Reklama

Bogdan Serwiński, szkoleniowiec siatkarek Muszynianki, odszedł po 30 latach z pracy

Szkoleniowiec siatkarek Muszynianki zrezygnował po 30 latach z pracy. Mało kto się tego spodziewał.
Bogdan Serwiński otrzymał tytuł trenera roku przyznany przez Polski Komitet Olimpijski za całokształ

Bogdan Serwiński otrzymał tytuł trenera roku przyznany przez Polski Komitet Olimpijski za całokształt pracy w 2009 roku.

Foto: Fotorzepa

Pod sam koniec starego roku na stronie internetowej klubu ukazało się krótkie oświadczenie: „Wynik oraz poziom sportowy zespołu to najistotniejsze kryteria oceny pracy trenera. Ani jedno, ani drugie nie jest dla mnie satysfakcjonujące. W profesjonalnym sporcie, jakim jest siatkówka, pierwszy trener obciążony jest jednoznaczną odpowiedzialnością. Stąd też moja decyzja o rezygnacji z prowadzenia zespołu. Po wnikliwej analizie, z której jasno wynikało, że parametry sportowe są zdecydowanie niższe niż w sezonach poprzednich oraz po długiej dyskusji z prezesem Jeżowskim oraz trenerami Litwinem i Wojtowiczem moja wizja zmian została zaakceptowana. Jestem przekonany, że Ryszard i Marcin natchną zespół wiarą i nadzieją i na koniec sezonu wszyscy będą usatysfakcjonowani". Podpisał Bogdan Serwiński.

Co prawda w tym sezonie „Mineralne", jak mówi się o miejscowych siatkarkach, nie zachwycały, ale nikt tego od nich nie oczekiwał. Okres hegemonii zespołu z Muszyny skończył się wraz z odejściem możnego sponsora przed paru laty. Kiedy trener ogłaszał rezygnację, drużyna miała na koncie sześć wygranych i siedem porażek i zajmowała 8. miejsce w tabeli (na 14 drużyn występujących w Orlen Lidze, czyli ekstraklasie kobiet). To nie był tragiczny bilans, zwłaszcza biorąc pod uwagę kontuzje czołowych zawodniczek: Anny Grejman i Małgorzaty Lis.

Z teściową na plaży

Serwiński jeszcze niedawno wydawał się w świetnej formie. W liście otwartym adresowanym do dyrektora Chemika Police na początku grudnia, opublikowanym na klubowej stronie, w swoim stylu zwracał się do Radosława Anioła: „Aniele z Polic, Przyjacielu mój!". W dalszej części listu odpowiadał na zarzuty sformułowane wcześniej przez dyrektora klubu z Polic (poszło o to, że Muszynianka nie zgodziła się na przełożenie ligowego meczu, o co zabiegał Chemik). Zawsze mówił, co myślał, nie owijał w bawełnę, nawet jeśli nie było to w smak trenerom reprezentacji albo władzom siatkarskiego związku. Nie był ulubieńcem siatkarskich salonów, pewnie dlatego, że na nich nie bywał. Wolał siedzieć w Muszynie i robić swoje. Posługiwał się barwnym językiem. „Dziewczyny, tak to możecie grać z teściową na plaży" – takie perły można było wyłapać, kiedy w czasie meczu brał przerwę na żądanie, a mikrofony telewizji pozwalały podsłuchać uwagi trenerów.

W Ameryce o takich jak Serwiński mówią self-made man, człowiek, który sam wykuł swój sukces. Tam takich ludzi na ogół się szanuje i życzy kolejnych sukcesów, w Polsce raczej wyśmiewa i czeka na upadek. Więc z trenera Muszynianki żartowano i podważano jego metody, nazywano wuefistą albo Dyzmą siatkówki. Ale nawet jego przeciwnicy muszą przyznać, że dodawał żeńskiej siatkówce, która w naszym sportowym świecie schodzi na coraz dalszy plan, nieco kolorytu. A przede wszystkim poprowadził klub do sukcesów, o jakich w Muszynie nikt nawet nie śnił.

