Majówki nie będzie. „To są koszty. To jest tragedia”

W okresie zimowym krajowy ruch turystyczny koncertuje się w województwach, na których terenie znajdują się gminy górskie (województwa dolnośląskie, małopolskie, podkarpackie i śląskie).
Fot. Pixabay

Rząd ogłosił, że zakaz otwarcia hoteli i miejsc noclegowych ma obowiązywać co najmniej do końca długiego weekendu.

Choć większość restrykcji covidowych rząd przedłużył do 22 kwietnia, to w przypadku hoteli i miejsc noclegowych zakazał prowadzenia działalności do 3 maja. Ogłosił to ze sporym wyprzedzeniem. Tłumaczył, że nie chce robić turystom nadziei, żeby niepotrzebnie nie rezerwowali miejsc noclegowych.

Nóż w plecy

– Nie podlega dyskusji to, że brak majówki oznaczać będzie straty dla branży hotelarskiej, ale też gastronomicznej i innych usługowych. Straty poniosą też gminy, bo jak nie przyjadą turyści, to nie będzie wpływów z różnych podatków i opłat – mówi „Rzeczpospolitej” Arkadiusz Klimowicz, burmistrz Darłowa. – To oczywiście zła wiadomość. Nożyce się rozwierają – dodaje.

I tłumaczy, że chodzi o traktowanie gmin górskich i tych z innych regionów kraju. – Zimą rząd ogłosił tarczę dla gmin górskich w postaci dodatkowego wsparcia w wysokości miliarda złotych. Gminy turystyczne z pozostałych regionów nie dostały nic, choć o to zabiegały – mówi burmistrz Darłowa.

Przypomina, że wiosną zeszłego roku, przy pierwszym lockdownie, powstał nieformalny związek nazwany Koalicją Nadmorską, do którego przystąpiło 30 gmin zjednoczonych wizją braku sezonu letniego. Koalicja apelowała do rządu o odmrożenie turystyki. Sezon letni udało się wówczas uratować.

Ale przyszła druga fala pandemii. I kolejny lockdown. Rząd wyszedł wtedy z programem pomocy dla gmin górskich. W tej sytuacji Koalicja Nadmorska wystąpiła o podobne wsparcie. – Mamy takie same problemy. Bo także zimą ludzie przyjeżdżają nad morze – tłumaczy burmistrz Darłowa. – Tym razem odbiliśmy się od ściany. Rząd nas zignorował – mówi.

CZYTAJ TAKŻE: Tarcza 2.0 preferuje firmy z określonych części Polski

– Na podstawie analizy ruchu turystycznego za I kwartał z lat 2018–2020 można stwierdzić, że w okresie zimowym krajowy ruch turystyczny koncertuje się w województwach, na których terenie znajdują się gminy górskie (województwa dolnośląskie, małopolskie, podkarpackie i śląskie). Średnie dane z I kwartału w ostatnich trzech latach pozwalają oszacować wielkość krajowego ruchu turystycznego na terenie tych czterech województw w sumie na poziomie około 3,8 mln, co stanowi około 40 proc. ruchu na terenie całego kraju w tym okresie każdego roku – odpowiedziało na nasze pytania w tej sprawie biuro prasowe resortu rozwoju.

Dodało, że w tym samym okresie na terenie dwóch województw nadmorskich, tj. pomorskiego i zachodniopomorskiego, odnotowywano około 1,4 mln krajowych podróży turystycznych, co stanowiło około 15 proc. ruchu krajowego mieszkańców Polski. Warmię i Mazury wybierało w tym okresie około 4 proc. turystów.

– Dziś, odwołując majówkę, rząd wbija nam nóż w plecy – mówi Arkadiusz Klimowicz. Jego zdaniem łatwo można sobie wyobrazić funkcjonowanie hoteli i gastronomii w reżimie sanitarnym, który obejmuje m.in. limity gości. Turyści mogliby też jego zdaniem korzystać z ogródków przy barach i restauracjach, bo groźba zakażenia Covid-19 na świeżym powietrzu jest niewielka. – Tak robi wiele państw – mówi burmistrz Darłowa.

Dodaje, że nie rozumie dogmatyzmu rządu, który dopuszcza zgromadzenie 10 tys. motocyklistów bez zachowania wymaganego dystansu na pielgrzymce w Częstochowie, a nie zgadza się, by turyści mogli odpocząć i wypić kawę w ogródkach gastronomicznych na deptaku w Darłowie. – Nie widzę w tym żadnej logiki, bo jej tu po prostu nie ma – mówi Klimowicz.

– Co ja mam panu powiedzieć? Nie powiem nic nowego, nic innego w stosunku do tego, co pewnie mówią samorządowcy z innych gmin turystycznych. To jest przedłużenie bardzo dla nas trudnej sytuacji. Majówka, długie weekendy, ferie, wakacje to okresy, w których nasi mieszkańcy zarabiają – mówi Zofia Kiełpińska, naczelnik wydziału kultury fizycznej i komunikacji społecznej Urzędu Miasta Zakopane.

