Wolna Ukraina – największe wyzwanie dla Polski na najbliższe lata

Na naszych oczach rozgrywa się niewyobrażalny dramat milionów ludzi, mordowanych, poranionych, wygnanych z domów, pozbawionych żywności i mediów zapewniających przeżycie – przez agresora, który realizuje w sposób zbliżony do tego z lat 1939-45 „specjalną operację wojenną”.

Publikacja: 07.03.2022 16:30

Wolna Ukraina – największe wyzwanie dla Polski na najbliższe lata

Foto: AFP

Przyzwyczajeni do pokoju, który w naszej części Europy trwał 77 lat, do rosnącego dobrobytu, nie rozu­miemy tego barbarzyństwa, nie umiemy objąć go refleksją. Bywa, że czujemy się bezradni.

Jako wolna Europa nawet w przeddzień rozpoczęcia inwazji nie wierzyliśmy, że nastąpi. Ba, najtęższe głowy polityczne, mimo ostrzeżeń służb wywiadowczych, trwały w szukaniu metod dyplomatycznych. Zawiodły wszystkie – agresor morduje, niszczy infrastrukturę, burzy domy mieszkalne, szkoły, szpitale.

Nieprzygotowani

Nie jesteśmy przygotowani na to wyzwanie. Mierzymy się – póki co, doraźnie – z exodusem uchodźców wojennych. To początek, zarówno ilościowy (druga fala właśnie rusza; wieści z Ukrainy mówią, że większa od pierwszej), jak i jakościowy (pierwsze przyjęcie, rozlokowanie, wielu z upatrzonym miejscem pobytu). Uchodźcy, którzy nie pojadą dalej (czyli większość), zosta­ną z nami na dłużej, niektórzy na zawsze…

Brakuje koordynacji - nie ma systemu dyslokacji uchodźców do innych miejsc w Polsce. Owszem, są próby, inicjatywy oddolne, wyprawy na granicę, dobra współpraca niektórych wojewodów z samorządami (np. dolnośląskie, zachodnio­pomorskie), ale jest też żałosna „polityka” ignorowania niektórych prezydentów (np. tam, gdzie wojewoda przegrał wybory na prezydenta). Niektóre JST dostają od wojewodów „pakiety do ra­portowania”, czasem pytania mailem. A gdzie jest koordynacja krajowa, gdzie koordynatorzy ds. dyslokacji w miastach „frontowych”? Prezydenci i burmistrzowie miast z przejściami granicznymi i dworcami transfero­wymi jedno­znacznie mówią o braku koordynacji, o nieprzygotowaniu służb, zwłaszcza tych „wykonawczych”.

Samorządy, wciąż pozbawione podstaw prawnych do działania w nowych warunkach, samodzielnie podejmują różne inicjatywy. Rząd zapowiada system rejestracji (by ułatwić uchodźcom korzystanie ze świadczeń), szkolenia – a już ponad milion osób jest w Polsce, póki co tylko w rejestrze Straży Granicznej. Tychy same nadają „swoim” uchodźcom numer PESEL, inni też to robią lub zaraz zrobią sami, nie czekając.

Czy to są wyrzuty ? Nie, to stwierdzenie faktów – i to tylko niektórych.

Najbliższe dni

Ustawa ma być na dniach, uczestniczymy w pracach nad nią. Projekt jest dobry, jak na obecne warunki. Zapewne będzie wymagała poprawek i uzupełnień, ale to oczywiste. Nie mamy doświadczenia…

Samorządy robią to, co dziś w ich mocy. Niektóre mierzą się z horrendalnymi problemami (Warszawa, do której chcą jechać wszyscy „niezaopiekowani” uchodźcy, szacuje ich aktualną liczbę na 200 tysięcy), inne mają jeszcze wolne miejsca w przygotowanych miejscach pobytu. Niektóre czekają na osoby skierowane przez wojewodę. Nikt nie wie, ile osób jest w innych miejscach: domach prywatnych, ośrodkach prowadzo­nych przez inne podmioty, choć oczywiście lokalne władze mają ogólne wyobrażenie, jak to u nich wygląda.

Sopot zorganizował własny punkt recepcyjny opodal dworca, w tym 50 miejsc „na pierwszy nocleg”. Do dziś rana obsłużył 500 osób. 250 skierował do przygotowanych miejsc pobytu. Już 200 dzieci zgłosiło się do szkół. Przygotowywane są oferty pracy od lokalnych przedsiębiorców. Podobnie jest w wielu miastach.

Najbliższe i trochę dalsze miesiące (lata?)

Dziś reagujemy prawie wszyscy. Otwartym sercem i niezwykłym działaniem. Pomagają prawie wszyscy (pominę tych wyrzutków, co z gębami pełnymi wyświechtanych frazesów snują dalej swą śpiewkę o Polsce dla Polaków). To imponujące, ale emocje szybko się wypalą.

A zadanie jest na wiele miesięcy. Ale damy – jak zawsze – radę. Samorządy już pokazują, że myślą długo­falowo: ukraiński sierociniec przeniesiony do Łodzi, systematyczna pomoc miastom partnerskim, także we współpracy z miastami z Niemiec czy Francji, uchwały rad miast o przeznaczeniu kolejnych środków itp.

W Warszawie zapewne powstanie wydział ds. uchodźców, inne miasta skoordynują w tym zakresie istnie­jące struktury, wyznaczając oddziały lub stanowiska, w małych zapewne pozostaną koordynatorzy.

Oznacza to wielki, zorganizowany wysiłek i zaangażowanie własnych środków, w tym finansowych. Skala nie jest jeszcze znana, ale oczywiście dzisiejsza 0,5-procentowa rezerwa kryzysowa to kropla w morzu.

Rząd zapowiada istotne formy pomocy i wsparcia uchodźców – to będą miliardy złotych, które trafią (także poprzez gminy) bezpośrednio do nich. Kwoty obiecane przez Unię Europejską są na razie symboliczne.

Wolna Ukraina weryfikuje naszą solidarność dziś – dajemy radę. Zweryfikuje też długofalowo. Damy radę!

Autor jest dyrektorem Biura Związku Miast Polskich

Przyzwyczajeni do pokoju, który w naszej części Europy trwał 77 lat, do rosnącego dobrobytu, nie rozu­miemy tego barbarzyństwa, nie umiemy objąć go refleksją. Bywa, że czujemy się bezradni.

Jako wolna Europa nawet w przeddzień rozpoczęcia inwazji nie wierzyliśmy, że nastąpi. Ba, najtęższe głowy polityczne, mimo ostrzeżeń służb wywiadowczych, trwały w szukaniu metod dyplomatycznych. Zawiodły wszystkie – agresor morduje, niszczy infrastrukturę, burzy domy mieszkalne, szkoły, szpitale.

Pozostało 90% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Debata publiczna
Nie wydawać funduszy z KPO za wszelką cenę
Debata publiczna
Samorządy realizują połowę podstawowych praw człowieka
Debata publiczna
Debata "Rzeczpospolitej": Rozmontowane budżety samorządów
Debata publiczna
Wybory 2023: Samorządowa posucha w programach głównych partii
Materiał Promocyjny
Jakie są główne zalety systemów do zarządzania zasobami ludzkimi?
Debata publiczna
Kampania na ostatniej prostej. Jakich zmian w prawie oczekują samorządowcy?
Debata publiczna
Wybór mieszkańców musi być szanowany