Samoizolacja Polaków sprawiła, że wiatr zawiał w żagle tych firm

Firmy oferujące usługi e-learningowe oraz audiobooki zyskują w czasach epidemii wielu nowych użytkowników.
Fot. Pixabay

Polska w ekspresowym tempie przestawia się na pracę zdalną. Dla części przedsiębiorstw to życiowa szansa.

Naturalną metodą unikania bezpośrednich kontaktów z innymi ludźmi stały się dziś wideokonferencje. Według fundacji Instrat 26 proc. pracowników w Polsce pracuje w branżach, w których potencjał pracy zdalnej jest wysoki. Tu największą popularnością cieszą się programy globalnych gigantów: takich jak amerykański Zoom, Microsoft Teams czy kultowy już Skype. W ich cieniu jednak szansę dostały też mniejsze polskie firmy.

Należy do nich choćby krakowskie Eventory, które postanowiło wykorzystać popularność zagranicznych rozwiązań. Dlatego dostarcza technologię – zintegrowaną m.in. z aplikacją Zoom – do skutecznej organizacji, przeprowadzenia, monitorowania oraz mierzenia spotkań, także tych online.

– Eventory to platforma do zarządzania, ujednolicania, usprawniania, upraszczania procesów związanych z eventami offline i online. Zmniejsza tym samym ich koszty; pomaga zwiększyć poziom zaangażowania uczestników; ułatwia nawiązywanie relacji – wylicza w rozmowie z nami Andrzej Targosz, założyciel i prezes firmy.

Szkoły w trybie wirtualnym

Warszawski Betacom działa w obszarze edukacji online. Zamknięcie szkół spółka przyjęła spokojnie: rozwiązanie Betacomu nie jest nieznane w województwie wielkopolskim. Spółka wdraża tam swój program Eduwarebox w ramach programu Cyfrowa Szkoła Wielkopolsk@2020.

CZYTAJ TAKŻE: Koronawirus pogrąża miejskie budżety. Zapłacą również mieszkańcy

– Wiadomość o zamknięciu placówek edukacyjnych nie była dla nas zaskoczeniem, w sytuacji gdy wirus tak szybko się rozprzestrzenia – komentował w połowie marca prezes Betacomu Bartłomiej Antczak. – Od kilku tygodni w rozmowach z naszymi partnerami edukacyjnymi obserwujemy większe zainteresowanie platformą Eduwarebox. Szczególnie w obszarze wsparcia nauczania na odległość, przy scenariuszu lekcji nierealizowanych w salach lekcyjnych – dodaje.

Prezes wyjaśnia, że w rozmowach prowadzonych na szczeblu Ministerstwa Edukacji i innych jednostek, odpowiadających za edukację na rynkach europejskich, główny nacisk został położony na wsparcie pracy nauczycieli w opracowaniu planów zajęć, łączeniu celów lekcyjnych z repozytoriami treści cyfrowych. Ważne jest także zapewnienie komfortu i bezpieczeństwa pracy nauczyciela i uczniów spotykających się w wirtualnych salach zajęciowych.

– Myślę, że obecny kryzys przyspieszy cyfrową transformację szkół poprzez efektywne wykorzystywanie platform, takich jak Eduwarebox. Część wypracowanych mechanizmów wpłynie również na efektywność procesu uczenia i pozostanie w użyciu. Również w momencie przywrócenia normalnego modelu funkcjonowania życia w szkołach – ocenia Antczak.

Nowe języki na czas kwarantanny

Miłosz Ryniecki, współzałożyciel Fluentbe, internetowej szkoły językowej, też dostrzega zmiany. – Rzeczywiście nauka online jest jedną z niewielu branż, które korzystają na zmianach wywołanych obecną sytuacją – mówi „Życiu Regionów”. – Wiele dorosłych osób postanowiło wypróbować możliwości, które oferujemy naszym studentom już od prawie pięciu lat. Duże zainteresowanie dostrzegamy też wśród dzieci naszych kursantów. Z tego powodu postanowiliśmy nawet uruchomić oddzielny dział nauczania dla dzieci. Zainteresowanie kursami angielskiego online we Fluentbe wzrosło prawie dwukrotnie, porównując z okresem przed pandemią – ocenia.

CZYTAJ TAKŻE: Unijne miliony z regionalnych programów pójdą na walkę z koronawirusem

Podobne wrażenia ma Jakub Folczak, menedżer ds. rozwoju w Universality, darmowej platformie ułatwiającej prowadzenie zajęć online.

