Rafał Czuper, medalista igrzysk paraolimpijskich: Robota na pełen etat

Najpierw jestem normalnym sportowcem, a dopiero potem osobą niepełnosprawną – mówi medalista igrzysk paraolimpijskich, tenisista stołowy Rafał Czuper, reprezentujący klub Start Białystok.

Publikacja: 17.10.2016 21:00

Rafał Czuper, medalista igrzysk paraolimpijskich: Robota na pełen etat

Foto: PAP

Rz: Medal, który zdobył pan podczas igrzysk paraolimpijskich w Rio de Janeiro, jest dla pana wyjątkowy?

Rafał Czuper: Tak. A praktycznie jest też inny niż te, które zdobywałem do tej pory. Grzechocze w środku, jest podpisany alfabetem braille'a.

A już zadecydował pan, czy jest „tylko" srebrny, czy „aż" srebrny?

Zdecydowanie „aż" srebrny. To były moje pierwsze igrzyska. Wypadłem lepiej, niż się spodziewałem.

Po przegranym finale z Francuzem Fabienem Lamirault (1:3) był pan jednak rozżalony.

Zgadza się, ale ten żal wyraziłem w rozmowie bezpośrednio po meczu. Byłem zawiedziony, bo przed finałem czułem, że mogę go pokonać. Lamirault to numer jeden światowego rankingu, ale ja jestem tuż za nim. Jeszcze nigdy z nim nie wygrałem – ani w finale mistrzostw Europy, ani w trzech innych finałach. Nie udało się i tym razem, ale wiem, że srebrny medal to i tak ogromny sukces.

Do finału był pan niepokonany.

Aż sam byłem zaskoczony, jak łatwo mi szło. W całym turnieju przegrałem tylko jednego seta, w półfinale. Wcześniej wszystkie mecze wygrywałem 3:0, pokonałem m.in. Chińczyka, z którym jeszcze dwa miesiące wcześniej przegrałem 0:3. W półfinale wygrałem z wielokrotnym mistrzem paraolimpijskim Stephenem Molliensem. W finale zabrakło mi doświadczenia. Lamirault to 39-latek, ja mam 28 i sporo lat gry przede mną. Wiem, że jeszcze go pokonam.

Może za cztery lata na igrzyskach w Tokio?

Czemu nie? To pożytek z przegranego złota – będę miał świetną motywację w przygotowaniach do igrzysk w Tokio. Będę już bardziej doświadczony, a to w tenisie stołowym ważniejsze niż umiejętności. Zestaw zawodników raczej się nie zmieni, a w Rio to ja byłem najmłodszy, przede mną jeszcze wiele lat startów. Na tak poważnej imprezie byłem po raz pierwszy, wszystko było dla mnie nowe. Muszę tylko ciężko trenować – do Rio szykowałem się ćwicząc po siedem godzin dziennie. To jak praca na pełny etat.

Jak wyglądały pierwsze dni po przylocie do Polski?

Były szalone. Ciągłe wizyty znajomych, wywiady dla radia, telewizji, powitanie na lotnisku... Szum zrobił się niezły. Ale wszystko powoli wraca do normy, wracają codzienne obowiązki. Może lada dzień zacznę znów trenować, tęsknię już za halą.

Jakie przywiózł pan wrażenia z Rio?

Same pozytywne. Podobało mi się dosłownie wszystko. Podejście ludzi, kibiców... Sala, w której rywalizowali tenisiści stołowi, była wypełniona po brzegi, tak samo areny innych dyscyplin. Zwiedziłem pływalnię i korty tenisowe. Każdy z nas mógł czuć się jak prawdziwy sportowiec. Czy wiedział pan, że na igrzyska paraolimpijskie sprzedano więcej biletów niż na igrzyska dla pełnosprawnych sportowców?

Nie wiedziałem.

My też byliśmy zaskoczeni. W polskiej ekipie trzymaliśmy się razem, relacje były znakomite. Do tej pory z Polski znałem tylko tenisistów stołowych, teraz poznałem przedstawicieli wielu innych dyscyplin. A na Facebooku przybyło mi kilkunastu nowych znajomych z całego kraju. Poznałem wielu fantastycznych ludzi.

Przed igrzyskami paraolimpijskimi w mediach społecznościowych pojawił się apel niepełnosprawnych sportowców skierowany do mediów: „piszcie o nas normalnie, traktujcie nas jak sportowców, nie użalajcie się nad nami". Podpisałby się pan pod nim?

Oczywiście. Od zawsze wolę rozmawiać o sporcie, a nie o samej niepełnosprawności. Najpierw jestem normalnym sportowcem, a dopiero potem osobą niepełnosprawną.

