Prawie dwa lata temu, w styczniu 2020 r., przeprowadzono przymusową restrukturyzację (tzw. resolution) Podkarpackiego Banku Spółdzielczego w Sanoku. W efekcie samorządy straciły 43 proc. swoich środków zdeponowanych w tej instytucji (blisko 80 mln zł).

Takie są zasady resolution – unijnego mechanizmu będącego sposobem na uniknięcie bardziej kosztownej i niekontrolowanej upadłości banków. Chroni on pieniądze klientów indywidualnych i ogranicza użycie publicznych funduszy w razie restrukturyzacji banku, której koszty mają ponieść  przede wszystkim właściciele i obligatariusze.

Rachunki w PBS Sanok miało około 35 samorządów, w tym wiele małych gmin. Niektóre miały tam po kilka milionów złotych. Dla małych JST straty były najbardziej dotkliwe.

Ostatecznie, dzięki decyzji resortu finansów, samorządy odzyskały pieniądze. Jednak cała sytuacja (był to pierwszy przypadek przymusowej restrukturyzacji w Polsce) spowodowała pytania, czy samorządy, których depozyty nie są objęte gwarancjami Bankowego Funduszu Gwarancyjnego i mogą zostać utracone w razie resolution, powinny mieć rachunki w słabych bankach.

Czytaj więcej

Problemy PBS Sanok: Albo rekompensaty, albo zapłacą mieszkańcy

Do tego grona zaliczają się głównie te spółdzielcze, bo komercyjne – z nielicznymi wyjątkami – są w dobrej kondycji kapitałowej. Po resolution PBS Sanok przedstawiciele banków komercyjnych postulowali, by samorządy nie mogły utrzymywać pieniędzy w bankach, które nie spełniają wymogów kapitałowych lub realizują programy naprawy.

Do zmiany przepisów nie doszło. Sytuacja w PBS Sanok nie zmieniła zachowań samorządowców, wręcz przeciwnie: wartość depozytów zgromadzonych przez samorządy w bankach spółdzielczych systematycznie puchnie. O ile w styczniu 2020 r. było to około 11 mld zł, o tyle na koniec sierpnia tego roku (najnowsze dane KNF) było to już blisko 23 mld zł – czyli w 19 miesięcy depozyty samorządów w bankach spółdzielczych podwoiły się.

Być może spora część tego wzrostu przypadła na banki w dobrej kondycji? Niekoniecznie. Np. w Krakowskim Banku Spółdzielczym, największej instytucji tego typu w Polsce, depozyty sektora budżetowego urosły przez półtora roku ze 160 mln zł do 370 mln zł. Podobnie jest w Polskim Banku Spółdzielczym w Ciechanowie, choć tu skala jest mniejsza: złożone tam depozyty samorządów urosły w tym czasie z 12 do prawie 20 mln zł. A oba banki mają kłopoty finansowe.

PBS Ciechanów niedawno poinformował, że rozpoczął przegląd możliwych i dostępnych opcji strategicznych. Będzie analizował różne rozwiązania zależne od uwarunkowań rynkowych. To dość nietypowy komunikat jak na spółdzielczy bank. Ciechanowska instytucja, mająca 0,67 mld zł aktywów i 0,61 mld zł depozytów, od dawna ma problemy. Głównym, obok niskiej rentowności, jest słaba jakość portfela kredytów. Te zagrożone stanowią aż 40 proc. całości. Wprawdzie bank spełnia wymogi kapitałowe (tzw. współczynnik Tier 1, czyli podstawowego kapitału, w czerwcu wynosił 9,8 proc. wobec obowiązkowych 7 proc.), ale to w dużej mierze zasługa obniżenia bufora ryzyka systemowego z 3 proc. do zera (stało się to wiosną 2020 r. z powodu pandemii), co zmniejszyło wymóg kapitałowy, stanowiąc ulgę dla wszystkich banków. Ponadto nadwyżka kapitału ciechanowskiego banku nie jest duża, jeśli uwzględnić niski wskaźnik pokrycia rezerwami dużego portfela zagrożonych kredytów. – Potencjalne zwiększenie przez banki rezerw to ryzyko ubytku ich kapitału – tłumaczy Marta Czajkowska-Bałdyga, analityczka Ipopemy Securities.

Czytaj więcej

Policja prześwietli samorządy poszkodowane w upadku PBS

W PBS Ciechanów od paru lat pracuje kurator wprowadzony przez KNF, która w sierpniu zatwierdziła aktualizację planu naprawy. Bank ma dokonać m.in. przeglądu swoich aktywów i zdecydować o ewentualnej zmianie ich struktury. W szczególności będzie to dotyczyć zastąpienia wybranego portfela wierzytelności ekspozycjami o wyższej jakości. Bank będzie kontynuować współpracę z Wielkopolskim Bankiem Spółdzielczym w Poznaniu i rozważa „współpracę z innymi operatorami rynku bankowego”.

Podobne problemy ma KBS. Krakowski bank ma 3,76 mld zł aktywów i 3,47 mld zł depozytów. W jego przypadku 31 proc. kredytów jest zagrożonych, a jednocześnie wskaźnik pokrycia rezerwami to tylko 30 proc. W razie konieczności zwiększenia rezerw – przy przeciętnej sytuacji kapitałowej – może to oznaczać kłopoty: zanotowanie sporych strat uderzających w kapitały. Na koniec czerwca bank wyraźnie spełniał wymogi kapitałowe: współczynnik Tier 1 wynosił 11,9 proc., o prawie 5 pkt proc. więcej niż wymóg. Dla porównania: nadwyżka kapitału tego banku ponad obowiązkowe poziomy to równowartość 75 mln zł, a portfel kredytów zagrożonych to aż 400 mln zł.

Słabszą jakość portfela kredytowego widać w całej spółdzielczej części sektora bankowego. Udział kredytów zagrożonych wynosi tu 8,3 proc. wobec 6,4 proc. w bankach komercyjnych. Dodatkowo wskaźnik pokrycia rezerwami wynosi średnio niemal 61 proc. w komercyjnych i tylko 48 proc. w spółdzielczych. Pociesza to, że silną stroną omawianych banków spółdzielczych i całego sektora jest duża nadpłynność. – Wszystkie banki spółdzielcze spełniają normy w zakresie płynności. Jednostki Samorządu Terytorialnego utrzymują swoje środki zarówno w bankach komercyjnych, jak i spółdzielczych. Przy czym udział zobowiązań wobec sektora samorządowego i rządowego wyniósł w bankach spółdzielczych 14,5 proc. ogółu zobowiązań. Stan tych środków nie wpływa na stabilność sektora – komentuje Jacek Barszczewski, rzecznik UKNF.

Pozytywną informacją dla banków, zwłaszcza spółdzielczych, są podwyżki stóp procentowych. RPP podniosła je już o 1,15 pkt. proc., do 1,25 proc., ale zdaniem ekonomistów mogą niebawem sięgnąć 3 proc. To oznacza wzrost wyniku odsetkowego banków. – Generalnie stopy procentowe rosnące do poziomów, które nie powodują jeszcze pogorszenia spłacalności kredytów, powinny pomagać bankom spółdzielczym, z uwagi na relatywnie większy udział wyniku odsetkowego w ich przychodach – dodaje Czajkowska-Bałdyga.