Toruń powalał mnie zawsze gotykiem. Kojarzy mi się też z dźwiękiem harmonijki Sławka Wierzcholskiego. Bardziej chyba zresztą z Wierzcholskim niż z Kopernikiem, chociaż uwielbiałem jeździć z córkami do toruńskiego planetarium. Do dziś, kiedy wybieram się do Torunia, córka prosi: przywieź pierniki. Nie ma jak toruńskie pierniki. Dziś wolę pierniki niż książki Stachury, ale był czas, kiedy uczyłem się na pamięć jego piosenek, a Kujawy Białe awansowały w mojej wyobraźni do jakichś niebieskich ostępów, zastrzeżonych tylko dla aniołów i... Edwarda Stachury.