Problemy PBS Sanok: Albo rekompensaty, albo zapłacą mieszkańcy

Wskutek kłopotów PBS samorządy straciły w sumie ok. 60 mln zł
fot. Marek Dybas / Reporter

Kiedy pieniądze gmin wyparowały z kont banku PBS, rząd uruchomił instrumenty płynnościowe. Ale to za mało, samorządowcy chcą pokrycia strat.

To prawdziwa katastrofa – mówi Roman Bzdyk, wójt gminy Komańcza w woj. podkarpackim. – Przepadło nam 720 tys. zł. Dla nas to ogromna kwota, ok. 4 proc. naszego rocznego budżetu – wyjaśnia.

Nam ukradziono ponad 2,1 mln złotych. Ukradziono, inaczej nie można tego nazwać – wtóruje Jan Zych, wójt gminy Korczyna. – Sytuacja jest nadzwyczajna – mówi.

CZYTAJ TAKŻE: Ministerstwo finansów rzuca koło ratunkowe ofiarom PBS

Rzeczywiście to pierwszy taki przypadek, gdy samorządy poniosły straty w efekcie kłopotów jakiegoś banku. Chodzi o Podkarpacki Bank Spółdzielczy, który 17 stycznia został poddany przymusowej restrukturyzacji. Klienci indywidualni i MŚP nie ucierpią, ale przepadło 43 proc. pieniędzy samorządowych zdeponowanych w banku. W sumie konta w PBS miały 34 JST. Wciąż trwa liczenie strat, ale szacunkowo może to być ok. 80 mln zł.

Doraźna pomoc

Samorządowymi klientami PBS były niewielkie gminy wiejskie, kilka miast i starostw powiatowych. – Straciliśmy 650 tys. zł jako urząd, a nasze jednostki – 40 tys. zł. To aż 6–7 proc. naszego rocznego budżetu – wylicza Mariusz Bałaban, wójt gminy Besko. W przypadku miasta Sanok było to 4,2 mln zł, a Leska – 2,2 mln zł.

W pierwszych dniach po zablokowaniu kont, w niektórych gminach wystąpiły problemy z realizacją bieżących zobowiązań. Takich jak wypłata dodatków 500+ dla dzieci, wynagrodzeń dla urzędników i nauczycieli, zapłaty faktur za wykonane usługi, rachunków itp. By rozwiązać te problemy, sami samorządowcy i instytucje publiczne dosyć szybko uruchomili instrumenty zapewniające płynność finansową.

CZYTAJ TAKŻE: Podkarpackie samorządy stracą miliony

Jak wylicza Ministerstwo Finansów, Bank Gospodarstwa Krajowego przedstawił samorządom ofertę zwrotnych mechanizmów finansowych na preferencyjnych warunkach, wojewoda podkarpacki ma zapewnić płynność realizacji programu 500+, a sam resort finansów pracuje nad możliwością wypłaty kolejnej raty subwencji oświatowej w przyspieszonych terminach. Ma to zapewnić pełne bezpieczeństwo funkcjonowania JST.

To oczywiście pomoże, ale to tylko doraźne gaszenie pożaru, potrzebujemy prawdziwych mechanizmów wsparcia – podkreślają zgodnie poszkodowani samorządowcy.

Kto pokryje straty

– Przyspieszona wypłata subwencji i dotacji czy finansowanie pomostowe to rozwiązania, które przesuwają tylko problem w czasie – wyjaśnia Bogdan Florek, skarbnik miasta Sanok. – W żaden sposób nie pokrywają strat, jakie ponieśliśmy.

– Obecnie świadczenia 500+, np. za styczeń możemy wypłacić z lutowej transzy, za luty – z marcowej itp. A z czego wypłacimy te za grudzień? – zastanawia się wójt gminy Komańcza.

Sytuację komplikuje fakt, że samorządy na kontach w PBS miały dochody nie tylko z subwencji i dotacji. To także wpływy z podatków płaconych przez mieszkańców, dotacje z funduszy UE, które mają pokryć wydatki na inwestycje, dochody ze sprzedaży lokalnych usług, wadia i kaucje wpłacone przez inwestorów, itp. Na kontach w PBS były także wpłaty pracowników urzędów i szkół w ramach Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Socjalnych. Nie wiadomo, kto miałby pokryć tego typu straty.

CZYTAJ TAKŻE: Małe gminy żyją w symbiozie z lokalnymi bankami

Dlatego samorządowcy przygotowują się do dalszej ofensywy, wykorzystując różne ścieżki. Z jednej strony chcą, by premier podjął decyzję o uruchomieniu rezerw budżetowych, tak by w całości zrekompensować wszystkie ubytki, wszystkim samorządom, bez względu na ich indywidualną sytuację. Z drugiej strony chcą też wnieść skargę do sądu administracyjnego. – Jesteśmy poszkodowani w tej sprawie, a każda osoba poszkodowana ma prawo do walki o odszkodowania – zaznacza skarbnik Florek.

