Jerzy Buzek: Rząd zadusza samorządność

PiS chce być siłą sprawczą wszystkiego, co się dzieje wokół nas. To działanie głęboko szkodliwe, osłabiające nasz kraj – mówi prof. Jerzy Buzek, przewodniczący Kapituły Rankingu Samorządów, były premier RP.

Publikacja: 27.11.2022 13:46

Prof. Jerzy Buzek, przewodniczący Kapituły Rankingu Samorządów, były premier RP

Prof. Jerzy Buzek, przewodniczący Kapituły Rankingu Samorządów, były premier RP

Foto: mat. pras.

Obserwuje pan samorząd gminny od początku jego odrodzenia w 1990 r. Zgodzi się pan z oceną samych samorządowców, że rok 2023 będzie najtrudniejszy w ich współczesnej historii? Między innymi przez spadek dochodów własnych w budżetach.

Reformy samorządowe po 1989 r. miały podstawowy cel – decentralizację zarządzania państwem i zwiększenie wpływu mieszkańców na rozwój naszych małych ojczyzn. Już zgodnie z zapisami programu Pierwszego Zjazdu NSZZ Solidarność w 1981 roku: „organizacja państwa ma służyć społeczeństwu i nie może być utożsamiana z jedną partią polityczną”. Przecież jako opozycjonistów zrzeszonych w Solidarności niosło nas hasło: „idziemy po władzę, by oddać ją ludziom”. Dość długo w wolnej Polsce to się udawało, budowaliśmy samorządy oparte na zasadzie samodzielności i niezależności finansowej, wyposażając je we własne budżety ze stabilnymi i wciąż rosnącymi dochodami własnymi.

Niestety, przez kilka ostatnich lat sytuacja samorządów, a więc mieszkańców, ulegała drastycznemu pogorszeniu, a ich pozycja osłabieniu. Rząd odbiera samorządom dochody własne, pozbawiając je środków finansowych, m.in. na inwestycje. Do tego trudno nie zauważyć, że tracą przede wszystkim regiony zarządzane – w wyniku demokratycznych wyborów (!) – przez przedstawicieli opozycji. Jest to również próba podzielenia środowiska samorządowego, jak wielu innych środowisk. Tylko że na takich rozgrywkach tracą przede wszystkim mieszkańcy – to oni odczuwają brak niewybudowanego żłobka czy nieukończonej obwodnicy, wstrzymany remont szpitala czy niedoświetlone ulice. Samorządy to przecież my – pani redaktor, ja, nasi sąsiedzi i krajanie.

W tym roku w wyniku zbrodniczej napaści Putina nasze lokalne społeczności powiększyły się jeszcze o tysiące uchodźców z Ukrainy. Rząd zareagował szybko, otworzył granice, wydał decyzję o przyznawaniu numerów PESEL, fantastycznie zachowali się sami obywatele, ale lwia część zadań (i kosztów) spadła właśnie na samorządy. Do tego dochodzą drastycznie rosnące ceny energii, poważnie nadszarpnięte pandemią budżety i zła komunikacja ze skłóconym wewnętrznie rządem, nie wspominając o tym, że wchodzimy w rok wyborczy, a ten rząd pokazał już w najcięższym okresie pandemii, że nie cofnie się przed podporządkowaniem swoich działań kampanii wyborczej. Dlatego nie dziwię się, że władze lokalne uważają, że 2023 rok będzie absolutnie najtrudniejszym w 33-letniej historii naszej samorządności. Rozumiem te obawy.

Rząd podkreśla, że nie ogranicza niezależności samorządów, nie zmniejsza ich kompetencji, straty z tytułu reform podatkowych są rekompensowane, a w ogóle „dosypuje” do lokalnych budżetów najwięcej pieniędzy ze wszystkich rządów.

Kluczowe jest słowo, którego pani użyła – „dosypuje”. A przecież nie o dosypywanie pieniędzy chodzi! Z punktu widzenia idei samorządności to jest głęboko niewłaściwe postawienie problemu. Podstawą i fundamentalną zasadą powinny być wspólne działania rządu i samorządu, wspólne rozwiązywanie problemów, a nie opowiadanie, że wspaniałomyślnie daje się samorządom coś, co i tak się wcześniej zabrało!

To dosypywanie ma wydźwięk propagandowy, tworzy atmosferę chaosu i niepewności, a to jest zabójcze chociażby dla planowania i wdrażania inwestycji. Warto tu też przypomnieć zasadę pomocniczości, która mówi że wszystko, co można zrealizować dla społeczności na poziomie lokalnym, powinno być pozostawione do decyzji na poziomie lokalnym, i tylko ważniejsze, bardziej ogólne, strategiczne zadania powinny przechodzić na poziom wyższy, a na końcu – do władz centralnych.

