Nagroda została ustanowiona przez redakcję „Rzeczpospolitej" w porozumieniu z Ewą Kuleszą, wdową po zmarłym w 2013 roku prawniku, jednym z najważniejszych twórców reformy samorządowej. Pierwszym laureatem nagrody został prof. Jerzy Regulski.

Celem konkursu jest wskazanie i nagrodzenie osób, które w największym stopniu, już po 1989 r., swoimi działaniami, wkładem intelektualnym i organizatorskim przyczyniły się do budowania Rzeczypospolitej jako państwa na fundamencie zasady pomocniczości umacniającej uprawnienia obywateli i ich wspólnot poprzez popieranie i tworzenie podstaw do działania autentycznego samorządu terytorialnego. W skład kapituły konkursu wchodzą oprócz Ewy Kuleszy także osoby zasłużone dla rozwoju demokracji lokalnej oraz przedstawiciele organizacji samorządowych i redakcji „Rzeczpospolitej". Prawo zgłaszania kandydatur w konkursie mają samorządy, organizacje samorządowe, organizacje społeczne oraz członkowie kapituły.

Michał Kulesza był prawnikiem, profesorem Uniwersytetu Warszawskiego. Od lat 80. XX w. uczestniczył w badaniach nad

odbudową samorządu terytorialnego. W 1989 roku wchodził w skład zespołu do spraw samorządu podczas rozmów Okrągłego Stołu.

Uczestniczył w pracach nad reformą samorządową jako pełnomocnik rządu ds. reformy samorządu terytorialnego, w randze podsekretarza stanu w URM. Już w latach 1992–1993 był autorem pomysłu na przywrócenie szczebla powiatowego samorządu. Jednak wtedy reforma została wstrzymana. Powrócono do niej po wyborach parlamentarnych w 1997 roku. Michał Kulesza w latach 1997–1999 pełnił funkcję sekretarza stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w rządzie Jerzego Buzka.

Polski Ład to koń trojański 

Dalej będziemy budować jedność samorządów. Samorządność to największe osiągnięcie polskiej demokracji – mówi Jacek Karnowski, prezydent Sopotu i szef Stowarzyszenia "Tak! Samorzady dla Polski".

Co dalej po proteście samorządowców w Warszawie? Jakie dalsze plany?

jacek karnowski: Cały czas w naszych miastach prowadzimy kampanię informacyjną, która ma pokazać, o co tak naprawdę walczymy – o dochody własne, a nie o subwencje z rządu, które jedni mogą dostać, a drudzy nie. O fundament samorządności i prawo mieszkańców do decydowania o budżecie swojej wspólnoty lokalnej! Trzeba wyraźnie powiedzieć, że – wbrew temu, co twierdzi premier Morawiecki – pieniędzy dla samorządów będzie mniej i będą one dzielone centralnie, wg uznania rządu, a nie wg obiektywnych kryteriów. I nie ma na to naszej zgody – co dobitnie pokazała manifestacja w Warszawie. Mówimy o tym naszym mieszkańcom, ale złożyliśmy też nasze postulaty do wszystkich klubów politycznych, do pani marszałek Elżbiety Witek wysłaliśmy je pocztą. Nie było innej możliwości, bo od wielu miesięcy nie ma dla nas czasu. I mimo naszego zaproszenia pani marszałek nie wyszła przed Sejm 13 października do niemal 1000 samorządowców, nie odpowiedziała na nasze zaproszenie. Dalej będziemy budować jedność samorządów, choć to spotkanie pokazało też, że tę jedność samorządów – małych i dużych – już udało się osiągnąć. Ten wspólny głos było wyraźnie słychać w Warszawie, nie tylko w wystąpieniach głównych, ale także w dyskusji uczestników przed przyjęciem apelu środowiska samorządowego w obronie społeczności lokalnych i regionalnych. Samorządność to największe osiągnięcie polskiej demokracji. Nie ma wolności bez samorządności.

Autopromocja
Nowość!

Trzy dostępy do treści rp.pl w ramach jednej prenumeraty

ZAMÓW TERAZ

A uważa pan, że pół roku debaty na temat Polskiego Ładu sprawiło, że nastawienie do programu się zmieniło?

Tak. Widzimy, że i przedsiębiorcy protestują – szczególnie średni przedsiębiorcy. Myślę, że Polski Ład miał być kołem napędowym PiS na drugą część kadencji, a okazał się fiaskiem. Takim kołem kwadratowym. Przedsiębiorcy protestują przeciwko wyższej składce zdrowotnej, Polski Ład preferuje niby tych, którzy zarabiają najmniej. Wszyscy zgadzamy się, że kwota wolna powinna być podniesiona, ale szkoda, że nie jest podnoszona co roku, automatycznie, proporcjonalnie do inflacji. Jest podnoszona po raz pierwszy od czasu, gdy PiS rządzi. Jednocześnie pieniądze zabierane są lokalnym wspólnotom. Polski Ład to w rzeczywistości megapodatek, to koń trojański, który pod pozorem korzyści będzie wyciągał miliardy złotych od mieszkańców naszych miast, miasteczek i wsi.

Ministerstwo Finansów przedstawia wyliczenia pokazujące, że miasta zyskają w przyszłym roku. Nie wierzy pan w nie?

