Jakub Szczepański, gdański historyk i społecznik: Serce Gdańska bije we Wrzeszczu

Gdy mówię Gdańsk, to myślę tylko o jego śródmieściu. Wrzeszcz, Oliwa czy Dolne Miasto zbudowały już własną tożsamość – mówi Jakub Szczepański, prodziekan Wydziału Architektury Politechniki Gdańskiej, gdański historyk i społecznik.

Publikacja: 13.02.2017 21:00

Prof. Jakub Szczepański

Prof. Jakub Szczepański

Foto: materiały prasowe

Rz: Dla przeciętnego Polaka Gdańsk to przede wszystkim starówka, Długi Targ, nabrzeże z żurawiem, Westerplatte czy brama Stoczni Gdańskiej. Dla samych gdańszczan jednak najciekawsze miejsca chyba są już gdzie indziej. Gdzie dzisiaj bije serce Gdańska?

Jakub Szczepański: Moja żona kiedyś stwierdziła, że serce Gdańska bije we Wrzeszczu, zresztą przez kilka lat takie zdanie pojawiało się na naszych projektach. Gdańsk jest bardzo specyficznym miejscem, w niewielu polskich miastach, jadąc z jakiejś dzielnicy do śródmieścia, mówi się, że jadę do Poznania albo do Wrocławia. W Trójmieście, jadąc do Gdańska, mamy na myśli dwa znaczenia. Jedno określa całe miasto administracyjnie, ale drugie dotyczy tylko samego śródmieścia. Pozostałe dzielnice to właściwie oddzielne małe miasteczka. Dla porządku dodam, że historyczne śródmieście jest położone na uboczu aglomeracji. A w samym środku Gdańska jest właśnie Wrzeszcz.

Czy Wrzeszcz to dzisiaj najmodniejsza dzielnica?

Tego nie wiem, ale odkrywanie tych dzielnicowych tożsamości zaczęło się właśnie od Wrzeszcza. Tutaj mówię nie jako obiektywny badacz, ale lokalny działacz. To zaczęło się dobre kilkanaście lat temu. Wcześniej Wrzeszcz uważany był za miejsce, gdzie nic nie ma. W rozmowach ze studentami architektury, kiedy ktoś przyniósł korektę i praca nie nadawała się do niczego, mówiło się, że „takie coś to sobie we Wrzeszczu zbudujcie". Tak więc ta tożsamość Wrzeszcza zaczęła się budować kilkanaście lat temu. Ale także na Dolnym Mieście, w Oliwie, innych dzielnicach.

Pan jako wrzeszczanin czynnie brał udział w uzyskiwaniu tej tożsamości.

Tak. Najważniejsza była zmiana świadomości mieszkańców. 20 lat temu wyremontowaliśmy siłami wspólnoty mieszkaniowej fasadę naszej kamienicy. To był pierwszy prawdziwy remont konserwatorski. Po kilku latach okazało się, że inne wspólnoty również zabrały się do drogich, konserwatorskich remontów. Na pytanie, czemu tak robią, przecież nie muszą – usłyszałem, że tak trzeba. I wszystko bez akcji rewitalizacji. Po prostu wystarczyło, że mieszkańcy sami stwierdzili, że trzeba o to zadbać. I takich procesów pozytywnych jest więcej. Jak chociażby cała budowa osiedla Garnizon na terenie koszar, gdzie deweloper nie zdecydował się pójść drogą standardową, czyli ogrodzić płotem osiedle, ale ma ambicje zbudowania kawałka miasta.

No, ale zorganizowana akcja rewitalizacyjna też chyba pomogła.

Oczywiście. Kiedy w pierwszej dekadzie XXI wieku ruszyły w Gdańsku akcje rewitalizacji, jedna z pierwszych objęła ulicę Wajdeloty w Dolnym Wrzeszczu. I wydaje się, że była skuteczna i prawdziwa. To był stary pomysł, jeszcze z lat 70. Ulica miała potencjał, chociażby przez zachowane kamienice z przełomu XIX i XX wieku. Do tego świetnie skomunikowana. No i udana rewitalizacja pobudziła miejsca obok.

Jakie jeszcze dzielnice uzyskały świadomość?