– Mamy u siebie ponad 6700 podmiotów gospodarczych. Wszystkie te, które świadczą usługi, związane są z turystyką. Jeśli nie ma turystów, nie zarabiają. Ich właściciele nie mają pieniędzy na utrzymanie rodzin, pracowników. Nigdy nie widział pan tak smutnych Krupówek. Co z tego, że ciągle jest piękna zima, skoro jest całkiem pusto. Właściciele muszą ogrzewać puste hotele i pensjonaty. To są koszty. To jest tragedia – dodaje nasza rozmówczyni.

CZYTAJ TAKŻE: Samorządowcy: Tarcza 4.0 wymaga korekty

Zapewnia, że burmistrz Zakopanego, wraz ze swoimi pracownikami, szuka sposobów, by pomóc mieszkańcom. – Dla nas najtrudniejszym zadaniem jest dziś to, żebyśmy przetrwali jako społeczność. Mamy nadzieję, że pandemia kiedyś się skończy, turyści znów do nas przyjadą. Że nie będą musieli kupować posiłków na wynos i jeść ich na ławkach w parku. Turystyka to przyszłość naszego miasta. Dzięki niej możemy się rozwijać, rozbudowywać infrastrukturę miejską, turystyczną i sportową – mówi Zofia Kiełpińska.

Jednym z pomysłów burmistrza Zakopanego na pomoc lokalnym przedsiębiorcom jest umożliwienie im darmowej reklamy swoich biznesów w wydawnictwach i kanałach informacyjnych Urzędu Miasta. – Turyści w końcu będą mogli przyjechać, dzięki reklamom dotrą do naszych przedsiębiorców i mamy nadzieję, że skorzystają z ich oferty – tłumaczy naczelniczka.

Zdradza, że urząd ma kilka wariantów rozwoju sytuacji. W najbardziej optymistycznym kalendarz imprez skierowanych do mieszkańców i turystów już w miesiącach wiosennych jest pełny. – Boimy się jednak, że spełnią się mniej optymistyczne warianty i nadal będziemy musieli odwoływać zaplanowane wydarzenia – mówi Zofia Kiełpińska. – Oby tak się nie stało – dodaje z nadzieją w głosie.

Plan awaryjny

– Drugi rok jesteśmy w takiej samej sytuacji. Weekend majowy to czas, w którym nasi przedsiębiorcy mogą zarobić parę groszy, wykorzystując je potem na przygotowanie do właściwego sezonu, na nadanie swoim biznesom ostatniego szlifu. Ale weekendu nie ma – mówi Piotr Jakubowski, burmistrz Mikołajek.

Zaraz dodaje jednak, że Stowarzyszenie Wielkie Jeziora Mazurskie wystąpiło w związku z tym do premiera o przełożenie majówki. – Wygląda na to, że pandemia hamuje, może więc, gdyby przesunąć długi weekend majowy o dwa tygodnie, na 13–16 maja, albo jeszcze o tydzień, na 20–23 maja, przedsiębiorcy mogliby dostać możliwość zarobienia pieniędzy, a ludzie mogliby wreszcie nieco wypocząć – tłumaczy. – Mamy nadzieję, że rząd potraktuje poważnie nasz apel i nie stanie się tak jak w przypadku naszej poprzedniej petycji, gdy apelowaliśmy o wsparcie takie, jakie zimą dostały gminy górskie. Wtedy rząd nas zlekceważył, odmówił pomocy – dodaje.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Wystraszone upadkiem PBS samorządy zaczynają prześwietlać banki spółdzielcze

Większość małych gmin korzysta z usług banków spółdzielczych. Teraz sprawdzają, czy ich pieniądze są ...

Na dwóch kółkach po dawnych torach

Żelazny Szlak Rowerowy to pierwsza w kraju wyłącznie rowerowa trasa wytyczona po starotorze. Do użytku ...

Mniej wody pobierają odbiorcy instytucjonalni.

Mimo pandemii, wody zużywamy mniej

Tylko w czasie lata przedsiębiorstwa wodociągowe odnotowały większy pobór wody przez mieszkańców. W pozostałym ...

Kraków walczy ze smogiem i skutkami zmian klimatu

Kraków jako pierwsze miasto w Polsce podjął zdecydowane działania na rzecz obniżenia poziomu stężeń ...

Duże różnice na regionalnej mapie płac

Najwyższą średnią płacą w Polsce pochwalić się może miasto Jastrzębie-Zdrój. W 2018 r. było ...

Miasta za, a nawet przeciw. Wybory „muszą być dobrze przygotowane”

Związek Miast Polskich i Unia Metropolii Polskich popierają zamiar wprowadzenia w Polsce w większej ...