Moc drzemie w komputerach

Za trzy lata chcemy być największą farmą renderującą w Europie – mówi Michał Organiściak, prezes toruńskiej spółki Copernicus Computing.

Publikacja: 29.11.2017 20:30

Moc drzemie w komputerach

Foto: Facebook

Rz: Już sama nazwa firmy wskazuje, ze strzeżecie kopernikańskiego dziedzictwa Torunia...

Michał Organiściak: Pomysł na projekt ma autorów o toruńskich korzeniach, był mój i Tomasza Świdzińskiego. Stwierdziliśmy, że jeżeli coś ma się dobrze kojarzyć z rozwojem i wysoką technologią, to odwołanie do Kopernika jest właściwe. Skądinąd tak nazywa się jeden z naszych dwóch komputerów, drugi to Lem. Chcieliśmy po prostu nawiązać do naukowego dziedzictwa.

Ale współpracujecie z Uniwersytetem Mikołaja Kopernika?

W ramach porozumienia z Narodowym Centrum Badań i Rozwoju i dzięki otrzymanemu wsparciu finansowemu będziemy udostępniać uczelni moc obliczeniową. Chcemy współpracować z Wydziałem Fizyki, Astronomii i Informatyki stosowanej UMK. Jeżeli będą potrzebowali mocy obliczeniowej, wiedzą, że mogą się do nas zgłosić. Ogólnie moc w Polsce jest dostępna, ale nasz komputer Lem to łakomy kąsek dla każdego. Chcemy oddać moce za darmo, żeby poznać specyfikę badań, ale też by zacieśnić współpracę z jednostkami badawczymi.

Na czym polega ten biznes?

Branże gier, filmów, reklam, architektury, tudzież projektowanie banerów wymagają renderowania. W najprostszych słowach, żeby stworzyć komputerowo obraz, potrzebna jest olbrzymia moc obliczeniowa, z całym układem dedykowanym takim projektom. Obraz z filmu „Shrek", liczony na jednym przeciętnym komputerze, wymagałby pracy przez 2000 lat. My mamy w tej chwili moc obliczeniową 300, do końca roku będziemy mieli 1200 komputerów. Co istotne, w chwili obecnej jakość renderingu jest lepsza od samej fotografii czy zapisu wideo, tym bardziej potrzebujemy dużej mocy.

Jak to się wszystko zaczęło?

Osiem lat temu mój wspólnik założył własną farmę renderującą. Pięć lat temu pojechałem do Korei Południowej, gdzie ją prowadził, i zaproponowałem, żeby przenieść instalacje do Polski. Już sam fakt fizycznego utrzymywania sprzętu w Korei Południowej, przy pracy informatyków i grafików w Polsce, był dość uciążliwy. Na początku 2014 roku zaczęliśmy pracę, w czerwcu założyliśmy firmę, kilka miesięcy później zatwierdzono wpis do KRS. Wtedy było nas dwóch, dziś współpracuje z nami około 20 firm, osób prowadzących działalność gospodarczą, od programistów, przez grafików do specjalistów od marketingu.

Przykład Islandii, która jest dużym skupiskiem serwerowni, pokazuje, że w tej branży duże znaczenie ma energia.

Tak. Serwer jest bardziej gorący od grzejników, i dlatego wymaga schładzania, do czego potrzebna jest energia, a Islandia nie ma tego kosztu, bo ma chłód za darmo. W Polsce są natomiast stabilne warunki, jeżeli chodzi o wilgoć i inne parametry, bo już koszty energii w Korei Południowej były mniejsze niż u nas. Są na świecie instalacje wykorzystujące ciepło z serwerów do ogrzewania wody. Natomiast zużycie energii elektrycznej zależy od technologii, np. nasz LEM powinien teoretycznie zużywać jej tyle co 50 tys. komputerów, a zużywa tyle, co 500.

To popularna branża w Polsce i Europie?

Wedle mojej wiedzy w Polsce są cztery farmy renderujące, z tym że naszą liczę jako jedność, bo mamy instalacje zarówno w Toruniu, jak i Lublinie. Największą konkurencją jest renderownia Świerk, ale to głównie klaster obliczeniowy dla naukowców. Pozostałe polskie farmy renderujące mają łącznie mniejszą moc obliczeniową niż my. Po pojawieniu się Lema bijemy na głowę większość krajów w Europie. W tej chwili największą farmą na kontynencie jest Rebus. Do końca przyszłego roku chcemy mieć 50 proc. ich mocy, a za trzy lata być najwięksi w Europie, między innymi dzięki dotacjom unijnym.

