Nie mieliśmy wątpliwości

Reforma samorządowa | Gminy zyskały prawdziwego gospodarza, który wie, co robić.

Publikacja: 18.07.2013 01:27

Premier Mazowiecki na szczęście dla reformy samorządowej ogłosił, że wybory odbędą się w maju 1990 r

Premier Mazowiecki na szczęście dla reformy samorządowej ogłosił, że wybory odbędą się w maju 1990 roku

Foto: Rzeczpospolita, Anna Pietuszko Anna Pietuszko

Spośród reform wprowadzonych po 1989 r. na dobrą sprawę jedyną, której celowości i wagi dotychczas nie zakwestionowano, jest reforma samorządowa. Krytykowano niektóre jej rozwiązania, na przykład liczbę województw czy wprowadzenie powiatów, ale generalnie przyjęty w 1990 r. kierunek zmian w naszej administracji lokalnej nie został nigdy frontalnie zaatakowany.

Tu i ówdzie zdarzały się na początku transformacji systemowej medialne ubolewania, że nowe władze gmin sprywatyzują wszystko, a nowi właściciele pozamykają księgarnie i sklepy z żywnością, by w ich miejsce czym prędzej pootwierać butiki. Ale okazało się, że ludzie chcą nadal jeść, a nawet czytać książki. I wtedy nawet najbardziej lękliwi umilkli.

A samorządowa prywatyzacja, i owszem, ruszyła z kopyta. Po roku od wyboru pierwszych władz samorządowych niemal 100 proc. handlu detalicznego i 70 proc. hurtowego znalazło się w rękach prywatnych. Gminy zaczęły szybko porządkować sprawy własności mienia komunalnego, zakładając dla swoich nieruchomości księgi wieczyste wszędzie tam, gdzie ich jeszcze nie było, tworząc w ten sposób potrzebną obudowę prawną dla poważniejszych inwestycji infrastrukturalnych (wodociągi, kanalizacja, oczyszczalnie ścieków, łącza gazowe i elektryczne, drogi).

Gminy po dziesiątkach lat niemrawego zarządzania zyskały nareszcie prawdziwego gospodarza, który po prostu wiedział, co robić, i nie musiał pytać się żadnej innej zwierzchności, czy wolno mu zrobić to, co zamierza.

Gdybym musiał wskazać, co zdecydowało o gminnym cywilizacyjnym przyspieszeniu, to na końcu wymieniłbym wolne demokratyczne wybory. Oczywiście bez nich nie sposób mówić w ogóle o współczesnym samorządzie. Ale zdecydowanie ważniejsze jest to, że gminy, poza demokratycznie wybranymi władzami, mają teraz osobowość prawną. To sprawiło, że stały się prawdziwymi właścicielami mienia komunalnego, mają odrębne, samodzielnie uchwalane bud- żety zasilane nie tylko podatkami lokalnymi, ale także udziałami w podatkach państwowych. Poza tym nadzór nad samorządem ma charakter wyłącznie prawny (legalny).

Prace nad reformą

Mało jednak brakowało, żeby sprawy samorządowe potoczyły się w 1989 r. po  całkowicie ślepym torze. Mniej więcej w połowie października 1989 r. dotarła do mnie, wówczas przewodniczącego senackiej komisji samorządu terytorialnego, niepokojąca informacja, że pewne kręgi rządowe chciałyby jeszcze w grudniu tego roku przeprowadzić wybory do rad narodowych, po skróceniu kadencji starych, by zaspokoić ambicje prących do władzy komitetów obywatelskich, a całą reformę samorządową odłożyć na dwa lata. Uzasadniano to w ten sposób,   że będzie można spokojnie przygotować wszystkie potrzebne ustawy, zrobić z nich zgrabny pakiecik i – jak mnie pouczano –  dopiero  po zawiązaniu na nim kokardki przekazać go do Sejmu.

Na dobre przerażony taką wizją pobiegłem do ówczesnego marszałka Senatu prof. Andrzeja Stelmachowskiego, by w pierwszej kolejności podzielić się z nim tymi hiobowymi wiadomościami i wspólnie zastanowić się, jak temu przeciwdziałać. Byłem pełen najgorszych przeczuć. Senat jeszcze w lipcu 1989 r., na pierwszym swoim merytorycznym posiedzeniu, podjął uchwałę o inicjatywie ustawodawczej w zakresie samorządu. Prace nad projektami ustaw toczyły się już zdecydowanym rytmem. I co? Mieliśmy to wszystko przerwać? Co powiedzielibyśmy ludziom, którym obiecywaliśmy w kampanii wyborczej powrót autentycznego samorządu w myśl deklaracji ogłoszonych jeszcze w 1981 r. w trakcie I Zjazdu Solidarności w gdańskiej Oliwii?

