy i laboratoria - mówi Krzysztof Żuk, ...

Wiek nie ma znaczenia. Młodzi i seniorzy podbijają rynek franczyzowy

Historia pokazuje, że każdy wiek jest dobry by rozpocząć własną działalność gospodarczą. Ludzie młodzi ...