Dolne Miasto, czyli zabytkowy obszar na południe od śródmieścia. Mam nadzieję, że szybko stanie się modną dzielnicą, bo to miejsce wymarzone. Położone blisko historycznego śródmieścia, otoczone zabytkowymi wałami i fosami, czyli zabezpieczone przed możliwością zbyt dużych inwestycji. Tam nikt nie wybuduje wielkiego centrum handlowego.

Dolne Miasto, jak mało który fragment Gdańska, zachowało swój przedwojenny wygląd.

Tak, bo nie zostało zniszczone w 1945 roku. Większość domów jest starsza niż te w śródmieściu. Dolne Miasto przetrwało wojnę, ale w PRL podupadło i wiele domów popadło w ruinę. Z kolei śródmieście zostało zniszczone w czasie wojny, więc uwagę skupiono na budowaniu nowych domów. Dzisiaj to jednak Dolne Miasto jest autentyczne, a my zaczynamy doceniać tę architekturę. Ciekawe jest też to, co je otacza, czyli pas fortyfikacji z XVII wieku. W tamtym okresie miały je wielkie miasta europejskie, takie jak Hamburg czy Wiedeń. W kolejnych wiekach te wielkie miasta stały się jeszcze większe i fortyfikacje w nich zniknęły. Gdańsk nie rozwinął się jak konkurencja i w XIX wieku był miastem stosunkowo biednym. Więc one ocalały. To jedyny fragment XVII-wiecznych fortyfikacji wielkomiejskich w Europie. Najłatwiej to docenić, gdy się przepłynie fosę kajakiem. Naokoło miasto, a zaraz robi się jak na Mazurach, bo ptaki wylatują nam spod wioseł. Tego nie ma żadna dzielnica w Europie.

Czyli wymarzone miejsce dla urbanistów i architektów?

Tak. Łatwo to sprawdzić, widząc liczbę dyplomów inżynierskich czy architektów, które dotyczą Dolnego Miasta. Dla każdego młodego człowieka to jedno z ciekawszych miejsc Gdańska, obok terenów postoczniowych. Bo mamy potencjał zabytków, kamienic, fortyfikacji, a jednocześnie sporo pustych miejsc.

Wspomniał pan o terenach postoczniowych. To kolejny zmieniający swój charakter fragment Gdańska.

Teraz tutaj lokowana jest kultura. Doskonale tutaj umiejscowiono Muzeum II Wojny Światowej. Kiedy ruszą kolejne inwestycje na terenach postoczniowych, zmieni się też percepcja Gdańska, bo okaże się, że spod Neptuna do stoczni można iść bardzo atrakcyjną drogą. Te miejsca się zbliżą.

To gdzie by pan zabrał przyjaciół na wycieczkę?

Nie ominąłbym fortyfikacji Dolnego Miasta, na pewno nie pominąłbym też historycznego śródmieścia, choć pewnie pokazałbym inne obiekty, niż się pokazuje turystom. No i koniecznie trzeba jechać nad morze. Mamy Brzeźno, ale i Nowy Port. To nieodkryta dzielnica z ogromnym potencjałem, zachowaną XIX-wieczną zabudową i prawie bezpośrednim dostępem do morza. Obecnie w każdym porcie świata zachodzą zmiany. Budowane są coraz większe statki, które nie wpływają do dawnych portów, tylko zatrzymują się przy pirsach w głębi morza. To oznacza, że w przyszłości brzegi Wisły zostaną oczyszczone z funkcji przemysłowo-składowej i Nowy Port dojdzie do Wisły. Będzie więc można dojść nad samą wodę, na plażę i okaże się, że to wspaniała turystyczna dzielnica.

Nowy Port będzie będzie gdańskim Sopotem?

Chciałbym to zobaczyć za mojego życia. Kiedyś Sopot i Brzeźno konkurowały ze sobą jako kąpieliska, w XIX wieku wydawały wspólną gazetę. Później Sopot przyćmił Gdańsk w tej dziedzinie, ale ja myślę, że Nowy Port ma potencjał przynajmniej taki jak Sopot.

Materiał partnera
Dolny Śląsk mocno stawia na turystykę
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Regiony
Samorządy na celowniku hakerów
Materiał partnera
Niezależność Energetyczna Miast i Gmin 2024 - Energia Miasta Szczecin
Regiony
Nie tylko infrastruktura, ale też kultura rozwijają regiony
Regiony
Tychy: Rządy w mieście przejmuje komisarz wybrany przez Mateusza Morawieckiego