Święta nazwa – Pogoń Szczecin

Największy szczeciński klub ma prawie 70 lat. Mimo że nigdy nie zdobył mistrzostwa ani Pucharu Polski, ma w historii polskiej piłki bardzo ważne miejsce.

Aktualizacja: 21.07.2017 19:40 Publikacja: 20.07.2017 22:30

Pogoń Szczecin

Pogoń Szczecin

Foto: Fotorzepa/Marcin Bielecki

Kiedy kończyła się wojna i Polacy z Kresów uciekali przed komuną na Zachód, Kazimierz Górski i jego brat Jan pozostali w Warszawie, a siostry rozjechały się po Polsce. Jadwiga trafiła do Wrocławia, Helena do Koszalina, a Łucja i Anna zamieszkały w Szczecinie. Podobnymi drogami szły prawie dwa miliony Polaków.

Kiedy po wojnie Szczecin znalazł się w granicach Polski, a większość Niemców z niego wyjechała, miał tylko niespełna 80 tysięcy mieszkańców. W roku 1950 było ich już o 100 tysięcy więcej. Większość z nich przybyła tu ze Wschodu. Jak wszędzie na ziemiach zachodnich i północnych (nazywanych przez propagandę Odzyskanymi), nowi mieszkańcy próbowali zorganizować sobie życie na wzór tego, jakie musieli porzucić. Sport zajmował w nim ważne miejsce. Początkowo zakładali kluby, łącząc się w nich po znajomości lub według profesji. KS Odra Szczecin zrzeszała przede wszystkim piłkarzy z Poznania, WKS Pancerni – z Lubelszczyzny i wojskowych, a Pionier – z Warszawy, Krakowa i Lwowa. Pierwsze koszulki i spodenki piłkarzy Odry i Pioniera uszyte były z niemieckich flag.

Do końca lat 40. powstało w Szczecinie kilka klubów branżowych: ZKS Budowlani, KS Drukarz, Spółdzielczy KS Czarni, KS Gastronomia, KS Hutnik, KS Metalowców, portowy KS Kotwica, KS Motor przy Państwowych Zakładach Przemysłu Motoryzacyjnego, tramwajowy KS Piast, KS Szczecin pocztowców czy KS Cukrownik. Oczywiście musiał też być klub milicyjny MKS Szczecin. Od roku 1948 stał się Gwardią, a później Arkonią i występował nawet w I lidze.

Najpierw był Sztorm

Dzisiejsza Pogoń powstała 21 kwietnia 1948 roku. Połączyli się wtedy piłkarze Portowca z bokserami koła sportowego Związku Walki Młodych „Zryw". Utworzyli Klub Sportowy Sztorm i przybrali barwy granatowo-bordowe. Szczecin ma niebiesko-czerwone, jak Lwów. Czy młodzi sportowcy, wśród których byli kresowiacy, chcieli, by klub nosił nazwę Pogoń, na cześć tego najstarszego, kultowego, ze Lwowa? Być może. Tyle że w tamtych latach było to niemożliwe. Przekonali się o tym młodzi ludzie na Śląsku, powołujący do życia Polonię Bytom, Piasta Gliwice i Odrę Opole. Mogli przyjąć barwy Pogoni, ale nie nazwę.

Zresztą, nawet nazwa Sztorm obowiązywała tylko przez rok. Kiedy wpływy radzieckie dotarły i do polskiego sportu, w roku 1949 postanowiono połączyć kluby Sztorm, Drukarz, Cukrownik, Pocztowy KS i CPN Szczecin w twór o nazwie Związkowiec. To też nie trwało długo. W następnym roku działające w całym kraju Zrzeszenie Sportowe Związkowiec rozwiązano, a ponieważ szczeciński klub był związany ze Związkiem Zawodowym Transportowców, stał się Kolejarzem.

Nazwa Pogoń pojawiła się dopiero w roku 1955, w okresie odwilży po śmierci Józefa Stalina. I wtedy zaczyna być znana w całym kraju. Jest jedna osoba, której nazwisko łączy się z całą historią klubu. Florian Krygier był z Pogonią niemal od początku i będzie zawsze, ponieważ jego imię nosi klubowy stadion.

