Dotacje dla artystów to jeszcze nic. Zaostrza się spór o miliardy

Jak podzielić skromny tort publicznej pomocy, by wszyscy byli zadowoleni? To proste, trzeba stosować jasne kryteria – radzą samorządowcy.

Publikacja: 20.12.2020 19:49

W konkursie na granty w drugiej turze Rządowego Funduszu Inwestycji Lokalnych, gdzie do podziału był

W konkursie na granty w drugiej turze Rządowego Funduszu Inwestycji Lokalnych, gdzie do podziału było 4,35 mld zł, startowały chyba wszystkie samorządy w Polsce.

Foto: Fot. Pixabay

W konkursie na granty w drugiej turze Rządowego Funduszu Inwestycji Lokalnych, gdzie do podziału było 4,35 mld zł (ponad dziesięć razy więcej niż fundusze, jakie w atmosferze awantury dzielono niedawno między artystów), startowały chyba wszystkie samorządy w Polsce. Ale pomoc trafiła do ok. 60–70 proc. jednostek, pozostałe nie dostały ani złotówki.

Po ogłoszeniu takich wyników w części samorządów zawrzało. I to nie dlatego, że pieniędzy nie starczyło dla wszystkich (bo tak się często w konkursach zdarza), ale dlatego, że trudno wskazać, na jakich zasadach dokonano podziału. A jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o politykę.

Kryterium partyjne

– Tylko pobieżny przegląd opublikowanych list pozwala na sformułowanie wniosków, które podważają obiektywność dokonanego podziału – zauważa w swoim stanowisku Związek Miast Polskich. I przedstawia statystyki, z których wynika, że stosowano raczej klucz partyjny niż jakościowy. Według danych urzędy marszałkowskie na swoje inwestycje mają dostać w sumie ok. 330 mln zł, z czego aż 89 proc. trafić ma do ośmiu województw, w których rządzi Zjednoczona Prawica, a do pozostałych ośmiu województw, gdzie rządzi opozycja – tylko 11 proc.

Z kolei wśród 18 stolic województw, na czele których stoją zwykle prezydenci związani z opozycją, dotację otrzymają tylko trzy miasta (Bydgoszcz, Katowice i Szczecin), a wśród pozostałych 48 miast na prawach powiatu – tylko 18.

CZYTAJ TAKŻE: Prezydent Opola: rząd dzieli dotacje według partyjnego klucza

Samorządowcy i politycy z regionów, które wydają się szczególnie pokrzywdzone, sięgają jeszcze głębiej w swoich analizach i sprawdzają listy wynikowe punkt po punkcie, nakładając to na sympatie polityczne wygranych i przegranych. I tak, na 70 gmin wchodzących w skład metropolii warszawskiej PiS „rządzi” w ośmiu i wszystkie one dostaną granty, a wśród „opozycyjnych” 68 gmin wyróżniono jedynie 11. – Na dziewięć powiatów PiS rządzi w trzech, i wszystkie trzy dostały. Plus jeden powiat, gdzie większość ma PO – mówi nam samorządowiec proszący o anonimowość.

Płocki radny z PSL wyliczył, że na 18 miast i gmin w regionie 11 jest zarządzanych przez samorządowców z PO, PSL lub bezpartyjnych. I nikt z tego grona nie dostał ani złotówki. Za to każda jednostka, gdzie na czele stoi polityk lub sympatyk PiS, pomoc otrzymała. W ogóle na całym Mazowszu ok. 70 proc. całej puli pomocowej trafi do samorządów związanych z partią rządzącą, a jeśli chodzi o samorząd powiatowy – nawet 90 proc. (to dane podawane przez mazowiecki urząd marszałkowski).

Podobnie w woj. zachodniopomorskim, na dziesięć gmin i miast związanych z PiS – 100 proc. dostało dotacje, a na 120 pozostałych – 30 proc.

Dla bastionów PiS…

Trzeba jasno podkreślić, że statystyki można różnie interpretować, a i też nie wszyscy narzekają na podział. Ale tam, gdzie wydaje się on wyjątkowo niesprawiedliwy, sprzeciw jest silny. – Spoglądając na mapę Polski, wyraźnie widać, że wysokość zaangażowanych środków pokrywa się z mapą poparcia dla PiS, i większość funduszowych pieniędzy trafiła do województw uznawanych za bastiony wyborcze tego ugrupowania – piszą w stanowisku radni Olsztyna. Do samorządów z woj. warmińsko-mazurskiego popłynie 138 mln zł, czyli najmniej wśród najbiedniejszych regionów wschodniej Polski.