Małe miasteczko nad Popradem, znane uzdrowisko na polsko-słowackim pograniczu, nie miało siatkarskich tradycji. Sekcja siatkówki powstała w 1982 roku. Do tego momentu w klubie LZS Poprad Muszyna wychowywano piłkarzy. Serwiński, który kiedyś grał w piłkę nożną, był szkoleniowcem trampkarzy Popradu. Poza tym uczył w szkole wychowania fizycznego. Po pewnym czasie objął też drużynę siatkarek, chociaż nie miał wtedy o siatkówce wielkiego pojęcia.

Reklama
Reklama

Na początku lat 90. razem z Grzegorzem Jeżowskim założyli Międzyszkolny Klub Sportowy Kurier Muszyna, który szkolił młodzież. Jeżowski, przyjaciel Serwińskiego, też uczył w szkole (biologii) i też miał słabość do sportu: kiedyś podnosił ciężary. Tych dwóch zbudowało w małej Muszynie wielką siatkówkę. Kiedy Poprad zlikwidował drużynę seniorek, Kurier zgłosił do rozgrywek młodziutki zespół. W ten sposób udało się uratować siatkówkę w Muszynie.

Przez lata Serwiński i Jeżowski byli nierozłączni. Serwiński był równocześnie trenerem i prezesem klubu, Jeżowski dyrektorem, potem Serwiński skupił się na trenowaniu, a Jeżowski został prezesem i jest nim do dzisiaj (z przerwą). Ale tak naprawdę robili wszystko, poczynając od najdrobniejszych spraw. W latach 90. jeździli razem na targ do Krakowa, gdzie kupowali warzywa, które potem trafiały na stragan w Muszynie – utarg zasilał klub. Później prowadzili też sklep i wynajmowali szkołę na kolonie. Siatkarki długo grały w szkolnej sali gimnastycznej, gdzie ledwo mieściły się ławki rezerwowych, a sekretarz zawodów nie miał stolika i trzymał protokół na kolanach.

– Wspomnienia tamtych czasów sprawiają, że łza się w oku kręci – mówi Bogdan Serwiński. – Próbowaliśmy z Grześkiem udowodnić, że można w malutkim mieście zbudować profesjonalny sport. Robiliśmy to początkowo w nietypowy sposób, ale udało się – wspomina. Wzięli się też do lokalnej polityki. Bogdan Serwiński był przewodniczącym rady miasta, a jego brat Waldemar burmistrzem Muszyny (w 2009 roku zginął w wypadku samochodowym).

Gwiazdy odpieprzają fuchę

W 1999 roku zespół awansował do II ligi, pozyskał sponsora i od tego momentu funkcjonuje jako Muszynianka. W 2001 roku wywalczył awans do Serii B I ligi, a dwa lata później do Serii A (tak wtedy nazywały się rozgrywki). Po wspaniałych mistrzostwach Europy w 2005 roku Muszynianka po raz pierwszy sięgnęła po gwiazdy, złotka z kadry Andrzeja Niemczyka: Joannę Mirek, Milenę Rosner i Natalię Bamber. Mimo takich transferów drużyna spisywała się słabo. Serwiński w końcu nie wytrzymał: – Jako trener tej drużyny nie mam nic do powiedzenia. Ale jako prezes mogę. Te dziewczyny mają tu cholernie wysokie kontrakty, a odpieprzają zwykłą fuchę. Jedynie Aśka Mirek gra na poziomie. Pozostałe... Lepiej grają zmienniczki. Wciąż słyszę o zmęczeniu sezonem reprezentacyjnym. A co mnie to obchodzi? Czy pierwszego któraś z nich powie, że chce 50 procent wypłaty, bo gra słabiej? Nie! Leżymy na łopatkach. Może w głowie była im dziś Warszawa i Bal Mistrzów Sportu? – cytował Serwińskiego „Super Express".

Czy pamięta tamte słowa? – Nie wykluczam, że coś takiego powiedziałem. Miałem dużo barwnych wypowiedzi, może i gorszych niż ta. Z jednej strony bardzo lubię i szanuję siatkarki, ale z drugiej nieraz mnie denerwowały – przyznaje ze śmiechem. – Czasami mówi się coś w emocjach, innym razem z premedytacją, żeby zmotywować zawodniczki do lepszej gry. Ja miałem to szczęście, że mogłem być autentyczny – tłumaczy.