Pan Florian

Krygier pochodził z Kujaw, uczył się w Gnieźnie, tam zaczął grać w piłkę, skończył Studium Wychowania Fizycznego przy Uniwersytecie Poznańskim. Jeszcze przed wojną był trenerem i działaczem piłkarskim w Toruniu. Jako podporucznik rezerwy brał udział w kampanii wrześniowej. Po bitwie nad Bzurą dostał się do niewoli, ale szczęśliwie przeżył wojnę w oflagu, między innymi w Bornem Sulinowie, znanym po wojnie z wielkiej radzieckiej bazy wojskowej. W Szczecinie znalazł się w roku 1950, dwa lata później został członkiem Kolejarza, czyli dzisiejszej Pogoni. Przez kilkadziesiąt lat był w niej wszystkim: kierownikiem sekcji piłkarskiej, członkiem zarządu, sekretarzem, kronikarzem, ale przede wszystkim trenerem.

Pierwszy raz został trenerem w roku 1956, kiedy Pogoń występowała w lidze międzywojewódzkiej. Zajął miejsce znanego przedwojennego napastnika Pogoni Lwów Mieczysława Matyasa, brata słynnego piłkarza, ale przede wszystkim trenera Michała, nazywanego „Myszką". Pogoń prowadzona przez Krygiera w ciągu dwóch lat awansowała o dwie klasy, aż do I ligi (ekstraklasy). Dokonała wtedy niezwykłego wyczynu. Przez cały sezon w II lidze nie przegrała żadnego z 22 meczów, a wyprzedziła m.in. Śląsk Wrocław i Lecha Poznań.

Florian Krygier przez całe życie miał poczucie misji. Odnosiło się wrażenie, że wiek się go nie ima. Zawsze miał jakieś pomysły i chęć do pracy. Kiedy nie mógł już pokazywać ćwiczeń na boisku, zorganizował szkółkę dla juniorów Pogoni, do której wybierał trenerów i kontrolował ich pracę. W roku 2004 Rada Miasta Szczecina przyjęła jednogłośnie uchwałę o nadaniu stadionowi Pogoni imienia Floriana Krygiera. W Polsce rzadko honoruje się ten sposób osoby żyjące. Tylko wtedy, kiedy są wyjątkowo zasłużone, a ich postawa stanowi wzór. Kilka miesięcy wcześniej patron skończył 97 lat. Zmarł w roku 2006. Pochowano go w Alei Zasłużonych szczecińskiego cmentarza.

Pan doktor i Czarna Perła

Pogoń spędziła w ekstraklasie 43 sezony. Dwukrotnie zdobywała wicemistrzostwo (1987 i 2001). Trzy razy dotarła do finału rozgrywek o Puchar i zawsze w nim przegrywała: w roku 1981 z Legią po dogrywce, w 1982 z Lechem, a w 2010 z Jagiellonią.

Miała zawodników, którzy stali się lokalnymi legendami, kilku z nich zrobiło ogólnopolskie kariery. Świetny napastnik Jerzy Krzystolik był jednym z niewielu lekarzy, grających na poziomie ekstraklasy. Po zakończeniu kariery został lekarzem klubowym. Olgierd Moskalewicz ze Świdwina zaczynał w Pogoni, odchodził, wracał, stając się klubową ikoną. Grał z numerem 78, upamiętniając w ten sposób rok wybrania kardynała Karola Wojtyły na papieża.

Chronologicznie pierwszą gwiazdą był napastnik Marian Kielec, król strzelców ligi w roku 1963. Stosunkowo niewysoki, krępy, w polu karnym trudno go było przepchnąć. Był trochę jak Grzegorz Piechna, tyle że w przeciwieństwie do „Kiełbasy" przez całą karierę wkładał koszulkę jednego klubu: Pogoni. Tylko raz wystąpił w reprezentacji Polski. Konkurencja wśród napastników była w jego czasach wyjątkowo duża. Strzały Kielca miały niezwykłą siłę, mówiło się, że młodzi bramkarze bali się z nim ćwiczyć, w obawie, że po jego uderzeniach wpadną do bramki razem z piłką. Zdobył w lidze 80 goli w 218 spotkaniach. Ze względu na te umiejętności i ciemną karnację nazywano go „Czarną Perłą". A wtedy w świecie była jedna „Czarna Perła": Portugalczyk Eusebio, starszy od Polaka o kilka tygodni.

Kielec był teściem innej legendy Pogoni – Leszka Wolskiego. Do niego należy klubowy rekord występów w ekstraklasie i strzelonych bramek: 87 w 348 meczach. W latach 70. i 80. Wolski grał jako pomocnik lub napastnik, ale i on miał pecha. W reprezentacji występowali jeszcze lepsi.