Dziś widzimy całkowite zaburzenie tych zasad i stworzenie sytuacji ręcznego sterowania z centrum, która przypomina czasy realnego socjalizmu.

Czytaj więcej

Wyłoniliśmy zwycięzców Rankingu Samorządów. Stawiają na zrównoważony rozwój

Jednak część samorządowców, zwłaszcza z mniejszych gmin, cieszy się, że dziś ma więcej pieniędzy i może realizować inwestycje, na które nie było ich wcześniej stać. Może więc rząd PiS w ten sposób wyrównuje nierówności w poziomie zamożności między samorządami?

To fałszywe tłumaczenie. W systemie finansowania samorządów istnieje mechanizm wyrównawczy pozwalający na dofinansowanie tych samorządów, które mają mniejsze możliwości spełniania potrzeb swoich mieszkańców. Jeśli potrzebna jest korekta tego mechanizmu, to należy ustalić ją w porozumieniu z samorządami. Natomiast obecny rząd nie podejmuje takich rozwiązań systemowych, tylko przyznaje samorządom jakieś dopłaty i dotacje według niejasnych, nieznanych bliżej kryteriów. Niestety, niezależne analizy wielokrotnie potwierdziły, że jest to rozdawanie po „uważaniu”, wedle klucza partyjnego, czyli dla tych, którzy wykazują zabarwienie polityczne podobne do obecnej koalicji rządzącej.

Właśnie dlatego zmieniliśmy ustrój wiele lat temu, by mieć Rzeczpospolitą samorządną, a nie ręcznie sterowaną. Niestety, dziś wracamy do centralistycznego modelu zarządzania państwem. Ze szkodą dla Polek i Polaków, również tych popierających PiS.

Z czego pana zdaniem wynikają takie działania obecnego rządu? Czy chodzi o jakieś wyższe cele, np. wzmocnienie państwa zgodnie z ideą etatyzmu, czy może po prostu PiS chce wzmocnić swoją pozycję w samorządach?

To jest po prostu inna filozofia sprawowania władzy. I tu chciałbym znowu przywołać zapis uchwały programowej „S” z 1981 r.: „dotychczasowy sposób zarządzania krajem oparty na wszechwładzy centralnych instytucji partyjno-państwowych prowadził kraj do ruiny”.

Moim zdaniem partia PiS chce być siłą sprawczą wszystkiego, co się dzieje wokół nas. Powtórzę jeszcze raz, to jest niestety kompletne zaprzeczenie idei społeczeństwa obywatelskiego i odpowiedzialności obywatelskiej, o co walczyliśmy w Solidarności. To działanie głęboko szkodliwe, osłabiające nasz kraj.

Czy pana zdaniem w takich warunkach samorządy są jeszcze w stanie pełnić przypisane im zadania i funkcje, czy mają jeszcze zdolności do prowadzenia polityki zrównoważonego rozwoju, co jest tematem naszego Rankingu Samorządów?

Istnieje duże ryzyko, że w warunkach, które obecnie tworzy władza centralna, samorządy będą musiały, zresztą już powoli się to dzieje, wrócić do zapewniania jedynie podstawowych potrzeb komunalnych, takich jak wywożenie śmieci, zaopatrzenie w wodę, utrzymanie sprawnej kanalizacji, oświetlenie ulic, bieżące remonty dróg, podstawowa obsługa administracyjna itp. Ale nic ponad to. Nie będzie mowy o planach rozwojowych, o tworzeniu nowych miejsc pracy, o wsparciu biznesu, o radykalnej poprawie warunków pracy szkół czy szpitali czy tak ważnej zielonej transformacji, o budżetach obywatelskich.

Obecna władza centralna poprzez swoje działania skazuje kraj na spowolnienie.

Do tego, by kraj się rozwijał, trzeba zaangażować „wszystkie ręce na pokład”. Tymczasem rząd, trzymając wszystko w swojej garści, nie jest w stanie w sposób skuteczny zadbać o społeczności lokalne. A zaduszając samorządność, zadusza inwestycje, transformację, modernizację, czyli szansę na lepsze, zdrowsze, wygodniejsze, bezpieczniejsze i bardziej dostatnie życie dla Polek i Polaków.

Czytaj więcej

Prezydent Sosnowca: Elektorat PiS się powoli zmniejsza

Mam nadzieję, że te czarne scenariusze nie są jeszcze przesądzone i w przypadku zmiany rządu nie zrealizują się?