Mocne słowa podziałały na gwiazdy z Muszyny, bo wkrótce świętowały pierwsze w historii klubu mistrzostwo Polski, mimo że sezon zasadniczy zakończyły dopiero na piątym miejscu. W kolejnych latach do uzdrowiska trafiały zastępy najlepszych siatkarek i już nikogo to nie dziwiło. W klubie na przestrzeni lat występowały czołowe siatkarki polskie i zagraniczne: Mariola Zenik, Aleksandra Jagieło, Izabela Bełcik, Sylwia Pycia, Anna Werblińska, Joanna Kaczor, Holenderki Caroline Wensink i Debby Stam-Pilon, Chorwatka Sanja Popović, Czeszka Ivana Plchotova czy Australijka Rachel Rourke. To tylko niektóre z tych najbardziej znanych. Wszystkie grały w narodowych reprezentacjach.

Reklama
Reklama

A Serwiński prowadził je do kolejnych zwycięstw. Muszynianka zdobyła cztery mistrzostwa Polski: 2006, 2008, 2009 i 2011, dwa wicemistrzostwa, dwa brązowe medale i Puchar Polski. Siatkarki z sukcesami rywalizowały też w europejskich pucharach – w 2013 roku wywalczyły Puchar CEV, drugie najcenniejsze trofeum w żeńskiej siatkówce, w finale pokonując Fenerbahce Stambuł. Serwiński pytany o swoje najpiękniejsze wspomnienie od razu zaznacza, że jeszcze nie jest na etapie podsumowania swoich dokonań, ale szczególnie docenia tytuł trenera roku przyznany mu przez Polski Komitet Olimpijski za całokształt pracy w 2009 roku.

Piękne wspomnienia na razie trzeba odłożyć, rzeczywistość nie jest tak kolorowa. Najlepsze siatkarki grają gdzie indziej, bo gdzie indziej są dzisiaj wielkie pieniądze. Co dalej z Bogdanem Serwińskim? Przestał być trenerem, ale z klubu nie odchodzi. – Nie będę narzekał na brak obowiązków – mówi i precyzuje, że będzie pełnił funkcję podobną do dyrektora sportowego (oficjalnej nazwy jego stanowiska jeszcze nie ma).

Może znajdzie nieco więcej czasu na historię XVII wieku, która jest jego pasją. – Zaczęło się chyba od „Trylogii" Sienkiewicza przeczytanej w dzieciństwie. Szkoda, że już nie ma „Wielkiej gry", bo może wziąłbym udział na emeryturze – mówi. Swoją wielką grę już wygrał – razem z siatkarkami z Muszyny w ich najlepszych czasach. A na emeryturę się nie wybiera, powrotu na trenerską ławkę nie wyklucza. Mecz „Mineralnych" z Pałacem w Bydgoszczy śledził w domu. Polski Cukier Muszynianka Muszyna (tak brzmi pełna nazwa zespołu) prowadzi teraz Ryszard Litwin, wieloletni drugi trener drużyny. W klubie nie będzie więc rewolucji, chociaż brak gestykulującego przy bocznej linii trenera Serwińskiego będzie widoczny.

Regiony
Co dziewiąty mężczyzna w kraju ma problemy ze spłatą zaległych zobowiązań
Materiał Promocyjny
Nowy luksus zaczyna się od rozmowy. Byliśmy w showroomie EXLANTIX w Warszawie
Materiał Promocyjny
Rekordy sprzedaży i większy magazyn w Duchnicach
Okiem samorządowca
Prezydent Olsztyna: Stawiamy na komunikację zbiorową
Regiony
Dolny Śląsk rewitalizuje linie kolejowe i inwestuje w pociągi
Materiał Promocyjny
Arabia Saudyjska. W krainie gościnności
Regiony
Jak kupować mądrze gaz na zmiennym rynku
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama