Mecz Artego jak dobry film

Dla mnie najważniejsze jest poświęcenie i podążanie za zmianami. To drugie łączy się z osobistą chęcią do osiągania sukcesów. Żeby tak się działo, nie można przespać żadnej nowości – mówi Tomasz Herkt, trener żeńskiej drużyny koszykówki Artego Bydgoszcz.

Publikacja: 29.11.2017 20:30

Mecz Artego jak dobry film

Foto: Rzeczpospolita

Rz: Lepiej pracuje się panu z kobiecymi czy męskimi drużynami?

Tomasz Herkt: Trudno powiedzieć, nie dostrzegam dużych różnic w systemie pracy. Liczą się podejście, proces treningowy, zaufanie do trenera. Jeśli gracze – kobiety czy mężczyźni, akceptują te zasady, można oddać się pracy, jeśli nie – występuje problem. Z tą ostatnią sytuacją jeszcze nie miałem do czynienia. Męskie zespoły prowadziłem głównie przed objęciem Artego, byłem w Słupsku, Zielonej Górze i Koszalinie. Szczególny okres spędziłem w tym drugim mieście. Z Zastalem najpierw awansowaliśmy do ekstraklasy, a w niej, zwłaszcza na początku rozgrywek, świetnie sobie radziliśmy. Kilku zawodników z miejsca zostało gwiazdami ligi.

Pracę z mężczyznami rozpoczął pan w Bydgoszczy od asystowania Wojciechowi Krajewskiemu w Astorii Bydgoszcz. Było to 13 lat temu.

Trafiłem tam trochę przez przypadek. Byłem po sezonie, w którym z kobiecym zespołem Starego Browaru Poznań, dość niespodziewanie, zdobyliśmy wicemistrzostwo kraju. Przed kolejnymi rozgrywkami nastąpiły zmiany organizacyjne, wycofał się główny sponsor. Jakiś czas później spotkałem Wojciecha Krajewskiego i sam go zapytałem, czy potrzebowałby mojej pomocy w prowadzeniu Astorii. Sprawa rozstrzygnęła się szybko, kilka dni później znalazłem się w Bydgoszczy. I to był udany okres. Zespół zanotował dobry start, powoli się rozkręcał, skończył rozgrywki na bardzo dobrym szóstym miejscu. Drugi raz, na zdecydowanie dłużej, do Bydgoszczy przyjechałem pięć lat temu, gdy obejmowałem Artego. Ten pobyt trwa do dzisiaj. Bydgoszcz stała się moim drugim domem.

Od pierwszego zdobytego przed pana medalu w roli trenera w 1987 roku, jeszcze jako asystenta, wiele się zmieniło: pokolenia koszykarek i koszykarzy, taktyka i technika gry, kluby upadały, w ich miejsce pojawiały się nowe. Jedno pozostało bez zmian – do dzisiaj regularnie osiąga pan sukcesy. Jak to się robi?

Dla mnie najważniejsze są dwie sprawy – poświęcenie i podążanie za zmianami. Pierwszy wiąże się z tym, że koszykówka jest moim jedynym zajęciem, nie łączę jej z inną pracą, jestem jej poświęcony i całkowicie oddany. I od zawsze, niezależnie od tego, w jakim byłem klubie, utożsamiałem się ze środowiskiem i osobami, z którymi współpracowałem. Drugi aspekt łączy się z osobistą chęcią do osiągania sukcesów. Żeby tak się działo, nie można przespać żadnej nowości. Ten, kto to zrobi, przegra i przepadnie. Dlatego dużo czasu spędzam na rozmowach, obserwacjach i analizach. Ze wszystkim chcę być na bieżąco. Internet otworzył możliwości, których nie było dziesięć lat temu. Fachowa wiedza stała się dostępniejsza. W naszym sztabie pracujemy indywidualnie z zawodniczkami, także pod kątem psychologicznym. Kiedyś tego nie było.

Współpraca z psychologiem została nawiązana w 1999 roku, gdy będąc trenerem kobiecej reprezentacji Polski, sięgnęliście po złoto mistrzostw Europy?

Zaczęliśmy akurat po tej imprezie, przygotowując się do igrzysk olimpijskich w Sydney w 2000 roku. Jednak nie wszystko zadziałało. Wtedy, w Australii, niby wszystko było w porządku. Dziewczyny były napompowane sukcesem, miały poczucie własnej wartości, na igrzyska lecieliśmy w końcu jako najlepsza drużyna Europy. Nie przełożyło się to na wyniki. Nie byliśmy przygotowani na niepowodzenie, ostatecznie zajęliśmy ósme miejsce.