W historii naszego 30-lecia wolnej Polski mieliśmy rządy mniej lub bardziej prosamorządowe. Ale tak centralistycznie nastawionej, antysamorządowej władzy centralnej nie mieliśmy od początku transformacji. Najlepszy dowód to przerzucanie na samorządy niepowodzeń obecnego rządu. Mam tu na myśli chociażby niedawne obarczenie samorządów odpowiedzialnością za „dostarczenie” węgla mieszkańcom. Oczywiście lokalne władze się tego podjęły, bo chcą pomagać ludziom, choć nie są do tego przygotowane, bo nigdy nie było to w ich zakresie działań. Nie tak powinna wyglądać współpraca rządu i samorządu – brakuje tu tak potrzebnego partnerstwa!

Wielkim problemem dla samorządów jest wspomniany przez pana drastyczny wzrost cen nośników energii, często nawet 10-krotny. Czy i jak rząd powinien pomóc samorządom w tej sytuacji?

Walka z inflacją, z kryzysem energetycznym, z drożyzną musi się odbywać na wielu płaszczyznach, regulacje muszą być przygotowywane we współpracy z wieloma instytucjami, w tym z samorządami, które obecnie są traktowane jedynie jako wykonawca rządowych decyzji. W zakresie cen energii, by pomóc lokalnym wspólnotom w sposób systemowy, konieczne jest też zaangażowanie w tę współpracę spółek Skarbu Państwa. Te spółki są w stanie zaoferować korzystne dla samorządów propozycje, ale niestety dzieje się tak tylko w pewnych przypadkach. W obecnej sytuacji najważniejsze jest zapewnienie bezpieczeństwa Polkom i Polakom. To wyzwanie i odpowiedzialność całej administracji publicznej – centralnej, samorządowej, wszystkich instytucji publicznych, a także spółek Skarbu Państwa. To od ich współpracy, uruchomienia potencjału każdego z tych podmiotów, zależy, jak szybko wyjdziemy z kryzysu. Za prawidłową koordynację takich działań odpowiedzialny jest zaś rząd.

Czy dla samorządów ważny jest unijny Fundusz Odbudowy?

Jest wprost niezbędny na poziomie samorządowych starań o dobre projekty dla społeczności lokalnych.

Trochę pod prąd zapytam więc, czy europosłowie opozycji blokują dla Polski pieniądze z KPO, jak twierdzą politycy PiS? I czy możecie pomóc odblokować te fundusze?

Jest bardzo prosty sposób na odblokowanie funduszy. Mianowicie trzeba spełnić kamienie milowe zapisane w KPO, które obecny rząd sam uzgodnił z Komisją Europejską i które są zresztą całkowicie zgodne z polską konstytucją.

My, europosłowie opozycji, niczego nie blokujemy, nie przytrzymujemy komisarzy za rękę, by nie wypłacali pieniędzy Polsce, odwrotnie – sprzyjamy temu, by fundusze zaczęły do naszego kraju płynąć. Oskarżanie nas – całkowicie niemoralne – jest dla rządu niezwykle wygodne. Natomiast nawet do znudzenia powielane przy pomocy mediów publicznych kłamstwo nie przykryje prostego faktu, że wymagania ws. KPO może spełnić tylko polski rząd i polska większość parlamentarna.

Jakie odzwierciedlenie polityka rządowa wobec samorządów ma w Rankingu Samorządów?

W tegorocznej edycji naszego rankingu pod uwagę brane są dokonania szczególnie z roku 2021 oraz z lat 2020 i 2019. Pewne działania, związane z reformami podatkowymi nieszczęsnego Polskiego Ładu i wynikające z tego obniżenie dochodów własnych samorządów, jest widoczne w wynikach rankingu dotyczących obszaru stabilności finansowej.

W kolejnych jednak latach na kondycję samorządów będą miały wpływ nie tyle systemowe rozwiązania, ile efekty ręcznego sterowania przepływem środków pieniężnych z centrum na poziom lokalny. To niestety zagrożenie dla oceny efektywności działań samorządowców i ich aktywności w prowadzeniu polityki zrównoważonego rozwoju.

Ranking Samorządów
Marta Majewska: Mieszkańcy zachowali się, jak trzeba
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Ranking Samorządów
Wojciech Bakun: Przemyśl jest miastem spotkań ukraińskich rodzin
Ranking Samorządów
Kolejny rok wyzwań dla samorządów
Ranking Samorządów
Zrównoważony rozwój to nie moda, to konieczność
Ranking Samorządów
Ranking Samorządów: Sukces to efekt ciężkiej pracy, dobrych planów i… pieniędzy