Jakub Kubiński, dyrektor Enea Bydgoszcz Triathlon

Jeżdżę na rowerze dla przyjemności od momentu, w którym zacząłem trenować triatlon. Początkowo była to tylko jedna z dyscyplin, w ramach której starałem się poprawić swoją formę, aby pojawiać się na mecie zawodów na jak najlepszej pozycji. Z czasem zacząłem jednak doceniać inne, pozasportowe walory jazdy na rowerze, które znajomy trener nazywa kolarstwem romantycznym. Przede wszystkim rower pozwala pokonywać spore dystanse. Dzięki temu mogę nie tylko trenować, ale też poznawać nowe miejsca w dosyć dużych odległościach od domu. W ten sposób odkryłem mnóstwo urokliwych miejsc, zjadłem niezliczone ilości pysznych deserów i przysmaków od lokalnych producentów, do których prawdopodobnie w inny sposób bym nie dotarł.

Rower stał się pretekstem do wyjazdów na zagraniczne obozy, na których mogę poznawać kulturę i gastronomię miejsc, w których zimą jest zdecydowanie ciepłej niż w Polsce. Tutaj głównym celem jest oczywiście budowanie formy, ale kto odmówi sobie włoskiej kawy czy hiszpańskich tapas po dobrym treningu? Łączę więc przyjemne z pożytecznym, zwłaszcza że takie wyjazdy da się pogodzić ze zdalną pracą.

Kilka lat temu dałem się namówić na bikepacking, czyli wyjazd rowerem z sakwami, w których wieziemy ze sobą wszystkie bagaże i np. namiot. Wspólnie z kolegą przejechaliśmy w ten sposób Palestynę, Jordanię i Egipt, przeżywając niesamowite przygody po drodze. Takie podróżowanie daje poczucie pełnej niezależności, pozwala nawiązywać interakcje z lokalnymi mieszkańcami i jeszcze lepiej poznawać inne kultury. To wspomnienia, które zostają na całe życie!

Wystarczy tylko wsiąść, pojechać w nieznane i odkrywać świat z nowej, rowerowej perspektywy.

Kto wie, jakie niespodzianki czy piękne widoczki czekają tuż za rogiem?