Dobry czas dla kina

Wiadomość, że „Zimna wojna" zakwalifikowała się do Konkursu Głównego Międzynarodowego Festiwalu w Cannes, a Paweł Pawlikowski dostał nagrodę za reżyserię, zelektryzowała nie tylko kinomanów, ale także wiele instytucji kultury.

Publikacja: 28.05.2018 08:40

Film "Miłość jest wszystkim" powstawał w Gdańsku

Film "Miłość jest wszystkim" powstawał w Gdańsku

Foto: materiały prasowe

Z satysfakcją powoływali się na ten sukces również przedstawiciele czterech regionalnych funduszy filmowych, które wsparły tę produkcję: łódzkiego, mazowieckiego, śląskiego i podkarpackiego. Nic dziwnego, nagrody na głośnych festiwalach budują ich prestiż i podnoszą zainteresowanie polskimi funduszami regionalnymi za granicą i w kraju.

Rzecz jasna – splendor się liczy, ale to nie wszystko. Wspieranie filmowej produkcji przez regionalne fundusze przynosi też wiele innych korzyści, od promocyjnych, do całkiem wymiernych finansowo.

– Ideą Warmińsko-Mazurskiego Funduszu Filmowego nie jest zarabianie, ale promocja regionu – mówi „Życiu Regionów" jego szef Bogumił Osiński. – Dysponujemy pięknymi plenerami, zabytkową architekturą, mamy pałace, dwory, miasteczka z unikatową architekturą i wsie, w których wydaje się, że czas się zatrzymał.

Ale fundusz to także dodatkowe miejsca pracy, rozwój turystyki, korzyści dla bazy hotelowej i usług cateringowych. Ekipa „Cichej nocy" wynajmowała przez 30 dni hotel w Olsztynie. Strażacy gaszący pożar w filmie zarobili 15 tys. zł.

– Byłem usatysfakcjonowany, że postawiliśmy na debiut – kontynuuje Osiński. – „Cicha noc" Pawła Domalewskiego bije przecież rekordy zebranych nagród. Podpisaliśmy umowę koprodukcyjną i „Cicha noc" dofinansowana została przez nas sumą 240 tys. zł. Film obejrzało dotąd ponad 300 tys. widzów, dużo więcej, niż liczyliśmy, więc już odzyskaliśmy ponad 100 tys. zł wydatkowanych na tę produkcję – wyjaśnia.

Efekt promocyjny

Monika Głowacka, kierownik Łódź Film Commission, ocenia, że fundusz ma podwójne znaczenie. Z jednej strony dla filmu, jako uzupełnienie budżetu i wsparcie ekip decydujących się na realizację projektu w Łodzi lub regionie. – Jako komisja filmowa udzielamy im wtedy pomocy organizacyjnej (m.in. w uzyskaniu pozwoleń, wyszukiwaniu ciekawych obiektów zdjęciowych). Z drugiej strony fundusz ma duże znaczenie dla budowania tożsamości i promocji miasta – mówi.

Z ostatnich filmów nakręconych w Łodzi ogromną siłę promocyjną miały np. „Powidoki", wyreżyserowane przez Andrzeja Wajdę, których ogólnopolska premiera odbyła się w Łodzi, a film był polskim kandydatem do Oscara. Przy tej okazji próbowano oszacować jego wartość reklamową dla miasta. – Wyszło, że musielibyśmy wydać 1,3 mln zł na reklamę w mediach lokalnych i ogólnopolskich, aby uzyskać równoważny efekt promocyjny, jaki przyniosła nam wyłącznie organizacja premiery filmu w Łodzi – tłumaczy Monika Głowacka.

– Naszym priorytetem jest dofinansowanie projektów mocnych artystycznie – zaznacza. W ich realizację muszą być zaangażowani łódzcy twórcy i łódzkie podmioty. – Od ubiegłego roku odstąpiliśmy od wymogu, że dni zdjęciowe koniecznie muszą odbywać się w Łodzi. Można wydać przyznane pieniądze w naszym regionie jedynie na postprodukcję, np. udźwiękowienie – tłumaczy Monika Głowacka.