W tym samym czasie Pogoń miała innego dobrego pomocnika, eleganckiego Zenona Kasztelana. Jego Kazimierz Górski powołał do kadry kilka razy. Niedawno Kasztelan udzielił wywiadu, w którym wyraził rozgoryczenie z tego powodu. Uważał, że nie grał słabiej niż Kazimierz Deyna, a do reprezentacji powoływano go rzadko, ponieważ bronił barw Pogoni.

Ze Szczecina w świat

Po latach ludzie czasami tracą poczucie rzeczywistości. Żaden selekcjoner nie dyskryminował zawodników Pogoni. Rzadko się zdarzało, żeby naprawdę wyjątkowy piłkarz nie odchodził ze Szczecina do lepszego klubu. Tak było, jest i być może będzie, dopóki Pogoń nie stanie się klubem o bardzo mocnych podstawach finansowych, mogącym konkurować z Legią, Lechem, przez pewien czas Wisłą, a ostatnio Lechią. Kiedy w latach 80. grała Pogoń trenera Jerzego Kopy (finał Pucharu Polski), Eugeniusza Ksola (trzecie miejsce w lidze) czy Leszka Jezierskiego (wicemistrzostwo w roku 1987), przyjemnie było patrzeć na takich piłkarzy jak Janusz Turowski, Jarosław Biernat, Adam Kensy, Zbigniew Kozłowski, Marek Włoch, Zbigniew Stelmasiak, Kazimierz Sokołowski, Marek Leśniak, Marek Ostrowski, Mariusz Kuras, Krzysztof Urbanowicz, Jerzy Hawrylewicz i oczywiście Leszek Wolski.

Tworzyli zgrane ekipy, ale najlepsi szybko opuszczali Szczecin. Wcześniej zrobili to m.in. Roman Jakóbczak, Czesław Boguszewicz, później Dariusz Szubert, Dariusz Adamczuk, Radosław Majdan, Maciej Stolarczyk, Robert Dymkowski. Kazimierz Sokołowski powrócił do Polski jako asystent trenera Henninga Berga w Legii. Większość tych piłkarzy pochodziła ze Szczecina lub okolic i właśnie to było przez lata cechą charakterystyczną Pogoni.

Jedynym, który pojechał na mistrzostwa świata jako zawodnik Pogoni, był w roku 1986 obrońca Marek Ostrowski (zmarły w marcu w Austrii). Trzej inni zostali wicemistrzami olimpijskimi: Henryk Wawrowski (1976), Dariusz Adamczuk i Dariusz Szubert (obydwaj w roku 1992). Wawrowski stał się pierwszym wyborem Kazimierza Górskiego na lewą obronę po Adamie Musiale i to on wystąpił w jednym z najlepszych meczów reprezentacji, zwycięskim 4:1 z Holandią Johana Cruyffa. Szubert i Adamczuk byli pomocnikami podczas igrzysk w Barcelonie (1992).

Sympatia w całej Polsce

Pogoń przez lata funkcjonowała jako klub finansowany przez Zarząd Portów Szczecin – Świnoujście. Pod koniec XX wieku rozpoczęły się jednak zmiany, które wpędziły klub w kryzys, a ostatecznie doprowadziły do upadku. Pogoń miała pecha, trafiając w ręce takich właścicieli jak Turek Sabri Bekdas, Szwed polskiego pochodzenia Les Gondor czy Antoni Ptak. Wicemistrzostwo w roku 2001 zafałszowało obraz klubu, który chylił się ku upadkowi. Aż upadł całkiem. To, że się odrodził, należy zawdzięczać Szczecinowi i kibicom. Mało jest w Polsce klubów, które wzbudzają tak powszechną sympatię, jak Pogoń.

Materiał partnera
Ciechanów idealny na city break
Materiał partnera
Nowa trakcja turystyczna Pomorza Zachodniego
Materiał partnera
Dolny Śląsk mocno stawia na turystykę
Regiony
Samorządy na celowniku hakerów
Materiał Promocyjny
Mapa drogowa do neutralności klimatycznej
Materiał partnera
Niezależność Energetyczna Miast i Gmin 2024 - Energia Miasta Szczecin
Regiony
Nie tylko infrastruktura, ale też kultura rozwijają regiony