Trener, który umie pomóc szczęściu

Maciej Skorża jest dziś najpopularniejszym szkoleniowcem Wielkopolski. A może być jeszcze lepiej.

Aktualizacja: 01.06.2015 19:24 Publikacja: 01.06.2015 17:40

Trener, który umie pomóc szczęściu

Foto: Fotorzepa/Bartosz Jankowski

Po wygranym 2:1 meczu z Lechią w Gdańsku Lech utrzymał pierwsze miejsce w tabeli ekstraklasy, z przewagą dwóch punktów nad Legią, na trzy kolejki przed zakończeniem rozgrywek. Kiedy ten numer „Życia Wielkopolski" trafi do rąk czytelników, będzie już wiadomo, czy Lech tę przewagę utrzymał.

Maciej Skorża na wszelki wypadek wyłączył telefon. Nie chciał analizować, oceniać szans, obiecywać. W umowie ma zapisany zakaz udzielania dziennikarzom wywiadów przez telefon. W jego fachu lepiej za dużo nie mówić. Trzy lata temu, kiedy Skorża był trenerem Legii, też wydawało się, że ma tytuł mistrza w kieszeni. Ale końcówka sezonu okazała się dla Legii zabójcza. Przegrała właśnie w Gdańsku i ostatecznie zajęła trzecie miejsce.

Teraz sytuacja wydawała się trudniejsza, ale, co podkreśla m.in. były reprezentacyjny piłkarz, agent Roberta Lewandowskiego Cezary Kucharski: „Maciek Skorża jest już innym trenerem, coraz bardziej doświadczonym, w każdym sezonie lepszym". Tę opinię podziela wielu innych fachowców. Nie mówi się już o Skorży, że ma szczęście, ale wie co zrobić, aby szczęściu pomóc.

Legia na wagarach

Jego kariera jest nietypowa. Chłopak z Radomia grał najpierw w drużynie juniorów tamtejszego Radomiaka. Odstawał jednak od kolegów, a w dodatku miał wydolność słabszą niż oni. W wieku 12–13 lat postanowił, że zostanie trenerem.

– W Radomiu nie było wielkiej piłki – opowiadał. – Urywałem się ze szkoły, jechałem pociągiem sto kilometrów do Warszawy, żeby obejrzeć na treningu lub w meczu moich ulubionych piłkarzy Legii: Jacka Kazimierskiego, Dariusza Dziekanowskiego, Andrzeja Buncola.

Coś tam notował, a kolegom mówił, że kiedyś, jak już sam zostanie trenerem, to mu się te notatki przydadzą. Koledzy tylko dlatego nie pukali się w czoło, że lubili Maćka.

Wszyscy go zawsze lubili. Rówieśnicy – bo był dobrym kolegą. Starsi – bo był dobrze wychowany i miał dla nich szacunek. Piłkarze, z którymi później pracował – bo nawet jak ich krytykował, to nigdy nie obrażał. I, co w w środowisku piłkarskim niezwykłe, przeklinał, jak już naprawdę musiał. Wiedzą coś o tym słabi sędziowie prowadzący mecze jego drużyn.

– No i dobrze – mówi Stefan Majewski, były reprezentant Polski i w pewnym stopniu promotor Skorży. – Musi umieć zakląć, krzyknąć, unieść się, żeby sobie nie pomyślano, że można mu wejść na głowę. Ja wiem, że nie można. A jak sobie coś zaplanuje, będzie dążył do celu za wszelką cenę.

Niedokończony doktorat

Chociaż w drużynie uczelnianej AZS AWF też nie grał pierwszych skrzypiec, poza boiskiem miał cechy przywódcy i dobrego organizatora. No i to szaleństwo na punkcie piłki. Widząc je, jeden z wykładowców, Rudolf Kapera, były trener Legii, człowiek ze swoją uczciwością odstający od wizerunku trenera piłkarskiego, polecił Skorżę Pawłowi Janasowi.

Student Skorża napisał pracę magisterską na temat okresu przygotowawczego Legii, opracowanego przez trzech różnych trenerów. Obiektem jego studiów stała się przy okazji praca Pawła Janasa. Skorżę tak to zainteresowało, że stworzył własny program komputerowy służący do analizy gry. W latach 90. to było coś nowego. Otworzył nawet na ten temat przewód doktorski u profesora Zenona Ważnego. – To trwało cztery lata – opowiada Skorża. – Można powiedzieć, że otworzyłem przewód i zamknąłem. Kiedy wyjechałem z Warszawy do Wronek, nie miałem już czasu na doktorat.

Janas przyjął Skorżę na staż w Legii tylko dlatego, że polecił go Kapera. Początkowo traktował go z rezerwą, przyglądał się, jak trenuje juniorów Legii. Ale w roku 1995 Legia awansowała do Ligi Mistrzów i każde ręce były potrzebne. Przeciwników Legii: Blackburn, Rosenborg, Spartaka i Panathinaikos, obserwował Mirosław Jabłoński, ale analizę na podstawie nagrań VHS robił Maciej Skorża.