– Niech pan zajmie się swoją robotą, a politykę zostawi mnie – usłyszałem z ust marszałka. Ale uspokoiłem się dopiero wówczas, kiedy premier Mazowiecki ogłosił, że wybory samorządowe odbędą się w maju następnego, czyli 1990 r.

Nie ruszać fundamentu

Jeśli przeanalizuje się kolejne nowelizacje ustawodawstwa samorządowego, uderzają nieustanne machinacje wokół zasad wyboru radnych i zarządów, pozycji radnych, zakresu ich uprawnień. Ale na szczęście zmiany te, moim zdaniem rzadko korzystne dla idei samorządu, omijają kwestie fundamentalne dla jakości władzy publicznej w Polsce lokalnej.  Prezydent Szczurek długo zapewne będzie rządził w Gdyni, niezależnie od tego, czy wybory będą bezpośrednie czy pośrednie. Póki więc nie naruszymy własnościowego fundamentu samorządności, możemy być spokojni o przyszłość. Ale pamiętajmy, licho nie śpi.

Jeśli w jakimś mieście popełniono poważny błąd inwestycyjny, a popełniono ich trochę w związku z deszczem pieniędzy unijnych, to – zauważmy – cień kładzie się na całym samorządzie, z ledwo skrywanym domniemaniem, że gdyby lejce trzymała władza centralna, na pewno tak istotnego błędu by nie popełniono. I to jest relikt postkomunistycznego myślenia w naszych głowach.

Błędy się zdarzają

Nieraz nachodzi mnie  smutna refleksja, że politycy na dobrą sprawę różnią się głównie rodzajem  popełnianych błędów. A jeśli tak, to błąd popełniony w centrum będzie się multiplikował w całym państwie. Gdy natomiast popełnimy go jedynie w miejscowości A, będzie skutecznie odstraszał inne gminy, które dzięki temu go nie powtórzą.  Bo pouczające są nie tylko dobre praktyki, które oczywiście należy upowszechniać.

Po roku od wyborów samorządowych nikt nie miał już wątpliwości, że samorząd terytorialny to jest to.  Przekonał się do niego nawet Leszek Balcerowicz, który – jak wspomina w swojej książce „800 dni" – początkowo sceptycznie patrzył na samorządowy eksperyment, a szczególnie na fakt, że blisko 40 proc. finansów publicznych wymknęło mu się mu spod kontroli. A przekonała go przede wszystkim prywatyzacyjna dzielność samorządu i szybko nabywana umiejętność tworzenia odpowiednich warunków do pozyskiwania inwestycji zewnętrznych. Jerzy Regulski, Walerian Pańko, Michał Kulesza i niżej podpisany nigdy nie mieliśmy co do tego żadnych wątpliwości.

Jerzy Stępień, prawnik, polityk, prezes Trybunału Konstytucyjnego w latach 2006–2008

Spośród reform wprowadzonych po 1989 r. na dobrą sprawę jedyną, której celowości i wagi dotychczas nie zakwestionowano, jest reforma samorządowa. Krytykowano niektóre jej rozwiązania, na przykład liczbę województw czy wprowadzenie powiatów, ale generalnie przyjęty w 1990 r. kierunek zmian w naszej administracji lokalnej nie został nigdy frontalnie zaatakowany.

Tu i ówdzie zdarzały się na początku transformacji systemowej medialne ubolewania, że nowe władze gmin sprywatyzują wszystko, a nowi właściciele pozamykają księgarnie i sklepy z żywnością, by w ich miejsce czym prędzej pootwierać butiki. Ale okazało się, że ludzie chcą nadal jeść, a nawet czytać książki. I wtedy nawet najbardziej lękliwi umilkli.

Pozostało 88% artykułu
Materiał partnera
Ku lepszej przyszłości miast dla ludzi i planety
Regiony
Dolny Śląsk z szeroką ofertą dla biznesu
Regiony
Skandynawia jest w Szczecinie
Materiał Promocyjny
SSC/GBS Leadership Program 2023
Regiony
Katowickie rowery coraz bardziej popularne
Regiony
Białystok efektywnie wspiera seniorów