Wsparcie ze środków unijnych bardzo wam pomogło?

Dzięki temu mieliśmy finansowanie inwestycji, oprogramowania. W ogóle firma powstała jako startup ze środków UE. Aligo Capital, czyli fundusz typu venture capital współfinansowany przez UE w ramach działania 3.1, szukał pomysłów na biznes. Po zakończeniu perspektywy unijnej fundusz planuje wyjście inwestycyjne z projektu. Zainwestował 800 tys. zł w naszą farmę. Później dostaliśmy 730 tys. zł na instalacje w Lublinie, a ostatnio 2,5 mln zł na infrastrukturę kujawsko-pomorską. Czekamy jeszcze na decyzje w sprawie dwóch programów z dotacjami. Chcemy docelowo mieć oba komputery na liście 500 najszybszych na świecie. Ta lista to wyznacznik poziomu rozwoju informatycznego kraju. Superkomputery są głównym narzędziem prowadzenia badań naukowych. Niedawno Chiny wyprzedziły w tym względzie USA...

Skąd pochodzą wasi klienci?

Działamy ponadregionalnie, jedyny klient, którego osobiście poznałem, to Paweł Lisowski i jego firma Mad For Fun, nowy startup. Mamy 8000 klientów z całego świata. Głównie ze Stanów Zjednoczonych, Korei Południowej, Europy Zachodniej, ale też Indii, Pakistanu, ZEA, Kenii, RPA, Australii i innych państw. Nasi klienci głównie robią grafikę na potrzeby komercyjne, choć czasem realizują projekty własne, filmy fanowskie, lub prace zaliczeniowe na studiach. Są też firmy robiące zlecenia dla innych firm.

Jak pan ocenia ekosystem startupów w regionie kujawsko-pomorskim i wsparcie, na jakie mogą liczyć takie firmy?

Choć uczestniczymy w lokalnych wydarzeniach, to jednak nie w taki sposób, jak inne firmy, bo działamy głównie dla klientów spoza ojczyzny. Ale chcemy się włączać w to, co dzieje się tutaj. Dlatego rozpocząłem pracę w komitecie monitorującym Regionalny Program Operacyjny Województwa Kujawsko-Pomorskiego, a pięć lat pracowałem przy dotacjach w urzędzie marszałkowskim. Oczywiście wsparcie mogłoby wyglądać lepiej, ale źle nie jest. Teraz chcemy skupić się na współpracy z zewnętrznymi podmiotami, by prowadzić prace B+R. W branży jest trudno o gotowe rozwiązania, zatrudniamy pracowników, by opracowywać je samodzielnie. W tym celu w ramach vouchera na prace badawczo-rozwojowe będziemy zamawiać badania u naukowców. Został już ogłoszony konkurs na jednostkę, która je przeprowadzi.

To opłacalny biznes?

W tym roku będzie to mniej więcej 2,5 mln zł. Z roku na rok rosną o około 100 proc. Skupiamy się na reinwestowaniu kapitału i nie wykorzystujemy zysków poza firmą. Co ważne, w tej branży sprzęt szybko się amortyzuje, i dlatego ponosimy duże nakłady na odtworzenie urządzeń. Na początek chcemy wyjść spod opieki funduszu venture capital. Nie zamierzamy w perspektywie najbliższych lat korzystać z kapitału giełdowego. Na przykład Google, który również ma farmę renderującą często wykupuje na rynkach kapitałowych konkurencję. A my chcemy mieć kontrolę nad firmą.

Rz: Już sama nazwa firmy wskazuje, ze strzeżecie kopernikańskiego dziedzictwa Torunia...

Michał Organiściak: Pomysł na projekt ma autorów o toruńskich korzeniach, był mój i Tomasza Świdzińskiego. Stwierdziliśmy, że jeżeli coś ma się dobrze kojarzyć z rozwojem i wysoką technologią, to odwołanie do Kopernika jest właściwe. Skądinąd tak nazywa się jeden z naszych dwóch komputerów, drugi to Lem. Chcieliśmy po prostu nawiązać do naukowego dziedzictwa.

Pozostało 93% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Materiał partnera
Ciechanów idealny na city break
Materiał partnera
Nowa trakcja turystyczna Pomorza Zachodniego
Materiał partnera
Dolny Śląsk mocno stawia na turystykę
Regiony
Samorządy na celowniku hakerów
Materiał Promocyjny
Technologia na etacie
Materiał partnera
Niezależność Energetyczna Miast i Gmin 2024 - Energia Miasta Szczecin
Materiał Promocyjny
Jak sztuczna inteligencja może być wykorzystywana przez przestępców cybernetycznych?