"Regiony Polski 2026" to raport, który właśnie opublikował GUS. Pozwala na porównanie różnych danych społecznych oraz wskaźników gospodarczych z województw i stworzenie na tej podstawie swoistego rankingu regionalnego. Umożliwia także pokazanie i określenie zjawisk, które mogą tworzyć przyszły rozwój lub go hamować. Dane zaprezentowane w opracowaniu dotyczą zeszłego roku: pokazują zjawiska na przestrzeni całego roku lub są zapisem na ostatni dzień grudnia 2025 r.
Ukłon w stronę demografii
Nie ma województwa, w którym kobiety stanowiłyby mniejszą część mieszkańców. Jest to od 52,8 proc. w regionie stołecznym warszawskim i 52,4 proc. w łódzkim do 51 proc. w podkarpackim. Przewaga liczby kobiet nad mężczyznami w Polsce utrzymuje się od lat. Najmniejszą populację ma opolskie, najbardziej – śląskie. Przy czym na Śląsku przeciętnie na powierzchni 1 km kw. żyło 346 osób, a w opolskim – 98 osób. Najmniej zaludnione są: warmińsko-mazurskie (55 mieszkańców na 1 km kw.), podlaskie (56 osób) i lubuskie (69). Najbardziej: Warszawa i okoliczne tereny (540 osób), Śląsk i Małopolska (226 osób). Średnia dla kraju wynosi 119 osób.
Dla rozwoju społecznego ważna jest nie tylko liczba mieszkańców, ale także podział pomiędzy grupami wiekowymi. To istotne tak dla finansów lokalnych (ważne jest, jaka część ludności płaci podatki, a jaka korzysta z różnego typu świadczeń), jak i dla potrzeb i infrastruktury społecznej. Od żłobków, przedszkoli i szkół po placówki opiekuńcze dla osób starszych.
Czytaj więcej
Najnowsze szacunki Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) pokazują, że liczba urodzeń w Polsce w końcu przestała spadać. W ciągu ostatnich ośmiu lat...
Pod koniec 2025 r. po raz pierwszy w historii kraju liczba osób mających co najmniej 60 lat przekroczyła 10 mln. Wpływ na to mają trzy procesy demograficzne: liczba urodzeń, coraz dłuższe życie oraz migracje wewnętrzne. Młodzi migrują po naukę do większych miast, co bezpośrednio wpływa na strukturę wieku poprzez zmniejszenie liczby osób młodych, ale też pośrednio – dzieci przyjdą na świat w dużych miastach i wokół nich, a nie na peryferiach.
Gdzie żyje najwięcej i najmniej młodych oraz seniorów?
Z raportu GUS wynika, że tylko w dwóch regionach na 100 osób w wieku produkcyjnym mieszkało pod koniec roku mniej niż 70 dzieci, młodzieży i osób starszych: to region warszawski stołeczny (68) oraz Małopolska (69). Po 70 osób było na Pomorzu, Podkarpaciu i w Wielkopolsce. Równocześnie w pozostałej części Mazowsza (określanego przez GUS jako Mazowsze Regionalne) było to 75 osób, więcej – 76 osób w wieku nieprodukcyjnym – przypadało na 100 osób w wieku produkcyjnym w Łódzkim i Świętokrzyskim.
Mieszkańcy, którzy ukończyli 60 lat (kobiety) i 65 lat (mężczyźni), byli najliczniejszą grupą mieszkańców w woj. świętokrzyskim (ponad 27 proc.), łódzkim (26,6 proc.) oraz śląskim (25,8 proc.). W siedmiu regionach stanowili ponad jedną czwartą mieszkańców, w żadnym nie było ich mniej niż 20 proc. Nie ma też w Polsce regionu, w którym dzieci i młodzież stanowiłyby jedną piątą mieszkańców. Najwięcej (proporcjonalnie do wszystkich) jest ich na Pomorzu (19 proc.) i w regionie warszawskim stołecznym (19,9 proc.) oraz w Wielkopolsce (18,8 proc.). Stanowią najmniej liczną grupę w opolskim (16 proc.), świętokrzyskim (16,1 proc.) oraz zachodniopomorskim (16,4 proc.).
