Samorządowcy po wyborach: sukces mimo przegranej

Samorządowcy będą mieli większy wpływ na przepisy powstające w Sejmie
Shutterstock

Choć wielu lokalnych włodarzy opowiedziało się po stronie opozycji, wybory parlamentarne wygrała partia rządząca.

Gdańskie święto demokracji, czyli obchody 30. rocznicy 4 czerwca, miały być nowym otwarciem w polskiej polityce. Padały podniosłe deklaracje o obronie demokracji i niezależnego, silnego samorządu terytorialnego. Kilkuset prezydentów, burmistrz i wójt podpisało „21 tez samorządowych”, które w środowisku odbiły się głośnych echem, a Jacek Saryusz-Wolski, europoseł PiS, nazwał je „wypowiedzeniem posłuszeństwa państwu”.

Mogło być lepiej?

Zasiany w Gdańsku polityczny ferment miał zaowocować czymś na kształt samorządowego pospolitego ruszenia. Wielu włodarzy miało wziąć sprawy w swoje ręce i szturmem ruszyć na Wiejską. A jeśli nie, to przynajmniej dzięki silnemu poparciu samorządowców w tegorocznych wyborach parlamentarnych wygrać miała opcja popierająca tezy samorządowe, czyli opozycja.

Rzeczywistość dosyć surowo zweryfikowała te oczekiwania. O ile do Sejmu i Senatu startowało – i dostało się – rzeczywiście bardzo dużo samorządowców, o tyle zdecydowana większość z nich to radni różnych szczebli i urzędnicy. Prawdziwych lokalnych liderów, rozpoznawalnych poza swoją dzielnicą czy gminą, a którzy zrezygnowaliby z fotela prezydenta, by wziąć udział w wyborach, było tylko dwóch. To Zygmunt Frankiewicz, dotychczasowy prezydent Gliwic i prezes Związku Miast Polskich (do Senatu dostał się z list Koalicji Obywatelskiej), a także Wadim Tyszkiewicz, dotychczasowy prezydent Nowej Soli, polityk i b. członek Nowoczesnej (w Senacie zasiądzie jako niezależny).

CZYTAJ TAKŻE: Zabiorą samorząd do Sejmu

Prawdziwą porażką zakończył się start Koalicji Bezpartyjni i Samorządowcy – uzyskała ona jedynie ok. 145 tys. głosów, czyli 0,78 proc. ogółu. A wybory do Sejmu bezapelacyjnie wygrał KW Prawo i Sprawiedliwość.

Mimo to samorządowcy, którzy byli najbardziej zaangażowani w kampanię wyborczą po stronie opozycji, nie uważają takich wyników za porażkę. – Oczywiście mogło być lepiej, pozostaje pewien niedosyt, ponieważ PiS, które psuje demokrację i niszczy samorząd, zachowało władzę wykonawczą – mówi „Życiu Regionów” Jacek Karnowski, prezydent Sopotu. – Ale należy się cieszyć, że nie poszerzyło swojej władzy ustawodawczej. To znaczy ma tylu samo posłów, ilu w poprzedniej kadencji. Nie zdobyło większości kwalifikowanej ani konstytucyjnej, „straciło” też Senat. Z tego wynika, że może dalej łamać konstytucję, ale nie może jej zepsuć – wyjaśnia Karnowski.

Duże osiągnięcie

– Samorządowcy w ogromnym stopniu zaangażowali się w kampanię przed wyborami parlamentarnymi. Gdyby nie ich wysiłek, z pewnością nie można byłoby nawet marzyć o takim wyniku, jaki osiągnęła opozycja – wtóruje Rafał Trzaskowski, prezydent Warszawy. – W tym sensie należy więc mówić o osiągnięciu samorządowców – dodaje.

CZYTAJ TAKŻE: Samorządowcy szturmują Wiejską

Deklaracje z 4 czerwca były wyrazem determinacji w walce z rządem dążącym do centralizacji i monopolizacji władzy oraz ograniczenia samorządności – mówi Jacek Jaśkowiak, prezydent Poznania. – Ta inicjatywa i późniejsze zaangażowanie prezydentów miast, wójtów, burmistrzów stworzyły szanse na zatrzymanie procesu niszczenia samorządu. Gdyby nie to, wynik wyborów byłby inny – także w zakresie frekwencji, która okazała się rekordowo wysoka – analizuje Jaśkowiak.

Zmiany czy status quo

Naszych rozmówców szczególnie cieszy sytuacja w Senacie, gdzie PiS zdobył 48 mandatów na 100, a także fakt, że ogółem na Wiejskiej pojawi się rekordowa liczba osób mających doświadczenie w pracy w samorządzie terytorialnym. Pytanie, czy dzięki temu poprawią się relacje na linii rząd–samorząd?

CZYTAJ TAKŻE: Jerzy Buzek: Na osłabianiu roli samorządu tracą mieszkańcy

– Parlament przestaje być maszynką do głosowania, mam nadzieję, że teraz zacznie się prawdziwa dyskusja nad ustawami. I mam nadzieję, że będzie powstawać prawo lepsze nie tylko dla samorządów, ale wszystkich Polaków – mówi Jacek Karnowski.

– Spodziewam się, że nowy rząd – podobnie jak obecny – będzie próbował wiązać ręce samorządom – uważa z kolei Trzaskowski. – Jestem przekonany, że PiS będzie robił teraz wszystko, by ograniczyć wpływy lokalnych władz, zabrać im pieniądze, sparaliżować pracę, a niepokornym prezydentom uprzykrzyć życie – dodaje.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Częstochowa boi się autostradowej protezy

Uruchomiony w piątek fragment autostrady A1 w województwie śląskim może wkrótce przyprawiać o ból ...

Zbuntowane województwo. Nie chcą gigantów u siebie

Kujawsko-pomorskie chce mieć własną kolej. Powołanie własnej spółki przewozowej pozwoliłoby władzom regionu na pełną ...

Rynek pracy łapie letni oddech po pandemii

Rekrutacje pracowników do sezonowych zajęć wsparły czerwcowe ożywienie na portalach pracy. We wszystkich regionach ...

Budujemy w Warszawie modę na siatkówkę

Piotr Gacek, prezes ONICO Warszawa, o miłości do siatkówki, Bartoszu Kurku, rozstaniu z trenerem, ...

Warto pracować w urzędzie? Oto zarobki samorządowców

Chociaż w wielu małych gminach samorząd jest nie tylko największym, ale też najbardziej stabilnym ...

Maszty rosną w uzdrowiskach 

Bazy telefonii komórkowej powstaną nawet obok sanatoriów. Władze lokalne niewiele będą miały do powiedzenia.  ...