Ale pewnie domyśla się pan, że czytelników może interesować historia, jaka stoi za sportowcem z niepełnosprawnością.

Rozumiem tę ciekawość. Ale o wypadku rozmawiać nie lubię.

Ale nie obrazi się pan, jeśli spytam o pańską historię?

Absolutnie nie. Jest dość typowa. Miałem wypadek samochodowy, zwichnąłem kręgosłup, z uciśnięciem na rdzeń kręgowy. Wylądowałem w szpitalu, trafiłem na wózek, ale przedtem czekała mnie trudna rehabilitacja. W jej trakcie odwiedził mnie człowiek i zaraził pomysłem gry w tenisa stołowego na wózku. Po wyjściu ze szpitala zagrałem w pierwszym turnieju, a tam dostałem kontakt do mojego obecnego trenera w Starcie Białystok, pana Marka Iwanickiego. I jakoś poszło...

A nie było tak, że na zachęty do uprawiania sportu odpowiadał pan: nie zawracajcie mi głowy, mój świat właśnie legł w gruzach?

Nie, bo to nie było bezpośrednio po wypadku, ale już w trakcie rehabilitacji. Wtedy chwytałem się każdej możliwej rzeczy, by coś ze sobą zrobić, ruszać się, jakoś wrócić do sprawności. Bardzo mnie to zaciekawiło i chciałem spróbować. Zresztą wcześniej też nie przeszedłem załamania czy depresji powypadkowej. Stało się, widocznie tak musiało być. Miałem zresztą ogromne wsparcie otoczenia, rodziny i przyjaciół.

Mieszka pan w Raczkach pod Suwałkami, ale trenuje w Białymstoku.

Tak, sprawia mi to trochę kłopotów, bo to około stu kilometrów. Na szczęście jako kadra Polski mamy mnóstwo zgrupowań, a na treningi do Białegostoku dojeżdżam tylko między jednym a drugim obozem.

Rafał Wilk, także medalista igrzysk paraolimpijskich w Rio de Janeiro, powiedział, że wypadku, w którym stracił sprawność nie traktuje jako kary, ale jako dar od Boga. A jak jest w pana przypadku?

Może nie nazwałbym tego aż tak dobitnie, że to dar od Boga, bo na pewno wolałbym w dalszym ciągu być osobą pełnosprawną. Ale skoro już do wypadku doszło, to myślę, że tak już musiało być. Nie mogę już nic na to poradzić.

Trudno było nauczyć się gry na wózku?

Tenis stołowy uprawiałem już przed wypadkiem, więc było mi łatwiej. Wiadomo jednak, że technika gry jest zupełnie inna gdy skacze się na nogach, dobiega i odskakuje od stołu. Musiałem zmienić styl, ale to trwało krótko. Dwa-trzy miesiące ciężkich treningów i korekt. Cieszę się, że po igrzyskach udzielam wywiadów jako pełnoprawny sportowiec. Tak było w Rio, tak jest teraz. Dlatego ten apel, o którym rozmawialiśmy, był potrzebny.

Czyli jeśli nie przywiezie pan złota z igrzysk w Tokio w 2020 roku, to obiecuję krytyczny tekst na ten temat.

Zrobię wszystko, by nie musiał pan go pisać.

CV

Rafał Czuper: Rocznik 1988, mieszka w Raczkach koło Suwałk. Polski tenisista stołowy, medalista mistrzostw świata i Europy. Paraolimpijczyk, debiutował podczas letnich igrzysk w Rio de Janeiro, gdzie wywalczył srebrny medal w grze pojedynczej. Na co dzień zawodnik klubu sportowego Podlaskiego Stowarzyszenia Sportowego Osób Niepełnosprawnych Start Białystok.

Rz: Medal, który zdobył pan podczas igrzysk paraolimpijskich w Rio de Janeiro, jest dla pana wyjątkowy?

Rafał Czuper: Tak. A praktycznie jest też inny niż te, które zdobywałem do tej pory. Grzechocze w środku, jest podpisany alfabetem braille'a.

Pozostało 96% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Materiał partnera
Ciechanów idealny na city break
Materiał Promocyjny
Naszą siłą jest różnorodność
Materiał partnera
Nowa trakcja turystyczna Pomorza Zachodniego
Materiał partnera
Dolny Śląsk mocno stawia na turystykę
Regiony
Samorządy na celowniku hakerów
Akcje Specjalne
Dekarbonizacja gospodarki bez wodoru będzie bardzo trudna
Materiał partnera
Niezależność Energetyczna Miast i Gmin 2024 - Energia Miasta Szczecin
Materiał Promocyjny
Sztuczna inteligencja może być wykorzystywana w każdej branży