Kiedy psycholog znalazł się w pana klubowym sztabie?

Na stałe od początku pracy w Artego. Przed każdym sezonem zawodniczki wypełniają specjalne ankiety, które później analizujemy. To przydatna wiedza, bo daje nam dużo informacji, np. jakim typem pod kątem osobowości psychologicznej jest konkretna koszykarka, jakiej potrzebuje formy przekazu – krótkiej i konkretnej czy rozpisanej i szczegółowej oraz co jest dla niej motywatorem, a co demotywatorem itd. Są trenerzy, którzy przeprowadzają tak długie odprawy, że w ich trakcie część zawodniczek przestaje ich słuchać i traci koncentrację. Istotny jest właściwy dobór psychologa do takiej współpracy. Nie może być to ktoś, kto skupi się tylko na pomaganiu w trudnych momentach i problemach życiowych. Oczywiście, to jest ważne i to jeden z elementów tej pracy, ale przede wszystkim chodzi o znajomość sportowej materii. Żeby do takich sytuacji, w których trzeba pomóc komuś po porażce, było jak najmniej. Żeby wcześniej ta zawodniczka została na to przygotowana.

W zrozumieniu i podejściu do pracy z koszykarkami pomaga panu żona, która grała w ekstraklasie?

Lata temu, kiedy na jednej z poznańskich dyskotek poznałem moją przyszłą żonę, w ogóle nie interesowałem się kobiecą koszykówką. Zacząłem, gdy nasza znajomość się zacieśniła i gdy okazało się, że ona gra w ekstraklasie. Dzisiaj dużo rozmawiamy o koszykówce, żona dzieli się ze mną swoimi spostrzeżeniami. I choć na początku nie zawsze zgadzam się ze wszystkimi, z czasem do niektórych opinii się przekonuję. Renata jest kibicem Artego, emocjonalnie podchodzi do naszych meczów. Gdy nie może być na trybunach w hali, ogląda transmisje i śledzi relacje w internecie. Jeżeli spotkanie nie układa się po naszej myśli, odchodzi od laptopa, za bardzo się denerwuje. Wraca po chwili, gdy wynik jest korzystniejszy.

W tym sezonie powodów do tego prawie nie ma. Artego bez porażki przewodzi w tabeli polskiej ligi, ma zwycięstwa w rozgrywkach EuroCup. Jest pan zaskoczony takim bilansem?

Tego nie zakłada się przed sezonem, ale to pokazuje, że nasza wspólna praca zmierza w dobrą stronę. Jestem w Artego szósty sezon, przez ten czas zdobyliśmy cztery medale, w tym dwa razy byliśmy wicemistrzami kraju. Zyskaliśmy taką pozycję w lidze, że do meczów z nami, rywale podchodzą bardzo poważnie, jak do pojedynku z jednym z kandydatów do medalu. Dziewczyny ciężko pracują na treningach, to co mają najlepsze pokazują w meczach, z każdy kolejnym są lepsze i pewniejsze siebie. Liczę, i one zresztą też, że tak dobry bilans będziemy mieć jak najdłużej.

To wszystko jest doceniane nie tylko przez bydgoskich kibiców. Po meczu w Bydgoszczy trener drużyny z Gorzowa Wielkopolskiego Dariusz Maciejewski powiedział, że „(...) trudno znaleźć receptę na tak kompletny zespół. Przyjeżdżam do Bydgoszczy od wielu lat i to nie jest przypadek, że na trybunach jest coraz więcej kibiców, robiących świetną atmosferę".

Cieszą takie słowa. Ja lubię porównywać koszykówkę do filmu, a halę sportową do kina. Dobry film przychodzą oglądać tłumy, taki widok cieszy reżysera, scenarzystów i aktorów. Czują wtedy satysfakcję. Podobnie jest z meczem. Ważne jest każde spotkanie i zwycięstwo, ale również styl, w jakim się to robi. I gdy po meczach słyszę od kibiców: gratulacje, to było zwycięstwo po dobrej i efektownej grze – to jest to coś pięknego. Bo na szacunek i oddanie kibiców każdy zespół musi sobie zasłużyć. To fani płacą za bilety i jeżdżą za drużyną na drugi koniec Polski. My na parkiecie robimy wszystko, żeby nie zawieść ich oczekiwań.

