Dym z nielegalnych wysypisk rozwieje tylko prokurator

Shutterstock_519620152

W marcu zmniejszy się liczba legalnych składowisk, nielegalnym grozi tylko grzywna. Ekolodzy chcą zmiany prawa.

Przedsiębiorcy, którzy chcą dalej zbierać czy przetwarzać odpady, muszą złożyć do 5 marca wnioski o zmianę posiadanych zezwoleń. – Już wiemy, że część firm sobie z tym nie poradzi i nawet nie złożą wniosku o zmianę decyzji, więc ich obecne decyzje wygasną z mocy prawa 5 marca – mówi Agnieszka Fiuk, członek rady programowej Związku Pracodawców Gospodarki Odpadami.

Niepozorne „wnioski” oznaczają dla ok. 15 tys. firm w Polsce konieczność zdobycia gwarancji zabezpieczenia roszczeń, czyli złożenia depozytu gotówkowego lub gwarancji bankowej. Zdaniem Fiuk, dla małej bazy magazynowo-transportowej, gdzie odpady są magazynowane czasowo przed transportem do docelowych wysypisk, to 50–70 tys. zł. Dla dużych zakładów gwarancje wyniosą nawet od miliona do kilku milionów zł. Do tego dojdą, wciąż zresztą nieprecyzyjne, przepisy o całodobowym monitoringu, czyli kolejne wydatki. Efekt? Będzie mniej legalnych składowisk, a nielegalnych nowe przepisy przecież nie obciążą.

Shutterstock

Mamy obawy, że może wzrosnąć liczba nielegalnych wysypisk. My jesteśmy coraz drożsi: ponosimy koszty monitoringu, zabezpieczeń przeciwpożarowych, zabezpieczenia roszczeń – mówi Agnieszka Fiuk.

Branża spodziewa się więc, że największe zakłady będą walczyć o przetrwanie. Największy kłopot będą miały np. małe stacje przeładunku odpadów, miejsca składowisk złomu czy demontażu aut. Te punkty mogą zniknąć, co przeniesie się np. na wzrost kosztu transportu odpadów.

CZYTAJ TAKŻE: Więcej odpadów poza systemem

Już dziś widać, że wysypiska mają wiele problemów, a odpadów po prostu jest za dużo. Polskę w ciągu ostatnich czterech lat zalało 1,5 mln ton śmieci. W 2018 i 2019 r. do Polski trafiało ponad 400 tys. ton śmieci z importu rocznie, podczas gdy w 2015 r. było to ok. 150 tys. ton.

Dane Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska na ten temat zdobył w interpelacji poseł Krzysztof Brejza. Najwięcej wysyłają do nas sąsiedzi – 68 proc. odpadów przywożonych do Polski pochodzi z Niemiec. Dalej są Włochy, Austria, Dania, Słowenia. Import jest niestety legalny – jeśli odpady są przeznaczone do recyklingu. Problemem Polski jest jednak słaby recykling, śmieci są więc po prostu składowane. A liczba legalnych wysypisk w Polsce według GUS spadła w ciągu dekady z 803 do ok. 280. Ich łączna powierzchnia skurczyła się o 40 proc. W efekcie ogromnie wzrosła liczba nielegalnych wysypisk, według NIK na koniec 2013 r. w 24 kontrolowanych gminach było 894 nielegalnych wysypisk, we wrześniu 2014 r. było ich już ponad 60 proc. więcej. W ciągu dwóch i pół roku, do 30 czerwca 2017 r., na terenie tylko 13 gmin wykryto 5694 takich miejsc, z których wywieziono z ponad 15,5 tys. ton odpadów, za co gminy zapłaciły 5,5 mln zł.

– Trudno sobie wyobrazić, żeby państwo robiło za włodarzy gminy porządki na ich terenie – powiedział w grudniu wojewoda mazowiecki, Konstanty Radziwiłł. Tymczasem nawet NIK wytknął, że nieprawidłowości występują też po stronie administracji państwowej, odpowiadającej za złe prawo. Kłopot widać wyraźnie we Wrocławiu – miasto znalazło aż 42 nielegalne składowiska. Po spektakularnym pożarze nielegalnego śmietniska przy ul. Szczecińskiej, wydało im wojnę, którą szybko zakończyła… prokuratura.

CZYTAJ TAKŻE: W Warszawie śmieci są najdroższe? Niekoniecznie, bywa znacznie gorzej

Ta umorzyła bowiem wszystkie kilkadziesiąt wniosków, które skierowało do niej miasto. Prokuratura nie dopatrzyła się nawet zagrożenia dla ruchu publicznego w niebezpiecznym składowisku śmieci usytuowanym blisko lotniska.

Choć jest przepis, którym można by się posłużyć: art. 183 kodeksu karnego o nieodpowiednim postępowaniu z odpadami. – Niestety, w rażącej większości postępowania są umarzane, bo biegli nie stwierdzają zagrożeń – mówi Robert Suligowski, prawnik i współprzewodniczący wrocławskiego Koła Zielonych. – Na nielegalne składowiska należy patrzeć jak na działalność przestępczą, ponieważ powodują ogromne straty dla budżetu państwa i samorządów, i stanowią zagrożenie dla środowiska – mówi Suligowski. Zieloni wysłali apel do ministra sprawiedliwości o zmianę przepisów, bo to na gminie spoczywa kosztowny obowiązek uprzątnięcia nielegalnego składowiska, gdy nie można tego wyegzekwować od sprawcy, którym jest najczęściej firma słup. Jeśli każde prowadzenie nielegalnego wysypiska byłoby przestępstwem, wtedy można by ścigać prawdziwych winnych i przejmować zyski z procederu.

Na razie firmom grożą tylko grzywny, od których można się odwołać. Proces trwa kilka lat.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Fragment trasy Blue Velo na terenie województwa zachodniopomorskiego, otwarty w 2018 r.

Na dwóch kółkach przez granice

Oprócz dużych, transgranicznych tras rowerowych, w niektórych regionach powstają mniejsze, lokalne szlaki dla miłośników ...

Pandemia zmieniła nieco zasady naboru przedszkolaków

Rekrutacja do samorządowych przedszkoli odbywa się tylko w internecie. Potrzebne dokumenty rodzice mogą w ...

Komu wodociąg, komu kanalizację

Nawet w dużych miastach nie wszyscy są podłączeni do sieci wodno-kanalizacyjnej. Na wsiach to ...

Obrazy wciąż malowane

Co roku wysadzamy ponad 80 tysięcy tulipanów, które kwitną głównie w maju. Po tym ...

Konferencje nad morzem

Dolina Charlotty to nie tylko komfortowy hotel między Ustką a Słupskiem oraz miejsce Festiwalu Legend ...