Znaczenie stolic regionalnych
Większość mieszkańców Polski woli miasta od wsi. W pierwszych pod koniec zeszłego roku mieszkało ponad 59 proc. osób. Różnice regionalne są jednak znaczące: od 41 proc. w Podkarpackim i 45 proc. w Świętokrzyskim po 67 proc. na Dolnym Śląsku, 68 proc. w zachodniopomorskim oraz 76 proc. na Śląsku. W Warszawie żył co trzeci mieszkaniec Mazowsza. Mieszkańców regionu skupiały także: Łódź (28 proc.), Białystok (26 proc.) oraz Szczecin i Kraków (po 24 proc.). Na przeciwnym biegunie były Katowice (7 proc.), Rzeszów (10 proc.) oraz Olsztyn (12 proc.).
Największe miasta przyciągają nie tylko nowych mieszkańców, ale także biznesy. Warszawa jest siedzibą 55 firm na 100 w województwie. Ponad 30 proc. podmiotów gospodarczych działających w regionie jest zarejestrowanych także w: Szczecinie (30 proc.), Wrocławiu (34 proc.), Białymstoku (35 proc.), Łodzi (37 proc.) i Krakowie (38 proc.). Najmniej działa w Katowicach – 11 proc., Toruniu – 13 proc. oraz w Gorzowie Wielkopolskim – 14 proc. Po 17 proc. firm ma swoje siedziby w Olsztynie i w Rzeszowie.
Co prawda, GUS – wymieniając miasta wojewódzkie dla dwóch regionów: Lubuskiego oraz kujawsko-pomorskiego – podaje informacje dla dwóch największych miast, ponieważ w tych regionach w jednym znajduje się urząd marszałkowski, a w drugim – wojewódzki. Uzupełnieniem informacji o liczbie firm są więc dane z Zielonej Góry i Bydgoszczy (po 20 proc.).
GUS na podstawie danych o firmach, w których pracuje od 10 osób oraz jednostkach sfery budżetowej niezależnie od wielkości zatrudnienia, podał informacje o tym, o ile płace przeciętnie różnią się od średniej w regionie. Tylko w przypadku Gorzowa Wielkopolskiego były niższe o niespełna 2 proc. (w Zielonej Górze wyższe o 9 proc.). Zaś w okolicach 6 proc. przewyższały średnią dla Podlasia i Dolnego Śląska. W Łódzkim i na Mazowszu było to ok. 7 proc. Najbardziej korzystne dla pracujących w stolicach regionalnych różnice w zarobkach dotyczyły Śląska (w Katowicach – 17 proc.), Małopolski (Kraków – 19 proc.) oraz Wielkopolski (Poznań – 24 proc.).
Najczęściej pracujemy w usługach
Większość osób w Polsce (prawie 65 proc.) pracuje w usługach. Widoczna jest korelacja pomiędzy strukturą wiekową mieszkańców, znaczeniem gospodarczym największych miast, a rozpowszechnieniem usług. Najmniej osób pracuje w nich na Podkarpaciu, w woj. opolskim, świętokrzyskim oraz podlaskim – jest to 58 proc. i nieznacznie więcej (do 59 proc.). Najwięcej zaś (powyżej 65 proc.) na Dolnym Śląsku (66 proc.), Pomorzu oraz woj. zachodniopomorskim (po 68 proc.) oraz na Mazowszu (74 proc., przy czym w regionie warszawskim aż 83 proc.).
Czytaj więcej
Saldo zmian w podatkach, które zostały ogłoszone w mijającym tygodniu, będzie korzystne dla finansów publicznych i wyniesie 2,6 mld zł w 2027 r. Do...
