Odra ma piękne kresowe korzenie. Powstała w czerwcu 1945 roku, kiedy jeszcze dobrze nie opadł wojenny kurz.

Założył ją pochodzący z Koźla prawnik z zawodu i fotograf z zamiłowania Leonard Olejnik. To on został pierwszym prezesem klubu, który po kilku miesiącach działalności miał już sześć sekcji: piłkarską, lekkoatletyczną, tenisową, bokserską, siatkówki i hokeja na lodzie.

Z rzeką w nazwie

Olejnik był kibicem Warty. Warta przepływa przez Poznań, a Odra przez Opole więc analogicznie taką nazwę nadał nowemu klubowi (przypomina o tym Sebastian Bergiel w książce „Odra Opole Antoniego Piechniczka w latach 1975- 1979"). W roku 1949 Odra połączyła się z Lwowianką.

Jej pełna nazwa to Repatriacyjny Klub Sportowy Lwowianka, a to mówi skąd się wziął. Założyli go Polacy z Kresów, którzy na Śląsku Opolskim znaleźli po wojnie swój nowy dom. Po tej fuzji klub przyjął nazwę Budowlani. Do nazwy Odra wrócił w roku 1958.

Klub miał dwie barwy: niebieską i czerwoną. Identyczne jak inne kluby powstałe tuż po wojnie na Śląsku i Ziemiach Zachodnich: Polonia Bytom, Piast Gliwice i Pogoń Szczecin. Wszystkie trzy zakładali kresowiacy. Nie mogli nadać im nazwy „Pogoń", na cześć tej najsłynniejszej, ze Lwowa, bo nie zgadzała się na to komunistyczna władza. Przemycili więc jej barwy, które były zarazem barwami miasta Lwów.

Przypadek Pogoni Szczecin był nieco inny. Klub został założony w roku 1948 jako Morski KS Sztorm. Obecną nazwę przyjął dopiero w roku 1955, czyli już po śmierci Stalina. W roku 1946 na Opolszczyźnie był jeszcze jeden klub z kresowym rodowodem, rywalizujący w klasie A właśnie z Odrą i Lwowianką: Kresy Kluczbork.

W reprezentacji

Odra od chwili powstania nie miała równych w mieście. W roku 1953, jako pierwszy klub z Opolszczyzny awansowała do I ligi. Wchodziła do niej i spadała. Spędziła na najwyższym szczeblu rozgrywek 22 sezony. Od kiedy spadła w roku 1981 – już się nie podniosła.

Mimo że tylko raz zajęła miejsce na podium mistrzostw Polski (trzecie w sezonie 1963/64), w świadomości kibiców przez całą dekadę lat 60. i krótko w drugiej połowie 70. uchodziła za poważną siłę. Miała też swoich bohaterów.

W tym samym czasie w Odrze grało kilku reprezentantów Polski. Bramkarz Konrad Kornek, prawy obrońca Henryk Szczepański, stoper lub pomocnik Henryk Brejza i napastnicy: Engelbert Jarek oraz Norbert Gajda.

Kornek urodził się w Luboszycach niedaleko Opola, Brejza w Ozimku a Jarek w Rokitnicy. Byli chłopakami stamtąd.

Kornek, nazywany „Kundziem", w latach 60. był drugim bramkarzem w Polsce, po Edwardzie Szymkowiaku. Rozegrał w reprezentacji 15 meczów. W wieku 32 lat wyjechał do USA aby, jak dziesiątki innych polskich piłkarzy, pograć jeszcze w klubie polonijnym i popracować w piekarni lub na budowie. W Polonii Greenpoint szło mu tak dobrze, że dwa lata później kupił go słynny Cosmos Nowy Jork.

Brejza zagrał w kadrze tylko dziewięć razy, ale w jakich meczach! Debiutował w styczniu 1966 roku przeciw Anglii w Liverpoolu, potem spotkał się z nią jeszcze raz, na Stadionie Śląskim. W tym samym roku wyjechał z kadrą na tournee po Ameryce Południowej i został jednym z czternastu Polaków, którzy w reprezentacji Polski wystąpili na słynnym stadionie Maracana w Rio de Janeiro, w obecności 130 tys. widzów.

Grał m.in. przeciwko Pelemu, który bramki nam wówczas nie strzelił, chociaż Brazylia wygrała 2:1. Trzy dni później Polacy zremisowali z Argentyną w Buenos Aires 1:1. Brejza tworzył w tym meczu parę środkowych obrońców ze Stanisławem Oślizłą.

Był wierny Odrze przez czternaście sezonów. W latach 1957–1971 rozegrał w jej barwach ponad pół tysiąca meczów. W ekstraklasie 253, co jest klubowym rekordem.