MF pokazało przyszły rok, ale nie uwzględnia zapowiedzianych już niemal kilkusetprocentowych podwyżek cen gazu, prądu – czyli pytanie: ile będzie pieniędzy, a ile będzie inflacji? To jest pierwsze pytanie. Inflacja 6 proc., paliwo 6 zł – to są dzisiejsze realia. Drugie dotyczy tego, czy wszyscy te subwencje rzeczywiście dostaną. My nie mamy żadnych wątpliwości, że część samorządów tych funduszy nie dostanie. Takie mamy doświadczenia po nieuczciwym rozdaniu pieniędzy z Rządowego Funduszu Inwestycji Lokalnych. Identyczna sytuacja może być z KPO. My domagamy się odpowiedniego składu i umocowania komitetu sterującego, monitorującego, tak by te pieniądze były uczciwie wydawane, nie tylko na budowanie elektoratu PiS. Walczyliśmy o to, by 40 proc. funduszy było dystrybuowane przez regiony. Tego nie ma. Z drugiej strony dla samorządów ma być więcej pożyczek, a dla firm państwowych – więcej dotacji. Te firmy później finansują kampanię propagandową i wyborczą PiS. Spodziewamy się nieuczciwego wydawania pieniędzy. My oczekujemy zarówno pieniędzy, jak i praworządności.

Wie pan już, na które projekty złożone przez Sopot w ramach Programu Inwestycji Strategicznych Polski Ład dostanie pan pieniądze?

Projekty złożyliśmy, ale informacji jeszcze nie mamy. I końca tego procesu nie widać. Wszystkie gminy i miasta potrafią wypełniać najbardziej skomplikowane formularze funduszy unijnych, potrafią realizować inwestycje w partnerstwie publiczno-prywatnym. Ale nie potrafią startować w nieuczciwych konkursach, w których trzeba jednocześnie wypełniać deklaracje członkowskie PiS. Tak to było w Rządowym Funduszu Inwestycji Lokalnych – w drugiej i trzeciej transzy. Tak samo może być tutaj. Gminy, powiaty i województwa, gdzie nie rządził PiS, dostały wtedy albo nic, albo ochłapy. Zobaczymy, jak to przebiegnie.

Na ile przewidywalna jest sytuacja finansowa samorządów?

Może być tak: rząd chce dawać dotacje na niektóre nasze inwestycje – to dobrze, tych pieniędzy nigdy za wiele. Ale zabiera nam jednocześnie dochody własne. A brak dochodów własnych spowoduje, że nie będziemy mogli finansować organizacji pozarządowych. Nie będziemy mogli sfinansować niezależnej kultury, dopłacać do oświaty. Te organizacje istnieją często tylko dlatego, że współfinansują je samorządy. I co, nie będzie już niezależnej kultury? Będzie tak jak z tym finansowaniem wycieczek szkolnych przez pana ministra Czarnka. Załapała się tylko jedna szkoła w Sopocie, która ma słowo „katolicka" w nazwie. Jestem katolikiem, ale mnie to strasznie boli, gdy ten rząd wyciera sobie twarz Kościołem. Bo ma tyle z chrześcijaństwem wspólnego, ile ja z buddyzmem. Stąd „Czerwona ekierka", wspólna akcja protestacyjna nauczycieli, NGO-sów, ZNP, samorządowców.

Pamiętam, że na wspomnianej demonstracji wicemarszałek Piotr Zgorzelski mówił, że dwa główne wątki opozycji to obrona samorządów i miejsca Polski w UE. Pan się z tym zgadza?

Ja bym dołożył jeszcze oświatę. Nie zgadzamy się z tym, żeby zamiast szkoły otwartej, dyskutującej, myślącej była szkoła partyjna zarządzana przez partyjnych funkcjonariuszy jak pan Czarnek. To jest trzeci nurt tej dyskusji. Natomiast co do Unii Europejskiej, to nie mają być to pieniądze dla polskiego rządu, ale dla polskich obywateli. Powinien być utworzony porządny Komitet Sterujący, który zapewni uczciwość ich wydawania – złożony w jednej trzeciej z przedstawicieli rządu, w jednej trzeciej z przedstawicieli samorządu i w jednej trzeciej z przedstawicieli NGO-sów i pracodawców.

Spodziewa się pan przesunięcia wyborów samorządowych do 2024 r.?

PiS przedłużyło już kadencję samorządów – z czterech lat do pięciu. Ja nie byłem wielkim zwolennikiem tego rozwiązania, bo uważam, że obywatele powinni wybierać co cztery lata. Wszyscy patrzą na nową propozycję PiS i rozważają efekt polityczny, że po przesunięciu wyborów PiS będzie chciało wygrać ogólnokrajowo. To może wybory co dziesięć lat, po co obywatele mają tak często wybierać? PiS pewnie liczy też na to, że będzie rozdawać pieniądze swoim. Przypomnijmy sobie, co działo się w trakcie kampanii wyborczej w Rzeszowie. To była – nie zawaham się użyć tego słowa – przestępcza działalność kandydata Solidarnej Polski Marcina Warchoła, który chciał podarować mieszkańcom Rzeszowa zamek, który rozdawał pieniądze z Funduszu Sprawiedliwości, które należały się ofiarom przestępstw. To była próba korupcji politycznej i to samo chce zrobić rząd. Zmniejszyć nam dochody własne i jednocześnie kontrolować przy pomocy subwencji.

rozmawiał Michał Kolanko