Pod koniec zeszłego roku w sześciu województwach pracowało od 30 proc. do 34 proc. mieszkańców w przemyśle i w budownictwie. Były to: kujawsko-pomorskie, lubuskie, podkarpackie, wielkopolskie, opolskie i śląskie. Ponieważ GUS w tej statystyce ujął miejsce zamieszkania pracowników, a nie miejsce ich pracy, to część tych osób może pracować poza granicami województwa.
Różnice w standardzie życia
W większości regionów przeciętne płace były niższe niż średnia w kraju. GUS uwzględnił płace w firmach i instytucjach, w których pracuje od 10 osób oraz w całej administracji publicznej. O ponad 10 proc. od przeciętnej w kraju wynagrodzenia odstawały na Podkarpaciu (-12,5 proc., przeciętna płaca to w ciągu roku niespełna 8,2 tys. zł), Warmii i Mazurach (-12,4 proc. – ponad 8,2 tys. zł brutto), Wielkopolsce (-11,3 proc. – ponad 8,3 tys. zł) oraz w woj. kujawsko-pomorskim (-9,3 proc.).
Powyżej "krajowej" średnio zarabiało się na Pomorzu (0,5 proc. – 9,4 tys. zł), Dolnym Śląsku (2,2 proc. – 9,6 tys. zł), w Małopolsce (2,6 proc. – 9,6 tys. zł) i na Mazowszu (16,5 proc. – 20,9 tys. zł – przy czym w Warszawie i ościennych terenach było to prawie 21 proc. więcej – 11,3 tys. zł, a w pozostałym województwie znacząco mniej, bo 95 proc. średniej w kraju – 8,9 tys. zł). Nieco inaczej przedstawia się lista regionów pod względem przeciętnych wydatków na każdą osobę w rodzinie (gospodarstwie domowym). Wpływ na to mają nie tylko płace, ale także świadczenia (głównie emerytury z ZUS i z KRUS), które otrzymują osoby starsze. Przeciętnie najmniej wydawano na jedną osobę w rodzinie w woj. świętokrzyskim (niespełna 1,5 tys. zł), na Podkarpaciu (niespełna 1,7 tys. zł) oraz na Warmii i Mazurach (1,7 tys. zł). Najwięcej zaś: na Śląsku (2,18 tys. zł), na Mazowszu (2,26 tys. zł – w Warszawie i sąsiadujących gminach – 2,6 tys. zł) oraz na Dolnym Śląsku (2,3 tys. zł).
GUS oszacował także, jaką częścią województwa są tereny o walorach przyrodniczych – chronione przez prawo. W woj. świętokrzyskim jest to aż 65 proc. powierzchni, w Małopolsce ponad 53 proc., więcej niż na Warmii i Mazurach (47 proc.). Najmniej takich terenów znajduje się na Dolnym Śląsku i w woj. łódzkim (po ok. 19 proc.), a także na Śląsku – ponad jedna piąta.
Jak firmy wydają pieniądze na B+R?
Niestety, informacje na temat działalności badawczej, rozwojowej i innowacyjnej dotyczą 2024 r. Nie wiadomo, czy dysproporcje sprzed dwóch lat zmniejszyły się czy zwiększyły w zeszłym roku. W 2024 r. na B+R przeznaczono w Polsce łącznie 51,5 mld zł, 1370 zł na mieszkańca. 34,7 proc. całej kwoty przypadło na region warszawski stołeczny. Było to około 17,8 mld zł, czyli 5,4 tys. zł na mieszkańca – niemal czterokrotnie więcej od średniej krajowej. Drugie miejsce zajęło małopolskie, które odpowiadało za 14,4 proc. krajowych nakładów, a wydatki w przeliczeniu na mieszkańca wyniosły niespełna 2,2 tys. zł. Nakłady na B+R poniosła co piąta firma warszawska i prawie co piąta (23 proc.) podkarpacka. Jednak na Podkarpaciu było to 1,5 mld zł i 703 zł na mieszkańca. Najmniej firm (niespełna 14 proc.) zaangażowało finanse w B+R w Lubuskim. Tam też przy kwocie ogólnej 0,2 mld zł było to 297 zł na mieszkańca.