Raport: rząd znów daje „swoim” samorządom

Adobestock / Rochu_2008

Analiza wyników III tury podziału Rządowego Funduszu Inwestycji Lokalnych nie pozostawia złudzeń – znacząco więcej pieniędzy dostały te miasta i gminy, gdzie rządzi PiS – wynika z badań Fundacji im. Stefana Batorego.

W ramach III transzy RFIL do miast i gmin trafiło łącznie 1,35 mld zł, czyli 36,5 zł w przeliczeniu na jednego mieszkańca. Ale do samorządów, gdzie włodarz jest z PiS, trafiło nawet 10 razy więcej dotacji per capita niż do tam, gdzie rządzą osoby spoza obozu władzy – pokazuje najnowsze opracowanie przygotowane przez Fundację Batorego.

I tak, wśród gmin i miast o wielkości do 24 tys. mieszkańców, podmioty, gdzie rządzi PiS (włodarz jest członkiem tego ugrupowania lub kandydował podczas wyborów z list PiS lub był przez PiS popierany), otrzymały średnio 94 zł per capita. Tam gdzie rządzi „blok senacki” (osoby związane z opozycją, Koalicją Obywatelską, PSL, Lewicą) – już tylko 33 zł per capita. Trochę więcej, ale też wyraźniej mniej niż samorządy z PiS, dostały te, gdzie rządzi kontra-PiS (lokalni aktywiści, którzy konkurowali w wyborach z kandydatem z PiS) – 57 zł per capita oraz neutralni (pozostali) – 55 zł na głowę.

CZYTAJ TAKŻE: Metropolie kontra mniejsze miasta: ostra walka o pieniądze

Jeszcze większe różniące widać w większych miastach, powyżej 24 tys. mieszkańców (powiaty i województwa nie są uwzględnione w analizie). Te, gdzie rządzi PiS dostały średnio 87 zł per capita, te z opozycji – 8 zł per capita. W kontra-PiS to 16 zł, a wśród neutralnych – 19 zł na głowę.

„Podział środków powiela wcześniej występujący wzór” – komentują autorzy Jarosław Flis i Paweł Swianiewicz. Taki nierówny podział dotacji były już widoczny w II turze podział RFIL, gdzie dzielono 4 mld zł. Wówczas mniejsze podmioty z opozycji dostały 45 zł na głową, a te z PiS – 270 zł, zaś wśród tych większych – odpowiednio 18 i 198 zł.

Nadal więc większy samorząd, gdzie włodarz jest z PiS, otrzymuje ponad dziesięciokrotnie większe dotacje, zaś różnica w mniejszych podmiotach spadła z sześciu do trzech.

Choć widać wyraźne preferencje dla gmin mniejszych, to jednak większe gminy z burmistrzami z PiS nadal otrzymują średnio więcej niż małe gminy mające wójtów spoza partii rządzącej – czytamy w raporcie.

Eksperci zbadali też, jaka część gmin i miast nie dostała w ogóle pieniędzy z II i III transzy RFIL, a jaka część otrzymała je dwa razy. „Tu również widać jednoznaczny przechył – komentują autorzy badań. Nieomal wszystkie gminy rządzone przez włodarzy z PiS zostały dofinansowane, połowa z nich nawet dwukrotnie, a tylko 2 proc. nie dostała ani razu. Wśród podmiotów opozycyjnych – tylko 8 proc. wygrało konkurs dwa razy, 34 proc. – raz, a aż 58 proc. – ani razu, co oznacza, że nie dostały ani złotówki. Podobnie ten rozkład wygląda w przypadku gmin „kontra-PiS”, a nieco lepiej w przypadku gmin neutralnych.

CZYTAJ TAKŻE: Konkurs rozstrzygnięty. Rządowa pomoc znowu omija metropolie

Bardzo ciekawe wnioski płyną też z analizy złożonych wniosków (tym razem dotyczy to tylko II tury). Okazuje, że po pierwsze, samorządy rządzone przez PiS składały wnioski o średnio dwa razy większe kwoty (w przeliczeniu na mieszkańca) niż samorządy rządzone przez opozycję. Po drugie zaś,  przyznawano im też większą procentową wartość dotacji w stosunku do wniosku (odpowiednio 16 proc. i 2,9 proc.).

„Takie zestawienie nie zostawia złudzeń – drastyczne zróżnicowanie dofinansowania w zależności od przynależności włodarza nie wynika z aktywności w zgłaszaniu wniosków. Wręcz przeciwnie. Można się zastanawiać, dlaczego samorządy z włodarzami opozycyjnymi w ogóle podejmują trud składania wniosków, jeśli szanse powodzenia są tak marginalne – kilkukrotnie mniejsze niż w przypadku sąsiednich gmin, różniących się jedynie przynależnością partyjną włodarza – komentują autorzy badań.

CZYTAJ TAKŻE: Rząd daje tylko „swoim”? Samorządowcy chcą patrzeć mu na ręce

Ich zdaniem wyniki RFIL są przejawem jawnej dyskryminacji wybranych samorządów i uzasadnia brak zaufania do rządu w części miast i gmin.

„Analiza III transzy RFIL nie nastraja optymistycznie. Najwyraźniej publiczna krytyka, także ze strony organizacji samorządowych, nie zmieniła reguł podziału środków. Reguły te nie okazały się zatem „wypadkiem przy pracy” czy przejawem nadgorliwości administracji rekomendującej wnioski do dofinansowania. Są świadomą i celową polityką rządu” – podsumowują Jarosław Flis i Paweł Swianiewicz.

„Uprzywilejowane z tego powodu samorządy obejmują mniej niż jedną dziesiątą kraju. Pozostałe dziewięć dziesiątych Polski może liczyć na niewielkie fundusze rządowe zapewne tylko dlatego, że przy tak skromnym „stanie posiadania” obozu rządzącego we władzach samorządowych nie sposób całkowicie pominąć tych, którzy są zwycięskimi konkurentami tego obozu na poziomie lokalnym”  – dodają.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

4 czerwca w stolicy: Święto wolności i wiary

Warszawa będzie świętowała 30 rocznicę częściowo wolnych wyborów 1989 roku, a także 40 rocznicę ...

Mniej Polaków wyemigrowało. Główny kierunek to nie Wyspy

Nawet co piąty Polak, który przenosi się zagranicę na stałe, to mieszkaniec Śląska. Co ...

Szanse i wyzwania PPP

Partnerstwo publiczno-prywatne w centrum zainteresowania ekspertów – samorządowców, przedsiębiorców oraz prawników. Rozmawiali oni o ...

Podwójne przeszczepy

115 przeszczepów wykonano w tym roku w Samodzielnym Publicznym Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w Szczecinie. ...

Ogrody deszczowe w Łodzi finansowane z Norwegii

Szkoły w Łodzi uruchomią 120 ogrodów deszczowych, które mają poprawić retencję w mieście i ...

Ręce przy sobie. Samorządy szykują się na „kontrolowaną normalność”

Samorządy kupują automaty do darmowej dezynfekcji rąk. Są montowane na ulicach, ale też mają ...