Przyszłość średnich miast: kogo czeka degradacja, a kogo sukces?

W pierwszych 90 dniach działania gdyńska wirtualna urzędniczka odpowiedziała na 35 tys. pytań.
AdobeStock

Pomoc zewnętrzna przyda się wszystkim miejscowościom średniej wielkości, ale dla niektórych to być albo nie być – wynika z badań Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Mamy w Polsce ponad 200 średnich miast, które pełnią ważną rolę lokalnych centrów rozwojowych. Ale jednocześnie stoją przed ogromnymi wyzwaniami związanymi z depopulacją, starzeniem się społeczeństwa i traceniem funkcji społeczno-ekonomicznych. Jaka przyszłość je czeka do 2035 roku? – zastanawiają się eksperci Polskiego Instytutu  Ekonomicznego w badaniu „Scenariusze rozwoju małych i średnich miast”.

PIE wziął pod lupę 90 miast o wielkości do 200 tys. mieszkańców, dla których przeanalizował obiektywne wskaźniki, ale taż zapytał o ich samoocenę w różnych obszarach. Na tej podstawie wyodrębniono trzy podstawowe grupy miast, dla których czynniki determinujące przyszłość są dosyć odmienne.

Pierwsza grupa to „lokomotywy rozwoju rynków lokalnych”. To w sumie 39 miast, w tym m.in. Gdynia, Skierniewice, Ełk czy Gliwice. Charakteryzują się silną pozycją w regionie, dobrą sytuacją ekonomiczną i społeczną, korzystnymi wskaźnikami działalności gospodarczej wysoką samooceną. Uważają się za ładne, otwarte, przyjazne dla mieszkańców i biznesu, z rozwiniętym zakresem usług,  deklarują się jako innowacyjne i optymistycznie patrzą w przyszłość.

CZYTAJ TAKŻE: Polskie miasta w ogonie Europy pod względem zamożności

Według PIE, dla takich miast dwa kluczowe czynniki, które mogę determinować scenariusze na przyszłość, to jasne i przejrzyste regulacje (chodzi o to, by nie były one zaskakiwane takimi zmianami przepisów, które wpływają na charakter działań w mieście) oraz poziom nakładów inwestycyjnych w mieście. – By te miasta mogły zrealizować najbardziej optymistyczny scenariusz potrzebują zapewnienia stabilnego i przyjaznego otoczenia stwarzającego atrakcyjne warunki życia w mieście, a także szerokie możliwości rozwoju biznesu – zaznacza Katarzyna Dębkowska, kierownik zespołu foresightu gospodarczego Polskiego Instytutu Ekonomicznego. Najbardziej pesymistyczny scenariusz, czyli odstawienia tych lokomotyw na boczny tor, może zrealizować się w sytuacji znaczącego ograniczenia inwestycji. Mogą one m.in. przestać dostarczać ważne dla mieszkańców i przedsiębiorców usługi, a ich rola w regionie może ulec marginalizacji.

Druga grupa to „miasta z potencjałem bez silnych wyróżników”, czyli 32 jednostki, m.in. Sosnowiec, Rybnik, Płock, Ostrołęka, czy Koszalin. Charakteryzują się wysoką przedsiębiorczością mieszkańców, przeciętnymi dochodami i niekorzystną sytuacją demograficzną. Same siebie uważają np. za ważny ośrodek kultury, ale nie oceniają się jako miasta innowacyjne. W przyszłości chcą utrzymać pozycję miast przyjaznych dla mieszkańców i dla biznesu, rozwijać swoje usługi, wzmacniać pozycję w regionie.

CZYTAJ TAKŻE: Deglomeracja: szansa na równomierny rozwój

Według ekspertów PIE, najbardziej optymistyczny scenariusz uwzględnia rozwój tych miast na podstawie potencjału lokalnych przedsiębiorstw i silnej identyfikacji mieszkańców z miastem. Najbardziej zaś pesymistyczny – marazm, odpływ mieszkańców i spadek aktywności gospodarczej, co będzie  skutkować obniżaniem się dochodów i utratą atutu dobrych warunków życia dla mieszkańców.

W końcu trzecia grupa to ośrodki w najtrudniejsze sytuacji, potrzebujące nowych strategii i pomysłu na rozwój. Stanowią one 18 proc. przebadanych miast (16 jednostek), są one położone przede wszystkim w centralnej, wschodniej i południowej Polsce, a ponad jedną czwartą z nich stanowią byłe miasta wojewódzkie (Chełm, Elbląg, Przemyśl, Tarnobrzeg, Włocławek). – Miasta te postrzegają siebie jako kultywujące tradycje i wyludniające się – mówi Katarzyna Dębkowska. Nie uważają się za innowacyjne, a swoją przyszłość dostrzegają w rozwiniętym zakresie usług.

CZYTAJ TAKŻE: Lokalne budżety czeka finansowa zapaść?

Eksperci PIE widzą w przypadku tych ośrodków konieczność interwencji państwowej, ponieważ to właśnie one są w największym stopniu zagrożone skutkami depopulacji. – Szansą rozwoju byłoby dla nich pobudzenie migracji z otaczających je terenów wiejskich czy też deglomeracja funkcji publicznych – dodaje Katarzyna Dębkowska.

Najbardziej optymistyczny scenariusz dla nich to „sukces wsparcia”, gdy inwestycje i interwencje zewnętrzne trafiają w sedno potrzeb i przynoszą efekty. W najgorszym przypadku czeka je stopniowe „wykrwawianie” się i ich ostateczna degradacja w perspektywie 20-30 lat – uważa PIE.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Zaskakująca strategia Szczecina. Będzie drożej i… taniej

Szczecin powiększa strefę płatnego parkowania i podnosi ceny, stanieją jednak długookresowe bilety komunikacji miejskiej. ...

Otworzyć polsko–niemieckie pomorze

Przywrócenia regularnego ruchu granicznego chce Olgierd Geblewicz, marszałek zachodniopomorski. – Napięcie mieszkańców rośnie, rośnie ...

Skansen w Laskowej

Beskid Wyspowy: Suszone śliwki i darmowe rowery

Żeby pojeździć na rowerach górskich lub pochodzić z kijami nordic walking po Beskidzie Wyspowym, ...

Finanse samorządów w 2021 roku. „Prognozy MF są zbyt optymistyczne”

Mimo zapewnień rządu, że samorządy dostają wystarczająco dużo pieniędzy, plany na przyszły rok okazują ...

Tadeusz Truskolaski: Premier podaje dane, które mu pasują

Budżet na 2020 rok oceniam jako bardzo trudny, ale już za dwa lata będziemy ...

Samorządy stawiają na S10

Wspólne działania na rzecz przyśpieszenia budowy drogi ekspresowej S10 łączącej Świnoujście z Warszawą planują ...