Powrót PKS-ów bez szans na sukces

Shutterstock

Samorządy są ostrożne w staraniach o przywrócenie lokalnych połączeń. Nie chcą dopłat państwa, bo brakuje im pieniędzy na wkład własny.

To miał być wielki sukces. Jeden z punktów tzw. piątki Kaczyńskiego przewidywał, że ludzie pozbawieni transportu lokalnego zaczną w końcu normalnie żyć i się poruszać. Nic z tego. Powód?

Samorządy niechętnie korzystają z funduszu przywracania połączeń lokalnych utworzonego przez rząd. Zakończono właśnie drugi nabór na dofinansowanie transportu zbiorowego z Funduszu Rozwoju Przewozów Autobusowych. Zainteresowanie samorządów rządowymi pieniędzmi na odbudowę publicznego transportu autobusowego jest żadne – jeszcze mniejsze niż w pierwszym naborze.

Są takie regiony, gdzie wojewodowie w drugim naborze nie otrzymali ani jednego wniosku. Przykłady? W województwie wielkopolskim, lubuskim i warmińsko-mazurskim w drugim naborze nie wpłynął ani jeden wniosek. W pozostałych regionach łączna wartość składanych wniosków rzadko kiedy przekraczała 200 tys. złotych.

CZYTAJ TAKŻE: Ustawa o PKS-ach okazała się porażką

Jak wypada na tym tle województwo mazowieckie? Ministerstwo Infrastruktury informuje: w ramach II naboru wniosków o objęcie dopłatą zadań w ramach Funduszu Rozwoju Przewozów Autobusowych do wojewody mazowieckiego samorządy złożyły 13 wniosków, z czego pozytywnie rozpatrzonych zostało 9 wniosków (3 powiaty i 6 gmin). W sumie wnioski objęły 28 lokalnych połączeń, o łącznej długości 841,2 km. Wnioski opiewają na szacunkową kwotę 147 207,80 zł.

Dla małopolskich samorządów z Funduszu Rozwoju Przewozów Autobusowych przeznaczono 16 milionów złotych na dopłaty, jednak chętnych było na zaledwie milion – na taką kwotę złożono wnioski. Uruchomionych ma więc zostać 38 nowych linii autobusowych, choć pierwotnie zakładano, że będzie ich dużo więcej.

Marne zainteresowanie wojewoda małopolski Piotr Ćwik tłumaczy obawą samorządów przed przystąpieniem do nowego programu. W jego opinii taki stan rzeczy może również świadczyć o tym, że w regionie wcale nie jest tak źle z komunikacją, jakby mogło się wydawać.

CZYTAJ TAKŻE: Uśpione PKS z szansą na powrót do życia

Kto jest winien tej sytuacji? Czy należy winić samorządy? Marek Wójcik ze Związku Miast Polskich nie ma wątpliwości: to po prostu ostrożność i rozsądek – tłumaczy „Życiu Regionów”. – Nie da się uruchomić nowych linii bez planowania w dłuższej perspektywie – podkreśla.

Jego zdaniem problem polega na tym, że samorządowcy myślą tak: uruchomię linię na rok, dwa, a potem będę musiał ją utrzymywać z własnych pieniędzy. A tych jest coraz mniej. – Co druga gmina nie ma już dziś żadnych środków rozwojowych. A to oznacza, że ma pieniądze tylko na stałe wydatki – tłumaczy Marek Wójcik.

Dodaje, że od 30 lat, od kiedy działa w samorządzie, nie było tak dramatycznej sytuacji finansowej. Powód? Sytuacja w edukacji i zapowiedź podwyższenia płacy minimalnej.

– Każdy, kto dziś ma podjąć decyzję o uruchomieniu dodatkowych połączeń lokalnych, musi ważyć, że ceny towarów i usług pójdą mocno w górę. Ostrożność samorządowców jest zrozumiała – uważa Wójcik.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Stary rynek po nowemu

Samorządy coraz chętniej rewitalizują rynki, wychodząc z założenia, że szanujące się miasto potrzebuje reprezentacyjnego ...

Buspasy w miastach coraz dłuższe

Premier Morawiecki zapowiedział, że w ruchu drogowym uprzywilejowane będą także samochody osobowe z większą ...

Rozwój dzięki mądremu wsparciu

W ocenie banków udzielenie kredytów mikro, małym i średnim przedsiębiorcom o niskim kapitale własnym, ...

500+: Rodziny dostają pieniądze bez kłopotu

Najwyższa Izba Kontroli przyjrzała się realizacji rządowego programu Rodzina 500+ i uważa, że samorządy ...

Noc Księgarń, czyli wielkie święto księgarzy i czytelników

20 września, po zmroku, w ponad 100 księgarniach stacjonarnych w całej Polsce rozpocznie się ...

Muzeum Śmierci ma zachęcać do studiowania medycyny

Na wrocławskich uczelniach powstaje specjalna ścieżka edukacyjna, skierowana nie tylko do studentów. Jej częścią ...