Samorządowcy mają pretensje o zaistniałą sytuację do rządu, że brakuje przepisów, które chroniłyby publiczne pieniądze przed stratami nie z winy samorządów. Albo że obecne przepisy pozwalają, by banki z problemami startowały w przetargach na świadczenie usług dla instytucji publicznych. – Dziś oskarża się nas o zaniedbania, że to my źle ulokowaliśmy pieniądze. Ale przecież nas obowiązuje prawo zamówień publicznych, gdzie najważniejszym kryterium jest cena danej usługi. A PBS oferował najniższą cenę i wygrywał przetargi – denerwuje się wójt Zych z Korczyny.

Samorządowy wytykają też, że Komisja Nadzoru Finansowego nie ostrzegła ich w porę, a Bankowy Fundusz Gwarancyjny przeprowadził w PBS przymusową restrukturyzację, choć może lepszy byłby np. zarząd komisaryczny.

Kredyt to ostateczność

Niezależnie, kto ma rację, batalie o rekompensaty czy odszkodowania mogą potrwać, nie wiadomo też, jaki będzie ich wynik. – Jeśli jednak okaże się negatywny, koniec końców za wszystko zapłacą mieszkańcy – ostrzega Roman Bzdyk z Komańczy.

Wójt już zastanawia się, czy nie będzie konieczna podwyżka podatków i opłat lokalnych, czy wyprzedaż majątku. – Będę jeździł po gminie i rozmawiał z mieszkańcami o tej sprawie – mówi.

– Prawdopodobnie trzeba będzie ściąć wydatki, w tym te na inwestycje – zauważa Adam Piątkowski, wójt gminy Solina. – Tylko gdzie ciąć, skoro budżet gminy jest bardzo napięty, a wszystkie wydatki przemyślane i ważne dla mieszkańców – pyta retorycznie. W ostateczności gmina może też zaciągnąć długoterminowy kredyt. Ale po pierwsze – i tak trzeba go spłacić, po drugie – kredyt mogą zaciągać gminy w dobrej kondycji finansowej. A niespodziewana strata kilku procent rocznych dochodów tej kondycji nie poprawia.

 

Sytuacja finansowa PBS Sanok pogarszała się od lat

Historia Podkarpackiego Banku Spółdzielczego w Sanoku sięga 1870 r., ale długa tradycja nie wystarczyła do uchronienia się przed kłopotami finansowymi. Podstawowym problemem banku od kilku lat była wysoka wartość i udział w portfelu niespłacanych kredytów. PBS musiał zawiązywać na nie kolejne odpisy, co uderzało w wynik finansowy i kapitały. Od kilku lat nie spełnia wymogów kapitałowych i od 2016 r. przedstawiał kolejne programy naprawcze przed Komisją Nadzoru Finansowego, ale nie przynosiły rezultatów i sytuacja kapitałowa pogarszała się. W raporcie za I półrocze 2016 r. zarząd przyznał, że wobec banku może zostać zastosowana przymusowa restrukturyzacja przez Bankowy Fundusz Gwarancyjny. Tak też się stało: KNF w grudniu 2019 r. poinformowała BFG, że bank jest zagrożony upadłością i nie ma przesłanek wskazujących, że uda się to ryzyko zmniejszyć. BFG 17 stycznia rozpoczął przymusową restrukturyzację. Alternatywą była upadłość i wtedy samorządy, których depozyty nie są gwarantowane, straciłyby całe środki. Luka kapitałowa PBS Sanok wyniosła 182 mln zł. Stratę tę kwotą 100 mln zł pokryli obligatariusze PBS, pozostałą część samorządy i duże firmy.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Burmistrz Muszyny: Na turyście z apartamentu mało się zarabia

Aby ucywilizować problem krótkoterminowego wynajmu, wystarczy skorzystać z rozwiązań, jakie funkcjonują w innych państwach. ...

Część regionów „rozmrożona” wcześniej? Samorządowcom się to nie podoba

Pomysł regionalnego zróżnicowania w tempie znoszenia restrykcji nie bardzo podoba się lokalnym włodarzom. Bo ...

Warszawa też ma słabe strony

Stolica ma ogromny potencjał rozwojowy, ale nie wszystko jest idealne – wynika z 4. ...

Największe polskie miasto pozbawione kolei czeka na odmianę losu

90-tysięczne Jastrzębie Zdrój to największe polskie miasto pozbawione kolei. Jest jednak nadzieja, że pociągi ...

Prace na lotnisku w Gliwicach idą pełną parą

Modernizacja gliwickiego lotniska nie zwalnia tempa. Szeroko zakrojona inwestycja powinna być gotowa pod koniec ...

Wspieramy rozwój samorządu

Od pięciu lat na łamach „Rzeczpospolitej Życie Regionów” oraz w serwisie regiony.rp.pl jesteśmy blisko ...