Piotr Grzelak, wiceprezydent Gdańska

mat.pras.

Rower to nie sposób na spędzenie wolnego czasu. Rower to nie jest nawet środek transportu. Rower to element sposobu życia, myślenia o swoim zdrowiu, otoczeniu i mieście. Przez lata rozwoju motoryzacji zgubiliśmy nasze naturalne odruchy. Nie idziemy do pobliskiego warzywniaka, nie wsiadamy na rower, żeby zrobić zakupy na obiad, tylko wsiadamy do samochodów i jedziemy do wielkich galerii handlowych, w których jesteśmy anonimowi. Po drodze nie widzimy mijanych osób, nie zatrzymamy się na chwilę, aby porozmawiać z sąsiadem czy znajomym. Nie poczujemy wiatru we włosach, który pozwoli nam odsapnąć od codziennego stresu. Rower to sposób na relację z drugim człowiekiem, z samym sobą i z naszym miastem. W Gdańsku od wielu lat organizujemy kampanie i próbujemy przypomnieć nam, mieszkańcom, te naturalne odruchy. Flagową kampanią jest „Kręć kilometry dla Gdańska”. Jej celem jest zmotywowanie mieszkańców do korzystania z roweru jako środka transportu także poza sezonem letnim. Ważna też jest infrastruktura rowerowa, która pozwala na konkurencyjne wobec innych form transportu przemieszczanie się. Mam nadzieję, że coraz bardziej kompletna sieć oparta o rowerostrady będzie bodźcem do tego, aby coraz więcej gdańszczanek i gdańszczan wybierało rower jako środek transportu. Stawiamy sobie ambitne cele, dlatego też Gdańsk stara się o organizację konferencji rowerowej Velo City 2025 lub 2026. To największa platforma wymiany doświadczeń w zakresie komunikacji rowerowej na świecie. Chcemy czerpać z dobrych praktyk innych krajów.

Marcin Piasecki , redaktor zarządzający „Rzeczpospolitej”

archiwum

Rower to naturalny środek transportu w mojej podwarszawskiej miejscowości. Oferuje dużo, dużo więcej niż możliwość przemieszczania się. Daje poczucie niezależności, i to w wielu wymiarach. Odrywa od korków i całego „dużego” ruchu ulicznego, od ponurych myśli o cenach paliwa, pozwala pozbyć się poczucia winy związanego z niszczeniem środowiska. Ale jest jeszcze coś – tutejsza mapa rowerowa jest zupełnie inna od tej samochodowej. Zapewnia całkiem niezłe wrażenia terenowe i krajobrazowe. Pełno tutaj dróżek i ścieżek prowadzących przez piękne miejsca, przez las czy skrajem lasu. Auto nimi nie przejedzie, rower – bez najmniejszego problemu. Jazda rowerem, jak zresztą każda aktywność fizyczna, pozwala choć trochę oderwać się od – mówiąc brzydko – bieżącej rzeczywistości. My, dziennikarze, musimy zajmować się potwornościami rosyjskiej inwazji na Ukrainę, pandemią, nieudolnością rządzących, kryzysem gospodarczym czy energetycznym. Od bardzo długiego czasu przynosimy przede wszystkim złe wiadomości. Z siodełka roweru świat wygląda trochę inaczej, lepiej, piękniej, zwłaszcza teraz w lecie. Pewnie nie są to tylko moje wrażenia. W okolicy, w której mieszkam – a chyba jest to również ogólna zaleta tego środka transportu – ciężko spotkać rowerzystę niezadowolonego. Co najwyżej zdarzają się rowerzyści zmęczeni, ale szczęśliwi właśnie z powodu tego zmęczenia. Niezadowolonych brak. W odróżnieniu od kierowców aut, zwłaszcza tych stojących w korkach, które już dano temu rozpełzły się ze stolicy do okalających ją miejscowości.