– Dzięki temu, że przed trzema laty Łódzki Fundusz Filmowy został przeniesiony do instytucji kultury EC1 Łódź – Miasto Kultury, staliśmy się koproducentem, co oznacza, że część zysków ze sprzedaży filmów wraca do funduszu – dodaje.

Wymierne zyski

W jaki sposób fundusze wspierają regionalną gospodarkę? Dobrze można to pokazać choćby na przykładzie produkcji dofinansowanych przez Dolnośląski Konkurs Filmowy (Dolnośląski Fundusz Filmowy). „Twój Vincent" otrzymał 350 tys. dofinansowania, a wydatki produkcji w regionie przekroczyły 520 tys. zł. „Pokot" dostał 750 tys. zł, ale jego producent wydał w regionie 1,5 mln zł. Poza tym np. „Sala samobójców" przyniosła zwrot z udziału w zyskach w wysokości prawie 400 tys. zł, czyli tyle, ile wynosił wkład funduszu. Suma ta powiększyła pulę następnego konkursu.

Anna Spisz, kierownik Mazovia Warsaw Film Commission oraz Mazowieckiego i Warszawskiego Funduszu Filmowego, również potwierdza, że korzyści z działania funduszy są wielorakie. I podkreśla, że przede wszystkim minimum 150 proc. zainwestowanych w daną produkcję pieniędzy, czyli tzw. wkładu koprodukcyjnego, jest wydane w regionie. – Ale są to także korzyści promocyjne i wizerunkowe, głównie za granicą – uzupełnia. – Rośnie rozpoznawalność funduszu jako partnera w koprodukcjach, a tym samym Mazowsza i Warszawy jako miejsc z wysokim potencjałem lokacyjnym i produkcyjnym. – Jako koproducent uczestniczymy w podziale wpływów z rozpowszechniania filmów – mówi.

Od początku istnienia fundusz ma co roku ok. 50 projektów zgłoszonych w konkursie. Projekty są coraz lepsze i profesjonalnie przygotowane. Zmieniają się również proporcje, jest coraz więcej fabuł i coraz więcej projektów międzynarodowych.

Jeśli chodzi o „Zimną wojnę", to gros firm i profesjonalistów zaangażowanych w projekt pochodzi w Warszawy i regionu, kilka dni zdjęciowych było realizowanych w regionie, ważnym elementem obrazu był udział i współpraca z zespołem Mazowsze, film jest też koprodukcją międzynarodową, co ma wpływ na większą promocję i światową dystrybucję.

– Natomiast „Ostatnia rodzina", debiut fabularny Jana P. Matuszyńskiego, dotychczas najczęściej nagradzany film, którego jesteśmy koproducentem, był w całości realizowany w Warszawie i okolicach – podkreśla Anna Spisz.

Rozwój lokalny

– Przyciągamy produkcje, żeby mieć efekt wizerunkowy, ale też po to, żeby rozwijać lokalną branżę filmową – mówi z kolei Natalia Woda, koordynator Regionalnego Funduszu Filmowego w Krakowie. – Jako instytucji publicznej zależy nam, żeby producent nie ograniczał się do skorzystania tylko z hotelu, cateringu czy wynajmu sprzętu w Krakowie lub Małopolsce, ale zatrudnił jak najwięcej lokalnych wykonawców. Jeśli ludzie będą mieli tu pracę, nie będą uciekali do Warszawy, gdzie ta branża się koncentruje – wyjaśnia.

I tłumaczy, że fundusze filmowe zgodnie z założeniem doprowadziły do decentralizacji produkcji filmowej, ale bardziej w oparciu o lokacje niż wykorzystanie lokalnych kadr. Kraków chce to zmieniać.

– Modelowym przykładem tego, do czego dążymy, może być klasyczny czarny kryminał „Ach śpij kochanie" Krzysztofa Langa – mówi Natalia Woda. – Historia była tam związana z regionem (opowiadała o krakowskim seryjnym mordercy Władysławie Mazurkiewiczu), zdjęcia zostały zrealizowane w 100 procentach na terenie Krakowa i Małopolski – w 34 obiektach, 60 proc. aktorów było z Krakowa, choć producentem jest firma warszawska Orka. Także 64 proc. osób odpowiedzialnych za poszczególne piony produkcji pochodziło z Krakowa – wylicza.