Rekord zdobytych bramek: 93 w 222 meczach należy do Engelberta Jarka. Słynął z „atomowych" strzałów, jak mówiono w jego czasach. Kiedy grał w ataku z innym „bombardierem" Norbertem Gajdą, wszyscy przeciwnicy Odry w lidze ogłaszali alarm. We dwójkę wbili zdobyli dla swojej drużyny dokładnie 150 goli.

Jarek, podobnie jak Brejza spędził w Odrze czternaście lat i ma status legendy. Nosił przezwisko „Betel". Ponieważ ukończył technikum i otrzymał papiery agronoma, po maturze skierowano go do pracy do biura ochrony roślin powiatowej radzie narodowej w Nysie. To się nie mogło udać.

Jarek grał w drużynach seniorów kiedy jeszcze nie miał dowodu osobistego. Do rady narodowej się nie nadawał, zaczął grać w Polonii Nysa, a po kilku miesiącach był już w Odrze. Nie pił, nie palił, robił notatki z każdego swojego meczu, z których wynikało, że w ponad pięciuset strzelał średnio jednego gola na dwie godziny.

Do reprezentacji miał pecha. W jego czasach było wielu równie dobrych napastników więc Jarek tylko trzy razy wkładał narodową koszulkę. Pojechał też na igrzyska olimpijskie do Rzymu (1960), gdzie przy Erneście Polu, który w pierwszym meczu z Tunezją strzelił pić bramek nie miał szans wyjścia na boisko.

Na tamtych igrzyskach prawym obrońcą reprezentacji był Henryk Szczepański. Grał wtedy w ŁKS, do Opola przeniósł się rok później. To trzeci rekordzista. Jako zawodnik opolskiego klubu wystąpił w drużynie narodowej 28 razy, a w sumie 45. W latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, kiedy nie było tyle meczów reprezentacji jak dziś to godny szacunku wyczyn. Tym bardziej, że wiele razy wyprowadzał drużynę na boisko jako kapitan.

Szczepańskiego nazywano „Burzą". Po zakończeniu kariery został trenerem, związanym najdłużej z warszawską Gwardią. Jego syn Adrian też był piłkarzem ligowym Gwardii, Motoru Lublin i Lecha.

„Winnetou" na olimpiadzie

Jedyny mistrz olimpijski grający w Odrze też był prawym obrońcą, chociaż mógł grać nawet w ataku. Nazywał się Zbigniew Gut. Biegał sto metrów w 11 sekund z drobnymi ułamkami, w dal skakał około siedmiu metrów, a wzwyż 180 cm. Typ dziesięcioboisty, nazywany „Winnetou".

Powiedzenie o nim, że dobrze panował nad piłką byłoby sporym nadużyciem. Miał inne zalety. Kazimierz Górski powołał go do kadry na igrzyska olimpijskie w Monachium i jako debiutanta wpuścił na mecz z NRD na pozycję prawego pomocnika.

Gut biegał jednak przez półtorej godziny po całym boisku, w ogóle się nie męcząc i dezorganizując wszelkie niemieckie plany, dotyczące wyprowadzenie w pole polskich obrońców. To Gut ich wyprowadził w pole. Był zawodnikiem do zadań specjalnych.

Kiedy na mundialu w Niemczech Adam Musiał zapomniał, o której godzinie powinien wrócić do hotelu i Górski odsunął go od meczu ze Szwecją, miejsce Musiała zajął właśnie Gut. Rzadko grał, ale trafił na dobry czas kadry, dzięki czemu zdobył złoty medal olimpijski i srebrny na mistrzostwach świata. Grał jeszcze w Lechu, osiadł we Francji, ale nie zrobił tam kariery. Zmarł w wieku zaledwie 61 lat.

Dobra rekomendacja

Po latach 60. drugi „złoty" okres Odry przypadł na lata 1975–1978, kiedy jej trenerem był Antoni Piechniczek. Miał 33 lata kiedy przyjechał z Bielska-Białej i jeszcze w II lidze zaczął budować nową drużynę.

Jej zawodnicy trafili z Opola do reprezentacji Polski i pojechali na mistrzostwa świata. Odra pokonała w Warszawie Legię Kazimierza Deyny 5:3, a Lecha w Opolu 7:1. Pierwszy raz wystąpiła w europejskich rozgrywkach pucharowych (bramkę w meczu z Magdeburgiem zdobył Józef Klose –ojciec Mirosława, najlepszego strzelca w historii mundiali).

Na niektóre jej mecze przychodziło tyle ludzi, że nie mieścili się na trybunach 25-tysięcznego przedwojennego stadionu. Stali więc – jak za zgodą sędziów w spotkaniu z ŁKS – tuż za liniami boiska, odgrodzeni od niego linami. I był porządek.

Praca w Opolu okazała się dla Antoniego Piechniczka najlepszą rekomendacją przy wyborze na trenera reprezentacji Polski. Ale Odra drugiej połowy lat 70. to już całkiem inna historia.