Za to do woj. podkarpackiego – aż 452 mln zł. Ale na Warmii i Mazurach marszałek jest z PO, a na Podkarpaciu – z PiS…

Kancelaria Premiera zaprzecza, że wyboru dokonano z klucza partyjnego, i w odpowiedzi dla „Rzeczpospolitej” wyjaśnia, że łączna kwota, o jaką wnioskowały samorządy, wielokrotnie przekraczała dostępne środki. Dla wszystkich chętnych pieniędzy by nie starczyło, dlatego komisja rozpatrująca wnioski swoje rekomendacje oparła na kryteriach wskazanych w odpowiedniej uchwale Rady Ministrów (dotyczącej wsparcia inwestycyjnego dla samorządów).

CZYTAJ TAKŻE: Narodowa kwarantanna spustoszy budżet Ustrzyk Dolnych

Ale kryteria są mocno nieprecyzyjne i można je dosyć swobodnie interpretować. To na przykład: „realizacja zasady zrównoważonego rozwoju”; „kompleksowość planowanych inwestycji”; „ograniczenie emisyjności i poziomu ingerencji planowanych inwestycji w środowisko”; „koszt planowanych inwestycji w stosunku do planowanych dochodów jednostki w roku rozpoczęcia inwestycji”.

W związku z tym samorządowcy domagają się, by dla następnych konkursów (nie tylko tych z RFIL) rząd ustalił jasne, niebudzące wątpliwości kryteria wyboru. Pytanie, jakie to powinny być kryteria? Czy lepiej dzielić po równo dla wszystkich (tj. proporcjonalnie do liczby mieszkańców czy dochodów, jak to było w I turze RFIL), czy wspomagać pewną grupę, np. mniej zamożne jednostki?

Dobre doświadczenia

Najlepszym rozwiązaniem jest stworzenie mierzalnych kryteriów, gospodarczych czy społecznych – mówi nam Grzegorz Kamiński, dyrektor Biura Koordynacji Projektów i Rewitalizacji Miasta w Poznaniu.

Podkreśla, że takie kryteria są stosowane dla projektów z współfinansowaniem unijnym, a samorządy budują w oparciu o nie swoje projekty. Także zdaniem Macieja Fijałkowskiego, dyrektora ds. funduszy UE w warszawskim magistracie, warto skorzystać z doświadczeń przy ocenie projektów współfinansowanych z funduszy europejskich.

CZYTAJ TAKŻE: Rząd daje tylko „swoim”? Samorządowcy chcą patrzeć mu na ręce

Tu regulamin precyzyjnie określa, na jakie cele są pieniądze, ile punktów można dostać za spełnienie konkretnych wskaźników, a po dokonaniu oceny projekty trafiają na ogólnie dostępną listę rankingową, na której klasyfikowane są w kolejności wynikającej z liczby uzyskanych punktów. Dzięki temu cały proces jest przejrzysty i oparty na obiektywnych zasadach.

W konkursie na granty w drugiej turze Rządowego Funduszu Inwestycji Lokalnych, gdzie do podziału było 4,35 mld zł (ponad dziesięć razy więcej niż fundusze, jakie w atmosferze awantury dzielono niedawno między artystów), startowały chyba wszystkie samorządy w Polsce. Ale pomoc trafiła do ok. 60–70 proc. jednostek, pozostałe nie dostały ani złotówki.

Po ogłoszeniu takich wyników w części samorządów zawrzało. I to nie dlatego, że pieniędzy nie starczyło dla wszystkich (bo tak się często w konkursach zdarza), ale dlatego, że trudno wskazać, na jakich zasadach dokonano podziału. A jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o politykę.

Pozostało 88% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Finanse w regionach
Inwestycje – busola samorządności
Finanse w regionach
NIK: rząd PiS ręcznie sterował finansami JST. "Nieudolne reformy i klientelizm"
Finanse w regionach
Minister finansów: System finansowania samorządów wymaga radykalnej zmiany
Finanse w regionach
Rząd przedstawi szczegóły o finansach samorządów w ciągu miesiąca?
Finanse w regionach
Wszystkie regiony Polski gonią unijną zamożność, ale w różnym tempie