Wojciech Tumidalski, wiceszef działu prawa „Rzeczpospolitej”
Wokół wyspy Bornholm, której powierzchnia jest trochę większa od Warszawy, wiedzie ścieżka rowerowa z fantastycznym widokiem na Morze Bałtyckie. Jest idealna. Nie ma prawie żadnych skrzyżowań z drogami dla samochodów. Jechaliśmy nią z żoną w czasie rowerowej podróży poślubnej na Bornholm. Kto wymyślił taką bezkolizyjną ścieżkę? Okazuje się, że ułożono ją w miejscu zlikwidowanej linii kolejowej biegnącej wokół wyspy. Kolej na Bornholmie była nieopłacalna, a rowerami jeżdżą wszyscy. Warsztaty samochodowe z kanałami i podnośnikami serwisują także rowery, i to chyba jest ich główne zajęcie. Z Bornholmu pamiętam i te widoki, i poczucie całkowitego bezpieczeństwa na drodze, gdy wiedziałem, że żaden samochód nie zatrąbi na rowerzystę, ani nie przejedzie zbyt blisko niego. Bezpiecznie było też zostawić w porcie rowery z całym turystycznym dobytkiem, i ruszyć w kilkugodzinny rejs na sąsiednią wyspę.