Występy od tego sezonu w europejskich pucharach to korzyść czy obciążenie?

Do tej pory po ligowym meczu miałem do dyspozycji tygodniowy mikrocykl treningowy. Był czas na odpoczynek, regenerację, odnowę biologiczną oraz treningi szybkościowe, wytrzymałościowe, taktyczne itd. Teraz tego nie ma. Gramy systemem czwartek – sobota, do tego dochodzą zagraniczne wyjazdy. Sezon trwa czwarty miesiąc i był czas, kiedy same dziewczyny mówiły, iż przez ten napięty terminarz czasami brakuje im normalnego treningu. Od początku tych rozgrywek musieliśmy zmienić system pracy.

Pan w europejskich pucharach ma duże doświadczenie. To na pewno pomogło.

To prawda, z tym że wcześniej razem z prowadzonymi przez siebie zespołami występowałem w nich dekadę temu. Rywalizacja z innymi europejskimi zespołami jest dobra i atrakcyjna dla zawodniczek oraz do oglądania dla kibiców. Ja wróciłem do tamtego trybu, niektóre dziewczyny musiały się tego nauczyć. Chodzi na przykład o maksymalne wykorzystywanie czasu, jaki jest na odpoczynek – umieć spać i wypoczywać w podróży, jadąc autokarem lub na lotniskach, czekając na samolot.

W najbliższym meczu w Bydgoszczy Artego podejmie Wisłę CanPack Kraków. Czy to będzie pokaz sił polskiej ligi?

Krakowianki od lat należą do ścisłej czołówki zespołów, które walczą o mistrzostwo kraju. Nie inaczej jest w tym sezonie. Każda kolejna wygrana daje nam lepsze rozstawienie przed fazą play-off, każda wygrana nad zespołem, który goni nas w tabeli, motywuje i podnosi morale. A my nie lubimy przegrywać, zwłaszcza u siebie.

Gdzie będzie Artego na koniec sezonu?

Mamy dobry, zbilansowany i pracowity zespół. Panuje w nim świetna atmosfera. Jeżeli nic nie stanie na przeszkodzie, zawodniczki będą omijać kontuzje, stać nas na grę o medale. Jeśli tak się stanie, będzie to kolejne potwierdzenie naszej silnej pozycji w polskiej lidze. Ja będę usatysfakcjonowany występem w finale.

CV

Tomasz Herkt (1960). Jeden z najbardziej utytułowanych polskich trenerów koszykówki. Obecnie szkoleniowiec lidera Basket Ligi Kobiet Artego Bydgoszcz. Od 2012 roku osiągnął z tym klubem największe sukcesy w jego historii – dwa srebrne i brązowe medale mistrzostw kraju. W 1999 roku jako trener żeńskiej reprezentacji Polski sięgnął z nią po mistrzostwo Europy. Z żeńskimi drużynami Olimpii Poznań i Polpharmy Gdynia zdobył tytuły mistrza Polski.

Rz: Lepiej pracuje się panu z kobiecymi czy męskimi drużynami?

Tomasz Herkt: Trudno powiedzieć, nie dostrzegam dużych różnic w systemie pracy. Liczą się podejście, proces treningowy, zaufanie do trenera. Jeśli gracze – kobiety czy mężczyźni, akceptują te zasady, można oddać się pracy, jeśli nie – występuje problem. Z tą ostatnią sytuacją jeszcze nie miałem do czynienia. Męskie zespoły prowadziłem głównie przed objęciem Artego, byłem w Słupsku, Zielonej Górze i Koszalinie. Szczególny okres spędziłem w tym drugim mieście. Z Zastalem najpierw awansowaliśmy do ekstraklasy, a w niej, zwłaszcza na początku rozgrywek, świetnie sobie radziliśmy. Kilku zawodników z miejsca zostało gwiazdami ligi.

Pozostało 92% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Materiał partnera
Ciechanów idealny na city break
Materiał partnera
Nowa trakcja turystyczna Pomorza Zachodniego
Materiał partnera
Dolny Śląsk mocno stawia na turystykę
Regiony
Samorządy na celowniku hakerów
Materiał partnera
Niezależność Energetyczna Miast i Gmin 2024 - Energia Miasta Szczecin
Materiał Promocyjny
CERT Orange Polska: internauci korzystają z naszej wiedzy