Moda na miejskie pasieki

Na jednym z katowickich biurowców pojawiły się ule. Jeszcze w sierpniu staną na kolejnych budynkach.

Publikacja: 16.08.2016 23:00

Moda na ule w aglomeracjach przyszła do nas z Zachodu

Moda na ule w aglomeracjach przyszła do nas z Zachodu

Foto: Pszczelarium

- Idea miejskich pasiek i pomagania pszczołom przebija się w internecie i mamy coraz większe zainteresowanie pasiekami w miastach – mówi Kamil Baj, twórca Pszczelarium.pl, promującego miejskie pasieki.

Ten pomysł zaczął realizować kilka lat temu. – Chciałem wykorzystać swoje 20-letnie pszczelarskie doświadczenie. Rodzice mieli pasieki, a ja im przy nich pomagałem. Kiedy pracowałem w korporacji w Warszawie, wydawało mi się, że nie można tego pogodzić z hodowlą pszczół, ale jednak da się – opowiada Kamil Baj.

Pierwsze ule na dachach biurowców postawił w Warszawie. Ustawiane są zwykle na kilku-, kilkunastopiętrowych budynkach. Potem Pszczelarium pasieki zaczęło ustawiać w kilku miastach wokół stolicy. Tymi ulami opiekuje się sam Kamil. Teraz promowana przez niego oraz Agnieszkę Skórską idea dotarła także na Śląsk i Pomorze.

W obu regionach para pszczelarzy ma swoich współpracowników, którzy dbają o ule. W stolicy Śląska małą pasiekę ustawiono na dachu biurowca Nowego Katowickiego Centrum Biznesu przy ul. Chorzowskiej.

- Pomysł umieszczenia uli na dachu biurowca był inicjatywą jednego z naszych najemców. Początkowo z rezerwą podeszliśmy do pomysłu, bo nie codziennie mamy do czynienia z ulami w środku miasta, ale po zgłębieniu tematu okazało się, że do tej pory w Warszawie stanęło już 70 uli na dachach biurowców, hoteli i galerii handlowych, a na Zachodzie ten trend rozwija się już od kilku lat – opowiada Magdalena Bienia, zarządca biurowca, reprezentująca spółkę Sajara.

Dodaje, że ule można znaleźć w Paryżu, Londynie czy Nowym Jorku, a rozmaite instytucje biją na alarm, że pszczoły są teraz zagrożonym gatunkiem. - Bez nich i dla nas przetrwanie może stać się wyzwaniem, postanowiliśmy dać im szansę i pomóc - udostępniając nasz dach – dodaje Bienia.

Podkreśla, że wbrew temu, co można przypuszczać, w miastach pszczołom jest łatwiej przetrwać, ponieważ roślinność jest wolna od oprysków, a miód, który wytwarzają, jest równie zdrowy i bez zanieczyszczeń, spełnia też wszystkie konieczne normy. Przedstawicielka firmy Sajara przyznaje, że informacja o ulach na dachach na początku zazwyczaj wywołuje zdziwienie u osób, które dowiadują się o miejskiej pasiece, ale zaraz potem ich zainteresowanie.

- Zdarzają się też głosy przerażenia, ale są one najczęściej wynikiem niewielkiej świadomości, a po bliższym zapoznaniu z faktami słyszymy o aprobacie naszych działań – zapewnia Magdalena Bienia.

Na razie na biurowcu NKBC są dwa ule z dwiema pszczelimi rodzinami. Ale nie jest wykluczone, że wkrótce będzie ich więcej. - Przypatrujemy się, jak zaaklimatyzują się pszczoły oraz jaki będzie to miało wpływ na bezpośrednie otoczenie. Być może zdecydujemy się na kolejne ule w przyszłym roku – mówi przedstawicielka firmy Sajara.

Dodaje, że kolejne pszczele rodziny mogą zamieszkać zarówno na dachu NKCB jak i innych nieruchomości, którymi spółka się zajmuje.

Kamil Baj zapowiada, że tak stanie się jeszcze w sierpniu. Ule pojawią się na innym katowickim biurowcu, ale twórca Pszczelarium na razie nie zdradza, na którym. – Nie mamy jeszcze podpisanej umowy – tłumaczy. Ujawnia, że Pszczelarium rozmawia z kolejną firmą z Katowic, która chce mieć pasiekę na dachu.

– Firmy zainteresowane ulami u siebie zwykle same nas znajdują. Jeśli już się zgodzą na miejską pasiekę, to biorą pod uwagę, że to długoterminowy projekt, a nie na jeden sezon, bo by postawić ule musimy rozmnożyć na ziemi pszczele rodziny – tłumaczy Kamil Baj.

Przyznaje, że firmy, które wchodzą w projekt, muszą płacić abonament, bo z samego miodu inwestycja się nie zwróci. Kosztuje on kilka tysięcy złotych rocznie. – U nas ule są finansowane przez pomysłodawcę, czyli firmę Unilever. Zatem decyzja o tym, co dalej zadzieje się z miodem pozostaje w rękach najemcy. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że trafią na katowickie stoły – mówi Magdalena Bienia.

Wszystko wskazuje, że wkrótce będzie do zjedzenia więcej miodu z katowickich uli. – Im więcej pszczół, tym lepsze zapylanie, co jest ważne również dla nas ludzi – tłumaczy Baj.

Materiał partnera
Dolny Śląsk mocno stawia na turystykę
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Regiony
Samorządy na celowniku hakerów
Materiał partnera
Niezależność Energetyczna Miast i Gmin 2024 - Energia Miasta Szczecin
Regiony
Nie tylko infrastruktura, ale też kultura rozwijają regiony
Regiony
Tychy: Rządy w mieście przejmuje komisarz wybrany przez Mateusza Morawieckiego