– Otrzymaliśmy rekomendacje ministerstw Cyfryzacji, Nauki i Szkolnictwa Wyższego oraz Govtech – podkreśla Folczak. – Dzięki szybkim zmianom na naszej platformie, dostosowującym ją do nauki w szkołach średnich i podstawowych, w ciągu tygodnia liczba użytkowników wzrosła o 120 proc. – szacuje.

Universality zachęca prostotą w obsłudze, darmowością, a zwłaszcza – dostosowaniem do realiów nauki online. – Jeszcze kilkanaście dni temu byliśmy rozwiązaniem przeznaczonym dla studentów – konkluduje. – Byliśmy w stanie błyskawicznie dopasować się jednak do potrzeb wszystkich typów szkół. Doświadczenie zdobyte w ostatnim roku dzięki współpracy z największymi uczelniami wyższymi w Polsce bardzo nam w tym pomogło. Staramy się cały czas utrzymywać ścisły kontakt z naszymi użytkownikami, aby zbierać feedback o tym, jakich funkcji potrzebują do efektywnego przekazywania i przyswajania wiedzy. Na naszej platformie mogą być prowadzone zajęcia z różnorodnych przedmiotów szkolnych. I faktycznie: są prowadzone. Nawet takie jak WF czy religia – zaznacza.

Trudno się dziwić, że spory przyrost użytkowników w ostatnich dwóch tygodniach poddał serwery firmy dużej próbie. Przez chwilę pod koniec marca użytkownicy zgłaszali nieco wolniejsze działanie platformy. Szybko powołano sztab kryzysowy i obecnie żadna liczba użytkowników nie powinna wpłynąć na jej działanie, uspokaja Folczak.

Izolacja sprzyja (audio)literaturze

Audioteka, mający już niemało doświadczenia na polskim rynku serwis z audiobookami i słuchowiskami, ma obecnie największy katalog audiobooków w języku polskim. Dzięki pandemii koronawirusa, paradoksalnie, dostał wiatru w żagle. Audiobooki z jego oferty są teraz chętnie słuchane.

CZYTAJ TAKŻE: Opory listonoszy to jeszcze nic. Prawdziwy bojkot wyborów szykują samorządowcy

– Faktycznie zauważamy, że w czasie kwarantanny zainteresowanie naszymi usługami rośnie – przyznaje prezes firmy Marcin Beme. – Słuchacze doceniają wygodny dostęp do atrakcyjnych treści – audiobooków, audioseriali czy podcastów. Co ważne, część naszych produkcji oferujemy bezpłatnie. Serwery działają bez szwanku: obsługujemy około 1,5 miliona słuchaczy miesięcznie. Rozwój naszych aplikacji jest realizowany zgodnie z planami – opisuje.

Co ciekawe, większość studiów nagraniowych firmy tradycyjnie działa zdalnie, dzięki czemu pracujący aktorzy mają teraz zajęcie. Podobnie jest z rozliczeniami z dostawcami treści i ich twórcami.
– Staramy się robić więcej. Chcemy pomóc w walce z epidemią – deklaruje Beme. – Nie potrafimy produkować respiratorów, ale dzielimy się tym, co potrafimy najlepiej: czyli dobrze opowiedzianą historią. W ostatnich dniach wraz z naszymi słuchaczami zorganizowaliśmy akcję przekazania całego dochodu ze sprzedaży najważniejszej premiery tego półrocza, czyli nowej części serii o Chyłce autorstwa Remigiusza Mroza, na wsparcie zakupu sprzętu dla szpitali. Kupując audiobooka, można po prostu pomóc – tłumaczy Beme.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Trzy dekady samorządności

27 maja przypada 30. rocznica pierwszych w pełni wolnych wyborów w powojennej Polsce – ...

Coraz wyższe standardy leczenia. Szpital Wojewódzki w Szczecinie z nowym budynkiem

Samodzielny Publiczny Wojewódzki Szpital Zespolony z nowym budynkiem przy ul. Arkońskiej. Docelowo znajdować się ...

Miasta za, a nawet przeciw. Wybory „muszą być dobrze przygotowane”

Związek Miast Polskich i Unia Metropolii Polskich popierają zamiar wprowadzenia w Polsce w większej ...

W rękawiczkach za kierownicą. Jak urzędy chronią przed epidemią

W niektórych miastach mieszkańcom wchodzącym do urzędu dezynfekowane są ręce, a kierowcy komunikacji miejskiej ...

Starosta aleksandrowski: Inwestycje zostaną ograniczone

– Kuracjusze przyjeżdżają, ale obiekty sanatoryjne nie mają pełnego obłożenia. Wynikać to może ze ...

Dynamiczny wzrost branży IT w Lublinie

Do rozwoju gospodarczego Lublina w ostatniej dekadzie w dużej mierze przyczynił się dynamiczny wzrost ...