Podkarpackie wsie jak z Bawarii

Rozmowa | prof. Roman Kuźniar doradca prezydenta RP

Aktualizacja: 19.07.2015 17:46 Publikacja: 19.07.2015 17:02

Podkarpackie wsie jak z Bawarii

Foto: Fotorzepa/Radek Pasterski

Rzeczpospolita: Od lat mieszka pan w Warszawie, ale związki z Podkarpaciem są silne?

Roman Kuźniar
: Nawet bardzo. Urodziłem się Przemyślu, wychowałem w Krośnie i to wciąż moje miejsce. Jeżdżę często, choć nikt z rodziny już tam nie został. W Beskidzie Niskim zbudowałem swój drugi dom, w którym spędzam dużo czasu. Lubię tam pisać. Na studia wyjechałem do Warszawy. Też jest moim miastem, ale związek z Podkarpaciem jest specjalny.

Z perspektywy Warszawy region postrzegany jest jako zagłębie biedy, w niektórych statystykach wypada słabo, ale na miejscu tego nie widać.

Zdecydowanie, dzisiaj wsie podkarpackie wyglądają jak te z bogatych regionów Niemiec 30 lat temu – wszystko zadbane i czyste, trawniki przystrzyżone, przed każdym domem dwa samochody. Ludzie są bardzo zaradni, to pewnie po części efekt historii. Po II wojnie światowej struktura demograficzna nie została tak bardzo zniszczona jak w innych rejonach, widać też pozostałości mentalności jeszcze z czasów monarchii austro-węgierskiej. Gdy budowałem tam dom pod lasem, sąsiad z wioski obok zapewniał, że nie ma mowy, żeby coś zniknęło z otwartego placu budowy, ponieważ tak się nie robi i tyle. „Bo to grzech" – dodawał. Faktycznie nic nie zginęło, co z perspektywy Mazowsza wydaje się niemożliwe. Każdy majster i pomocnik wiedział, co do niego należy, nikogo nie trzeba było poganiać, nikt nie zaczynał dnia od butelki piwa.

Ludziom się po prostu chce coś robić, jest znacznie silniejsze niż gdzie indziej poczucie lokalnej wspólnoty. Pracuje się nie tylko na rzecz własnego gospodarstwa, ale myśli też o bliższych czy dalszych sąsiadach. Nie bez kozery na Podkarpacie i Małopolskę mówi się, iż to jakby nasza Bawaria – konserwatywne poglądy, ale jednocześnie szacunek do ciężkiej pracy i dbałość o otoczenie. Koło domu musi być czysto nie tylko dla własnej przyjemności – wszędzie w okolicy musi być tak samo.

Jakie zmiany widać na pierwszy rzut oka po przyjeździe z Warszawy?

Widać mądre wykorzystywanie środków unijnych, infrastruktura jest coraz lepsza. Miasteczka aż miło spojrzeć, ludzie, którzy nigdy tu nie byli albo mieli błędne wyobrażenie, są urzeczeni choćby wspomnianym Krosnem. W tym regionie nigdy nie było wielkiego przemysłu, a nieliczne duże zakłady i tak ostatecznie upadły.

Jednak ludzie poradzili sobie dzięki zmysłowi przedsiębiorczości, powstają tak zwłaszcza małe i średnie firmy. Media donosiły w tonach minorowych o upadku Huty Szkła w Krośnie, jaka to będzie katastrofa dla miasta. Gdy dziennikarze tam wrócili po kilku miesiącach, okazało się, że w Urzędzie Pracy nie ma tłumu, a ludzie znaleźli sobie zajęcie w już działających firmach bądź założyli własne. Huta zresztą przetrwała proces upadłościowy, ale lokalna społeczność dałaby sobie radę także przy negatywnym scenariuszu.

Całe Podkarpacie tak wygląda?

Niestety nie, podobnie jak w przypadku innych regionów nie jest on jednorodny. Północna część biedniejsza, pewnie bliższa stereotypom na temat całego Podkarpacia. Dobrze wygląda pas powiatów południowych od Jasła po Ustrzyki oraz Rzeszów i okolice. Jednak trudno w regionie znaleźć biedę, o jakiej się mówi w mediach, gdy wspominane jest tylko Podkarpacie.

Czy Dolina Lotnicza zmieni postrzeganie regionu?

To możliwe, ponieważ to projekt o dużej skali, a dodatkowo ciągle się rozwija. Gdy leciałem na konferencję z Warszawy do Rzeszowa, to byłem jednym z nielicznych pasażerów mówiących po polsku. Zmiany są ogromne, to miasto wykonało gigantyczny postęp, co cieszy podwójnie. Wielkie miasta, jak Warszawa czy Kraków, zawsze będą przyciągały inwestorów, tam już to nie robi wrażenia. W mniejszych jest inaczej, one muszą się bardziej starać, więc tym bardziej cieszy, gdy to się udaje.

Czy to nie ryzykowne stawiać na jeden kluczowy projekt?

Nie widzę zagrożenia, bo przemysł przetwórczy jest tam bardzo zróżnicowany i dominują małe i średnie przedsiębiorstwa. Także te, pracujące na rzecz Doliny Lotniczej spółki zatrudniają po kilkadziesiąt, góra kilkaset osób. Jest ich sporo, więc w masie robi się imponująco, jeśli chodzi o zatrudnienie. Taka struktura amortyzuje ryzyka czy upadki w skali regionu. Ludzie łatwiej znajdują pracę po sąsiedzku. To dużo zdrowsze podejście niż tworzenie molochów.

Rzeczpospolita: Od lat mieszka pan w Warszawie, ale związki z Podkarpaciem są silne?

Roman Kuźniar
: Nawet bardzo. Urodziłem się Przemyślu, wychowałem w Krośnie i to wciąż moje miejsce. Jeżdżę często, choć nikt z rodziny już tam nie został. W Beskidzie Niskim zbudowałem swój drugi dom, w którym spędzam dużo czasu. Lubię tam pisać. Na studia wyjechałem do Warszawy. Też jest moim miastem, ale związek z Podkarpaciem jest specjalny.

Pozostało 89% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Materiał partnera
Nowa trakcja turystyczna Pomorza Zachodniego
Materiał partnera
Dolny Śląsk mocno stawia na turystykę
Regiony
Samorządy na celowniku hakerów
Materiał partnera
Niezależność Energetyczna Miast i Gmin 2024 - Energia Miasta Szczecin
Regiony
Nie tylko infrastruktura, ale też kultura rozwijają regiony