Nie można też zapomnieć o pieniądzach – przy wkładzie funduszu w produkcję na poziomie 400 tys. zł wydatki z nią związane wyniosły w regionie aż 1,3 mln zł, czyli znacznie więcej niż 150 proc. dofinansowania wynikające z umowy.

A puentę podsuwa Patrycja Młynarczyk, kierownik Silesia Film Commission i koordynator Śląskiego Funduszu Filmowego: – Staramy się łączyć aspekt artystyczny i finansowy. Wspieranie produkcji filmowej poprzez działalność funduszu jest pewnego rodzaju inwestycją dla regionu – twierdzi. – Gdy przeznaczamy pieniądze na produkcje filmowe, myślimy zarówno o promocji regionu, biorąc pod uwagę potencjał dystrybucyjny filmu i jego walory artystyczne, jak i aspekcie ekonomicznym, czyli udziale w ewentualnych przychodach z eksploatacji.

SFC działa jako koproducent, a nie udziela dotacji, dzięki czemu zyski z zainwestowanych pieniędzy wracają do budżetu funduszu w kolejnych latach.

– Oczywiście ważny jest także prestiż, dlatego bardzo nas cieszy nagroda w Cannes dla Pawła Pawlikowskiego za reżyserię „Zimnej wojny" – uzupełnia Patrycja Młynarczyk. – To dobry czas dla kina i dla funduszy regionalnych, które mają się czym chwalić.

Korzystanie z europejskich doświadczeń

Wzorem dla regionalnych funduszy funduszy w Polsce były wcześniej działające podobne w Europie. Dziś jest ich ponad sto. Najmocniejsze są we Francji, Niemczech i Skandynawii. Funkcjonują w podobny sposób, jak polskie, choć w nieporównywalnie większej skali. Roczny budżet tylko funduszu regionalnego Berlin-Brandenburgia wynosi ponad 10 mln euro, zaś wszystkich polskich – średnio w roku ok. 10 mln zł.

Część europejskich funduszy filmowych należy do Cine-Regio, założonej w 2005 roku ich niezależnej sieci. Obecnie skupia ona 45 funduszy z 12 krajów Unii Europejskiej oraz z Norwegii i Szwajcarii. Służy wymianie doświadczeń i poszerzeniu aktualnej wiedzy na temat europejskiej polityki audiowizualnej. Z Polski należą do niej tylko Łódź i Kraków.

Dobrą okazję do międzynarodowych spotkań nasi filmowcy mieli dość długo w Katowicach, gdzie w latach 2010–2016 Silesiafilm organizowała międzynarodowy festiwal producentów filmowych Regiofun, a w 2017 r. – Międzynarodowe Forum Koprodukcyjne Regiofund. Niestety, w tym roku nie będzie ich kontynuować.

Z satysfakcją powoływali się na ten sukces również przedstawiciele czterech regionalnych funduszy filmowych, które wsparły tę produkcję: łódzkiego, mazowieckiego, śląskiego i podkarpackiego. Nic dziwnego, nagrody na głośnych festiwalach budują ich prestiż i podnoszą zainteresowanie polskimi funduszami regionalnymi za granicą i w kraju.

Rzecz jasna – splendor się liczy, ale to nie wszystko. Wspieranie filmowej produkcji przez regionalne fundusze przynosi też wiele innych korzyści, od promocyjnych, do całkiem wymiernych finansowo.

Pozostało 94% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Materiał partnera
Ciechanów idealny na city break
Materiał partnera
Nowa trakcja turystyczna Pomorza Zachodniego
Materiał partnera
Dolny Śląsk mocno stawia na turystykę
Regiony
Samorządy na celowniku hakerów
Materiał partnera
Niezależność Energetyczna Miast i Gmin 2024 - Energia Miasta Szczecin
Materiał Promocyjny
CERT Orange Polska: internauci korzystają z naszej wiedzy