Wtedy Janas zmienił o nim zdanie i już nigdy o nim nie zapomniał. Powierzył mu „bank informacji" w prowadzonej przez siebie reprezentacji olimpijskiej. Kiedy potrzebował trenera, który ogarnąłby cały system szkolenia młodzieży w Amice Wronki, poprosił Skorżę, mimo że jego doświadczenie nie było duże. I dobrze na tym wyszedł.

Z Juniorami Amiki Skorża zdobył w roku 2002 mistrzostwo Polski. Miał wtedy 30 lat. Dwa lata później został trenerem Amiki w ekstraklasie. Janas, który awansował na trenera pierwszej reprezentacji Polski, zatrudnił go jako asystenta. Ku zdziwieniu trenerów starszej daty. Kiedy Skorża przyjechał pierwszy raz na zgrupowanie kadry do Wronek, wielu dziennikarzy myślało, że to nieznany nam dobrze z twarzy bramkarz Maciej Nalepa z Karpat Lwów. Rzadko się zdarza taka kariera.

Staż u Beniteza

Rzadkością jest też szczególne zaufanie. Może to rodzaj wdzięczności, a może wewnętrzna potrzeba, ale kiedy Maciej Skorża zaczął pracować na własny rachunek i stał się jednym z najbardziej pożądanych trenerów w kraju, często miał obok siebie Rafała Janasa, syna Pawła, dziś trenera reprezentacji do lat 19.

Rafał Janas był asystentem Skorży w Wiśle Kraków, Legii i saudyjskim klubie Al-Ettifaq. W sumie ponad sześć lat. – Pracowaliśmy razem, bo czuliśmy więź kulturową i patrzyliśmy na piłkę tymi samymi oczami. Maciek jest profesjonalistą, zawsze przygotowanym do treningów i meczów. No i dobrym, uczciwym człowiekiem – mówi Rafał Janas.

Skorża czyta zagraniczną fachową literaturę i kiedy tylko może, wyjeżdża na staże. Był u Zdenka Zemana w Lecce, Berta van Marwijka w Dortmundzie. Spędził dwa tygodnie w Liverpoolu trenowanym przez Rafaela Beniteza.

– Dopiero wtedy zrozumiałem, na czym polega praca trenera – opowiadał. – Choć to było kilka lat temu, nadal korzystam z wiedzy, którą wówczas zdobyłem.

Dziś, w wieku 43 lat, Maciej Skorża ma za sobą dwa tytuły mistrza Polski zdobyte z Wisłą Kraków, dwukrotny triumf z Legią w rozgrywkach o Puchar Polski i to samo trofeum wywalczone z Groclinem Dyskobolią. Za największy sukces uważa nie wywalczenie tytułu z Wisłą w roku 2008, ale obronienie go w następnym sezonie oraz awans z Legią do 1/16 Ligi Europejskiej. Dopiero na tym etapie wiosną 2012 roku Legia została wyeliminowana przez Sporting Lizbona.

W trakcie tamtego sezonu Legia sprzedała aż trzech ważnych zawodników: Ariela Borysiuka, Marcina Komorowskiego i Macieja Rybusa. Osłabiła się tak, że nie bardzo miał kto grać. I zajmując pierwsze miejsce w lidze, straciła je w ostatniej chwili. Zadecydowała o tym porażka z Lechią w Gdańsku. Teraz, kiedy do Gdańska w roli lidera jechał Lech, Maciej Skorża myślał o tamtej porażce i wmawiał sobie jedno: drugi raz to się nie może zdarzyć.

Lech wygrał w Gdańsku, zachował przewagę nad Legią i kiedy powstawał ten tekst, Skorża miał nadzieję, że zdobędzie swój trzeci tytuł mistrza Polski. – To się należy i Lechowi, i Wielkopolsce, z którą jestem związany emocjonalnie. Spędziłem tu w sumie siedem lat. Tutaj zaczęła się moja prawdziwa przygoda z wielką piłką, tu odniosłem pierwszy sukces jako trener juniorów Amiki. Niezależnie od tego, gdzie pracowałem – w Amice, Groclinie czy Lechu – zawsze mieszkałem w Poznaniu. W tym mieście urodzili się obydwaj moi synowie. Mam sentyment do tego miasta, więc tym bardziej chciałbym zapisać się w historii Lecha jako trener mistrza Polski – mówi Skorża.

A że na stałe trener Lecha Poznań Maciej Skorża mieszka na warszawskim Wilanowie, to już inna historia. Taka uroda tego fachu.

Materiał partnera
Dolny Śląsk mocno stawia na turystykę
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Regiony
Samorządy na celowniku hakerów
Materiał partnera
Niezależność Energetyczna Miast i Gmin 2024 - Energia Miasta Szczecin
Regiony
Nie tylko infrastruktura, ale też kultura rozwijają regiony
Materiał Promocyjny
Naukowa Fundacja Polpharmy ogłasza start XXIII edycji Konkursu o Grant Fundacji
Regiony
Tychy: Rządy w mieście przejmuje komisarz wybrany przez Mateusza Morawieckiego