Smog Wawelski ugodzony

AdobeStock

1 września wchodzi w życie zakaz palenia węglem i drewnem w Krakowie. To bardzo dobra decyzja, nie oznacza jednak, że smog zniknie ze stolicy Małopolski z dnia na dzień. 

Krakowskie przepisy zakazują korzystania z paliw stałych we wszelkich urządzeniach, czyli także w domowych kominkach i piecach używanych w gastronomii. To już drugi projekt podobnej uchwały, wcześniejszy został uchylony przez Naczelny Sąd Administracyjny w 2015 roku.

Miasto walczy od lat

Władze stolicy Małopolski dążyły się do tej decyzji od lat i zapewniają, że wyciągnęły naukę z lekcji o czystym powietrzu. W nadchodzącym sezonie grzewczym strażnicy miejscy wraz z urzędnikami Wydziału ds. jakości powietrza oraz pracownikami Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska przeprowadzą ponad 4,5 tys. kontroli. Mniej więcej tyle, ile pieców na paliwa stałe pozostaje w mieście. Magistrat zapewnia, że od wielu lat nie zasypia gruszek w popiele – od 1995 roku w Krakowie zlikwidowano ponad 45 tys. palenisk węglowych. Najbardziej oporni zostaną skontrolowani z pomocą drona, kamery termowizyjnej i monitora pyłu zawieszonego. Jednak palenie w piecu na paliwo stałe to jedynie wykroczenie – delikwentowi grozi pouczenie lub mandat od 20 do 500 zł. Dopiero w przypadku odmowy jego przyjęcia składa się wniosek do sądu zagrożony grzywną do 5 tys. zł. 

AdobeStock

Urzędnicy zapewniają, że każda sprawa będzie rozpatrywana indywidualnie, bo też różne są przyczyny, dla których pieca wciąż nie wymieniono. Z oceny miasta wynika, że w kilkudziesięciu przypadkach są to problemy problemy socjalne i finansowe, w kilkuset – nieprzeprowadzone postępowanie spadkowe lub nieuregulowany stan prawny nieruchomości, jednak aż u tysiąca właścicieli stwierdzono jedynie brak zainteresowania problemem. Z tymi ostatnimi miasto spotka się w sądzie – zapowiada prezydent Jacek Majchrowski.

Dobry przykład 

W walce ze smogiem Kraków poszedł najdalej, bo też atmosfera jest tu najcięższa. Inne duże miasta także próbują złapać oddech. Na początku roku stołeczni radni zdecydowali o przeznaczeniu 300 mln złotych na wymianę „kopciuchów”, czyli najstarszych pieców, nie spełniających nawet najłagodniejszych norm spalania. Program wymiany ma potrwać do 2022 r., do końca bieżącego roku do mieszkańców ma trafić 30 mln zł. Wymianę pieca wyceniono na 12 tys. złotych, co oznacza, że w sezonie 2019 może zniknąć 2,5 tys. kopciuchów. Władze Warszawy chcą pozbyć się wszystkich, blisko 17 tys. przestarzałych pieców. 1,6 tys. z nich znajduje się w budynkach komunalnych, miasto może więc dać przykład.

CZYTAJ TAKŻE: Za smog mandacik zamiast mandatu

W stolicy Dolnego Śląska działa program „Czysta energia dla Wrocławia”, realizowany przez lokalnego dostawcę ciepła, Fortum. Spółka zobowiązała się, że przyłączy do sieci ciepłowniczej każdą śródmiejską nieruchomość z wewnętrzną instalacją grzewczą – proces ma trwać maksymalnie 12 miesięcy od chwili zgłoszenia. Fortum informuje, że w 2018 roku do wrocławskiej sieci przyłączono 139 nieruchomości (36 w centrum miasta) kosztem 60 mln złotych. W 2019 roku modernizacja objęła ok. 60 kolejnych, ok. 60 dalszych jest fazie analityczno-projektowej.

CZYTAJ TAKŻE: Są pieniądze na walkę ze smogiem

Szacuje się, że w 2018 roku – tylko w ramach tego przedsięwzięcia – zlikwidowano w mieście ok. 1,6 tys. palenisk i indywidualnych pieców. Dwa tysiące kolejnych usunięto dzięki działaniom w ramach Wrocławskiego Programu Antysmogowego #oddechwnormie, w którym na ochronę powietrza w latach 2018-28 miasto zamierza przeznaczyć 300 mln zł. Szacuje się, że we Wrocławiu działa jeszcze około 20 tys. palenisk węglowych (na początku lat 90. było ich około 80 tysięcy). Jednak aby duże miasta mogły odetchnąć, myśl o czystym powietrzu musi dotrzeć do okolicznych (i nie tylko) gmin. A tam ze świadomością i możliwościami różnie bywa.

Potrzebny szeroki front 

Jednak – co jest kluczowe – samorządy same nie udźwigną walki za smogiem. Potrzeba projektów rządowych i rozwiązań systemowych. Tymczasem działanie zachwalanego przez rząd programu „Czyste powietrze” pozostawia wiele do życzenia. Na montaż ekologicznych (lub mniej szkodliwych) źródeł energii przeznaczono – w zapowiedziach – 103 mld zł, z czego 63,3 mld zł miało by trafić do odbiorców w postaci dotacji, zaś 39,7 mld zł jako pożyczki. Przy starcie programu, ubiegłej jesieni, resort środowiska szacował, że może on objąć 3-4 mln domów jednorodzinnych (inne nie podlegają przepisom), co oznacza konieczność rozpatrzenia 300-400 tysięcy wniosków rocznie. Do lipca złożono blisko 70 tys. wniosków na 1 mld 580 mln zł, wydano 25 tys. decyzji o dofinansowaniu na ponad 434 mln zł. To nikły ułamek rocznego planu.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Ranking Samorządów 2019: Jak pomnażać podatkowe dochody

Dobra koniunktura to wyższe wypływy do wszystkich lokalnych budżetów. Najszybciej jednak rosną tam, gdzie ...

Ochrona konserwatorska nie będzie zaskakiwać

Gminy będą informować właścicieli, że ich nieruchomości trafiły do ewidencji zabytków. Dziś nie muszą ...

Przede wszystkim chodzi o demografię

Musimy zrobić wszystko, by młodzi zaczęli wracać. Ale do tego muszą mieć pracę i ...

Za elektrycznymi hulajnogami nie nadążają przepisy

Miały ułatwiać życie mieszkańcom dużych miast. Pomóc w szybkim i tanim przemieszczaniu się do ...

Mieszkańcy napędzają rozwój polskich metropolii

Miasta mogą się pochwalić wieloma atutami, jeśli chodzi o jakość zasobów rynku pracy – ...

Walka ze smogiem nie będzie tylko pustym zapisem na papierze

Samorządy, które nie będą realizować w praktyce programów ochrony jakości powietrza, zapłacą wysokie kary. ...