Do pracy w wirtualnym świecie

Jan Filipowiak założyciel firmy Pixel Legend.
materiały prasowe

Stoisz na rynku w Krakowie, kierujesz swój telefon na dowolne miejsce, po czym na ekranie ukazuje się trójwymiarowy widok tego miejsca. Ze średniowiecza. To nie przyszłość, ale świat wirtualnej rzeczywistości, którą projektuje szczecińska firma Pixel Legend.

Dwa obrazki, które znają miłośnicy sag science fiction. Piloci z floty Rebeliantów siedzą w okrągłej sali. Pośrodku nich wyświetla się trójwymiarowy plan Gwiazdy Śmierci budowanej przez siły Imperium. Na hologramie widać nie tylko całą gwiazdę, ale także jej wnętrze. Trwa narada przed bitwą w jednym z odcinków sagi „Star Wars”.

Drugi obrazek. Multimilioner i wynalazca Tony Stark, używający w walce ze złem kombinezonu Iron Mana wydaje ustne polecenia komputerowi, który zmienia obrazy wyświetlanego przed nim hologramu. Stark wchodzi też pomiędzy hologram i rękoma przesuwa jego fragmenty.

To wizje reżyserów – „Star Wars” jeszcze z lat 80. i znacznie późniejsza „Iron Mana”.

– Technologia postępuje szybciej niż śmiałe wizje filmowców – komentuje te sceny Jan Filipowiak, założyciel szczecińskiej firmy Pixel Legend, która specjalizuje się w wirtualnej rzeczywistości (VR) i rozszerzonej rzeczywistości (AR). Dla niewtajemniczonych – wirtualna rzeczywistość jest światem wymyślonym, stworzonym komputerowo. Rozszerzona rzeczywistość łączy ten fikcyjny obraz z prawdziwym światem, najczęściej nakładając jeden na drugi. W obydwu możemy poruszać się w przestrzeni trójwymiarowej. Uzależnieni jesteśmy jednak od sprzętu – specjalnych okularów.

– Interaktywne hologramy już są dostępne, najszybciej można je zobaczyć w okularach Hololens i innych tego typu rozwiązaniach, np. Daqri. Okulary Magic Leap obiecują znacznie więcej, na razie są w wersji deweloperskiej i są zbyt futurystyczne, żeby je nosić na ulicy. Wizja ze „Star Wars” i „Iron Mana” to praca wieloosobowa w rozszerzonej rzeczywistości, chcemy to umożliwić w tym roku. Mamy wsparcie dla kontrolera Leap Motion, który umożliwia manipulowanie obiektami 3D gołymi rękami – zapowiada Filipowiak.

Wejść do domu przed jego powstaniem

Jan Filipowiak wie, co mówi. Jego firma przygotowuje właśnie na rynek nowatorski produkt – platformę Virtualist.

To program, dzięki któremu każdy może bez pomocy specjalisty stworzyć dla swojego projektu prezentację w wirtualnej lub rozszerzonej rzeczywistości. W wirtualnej rzeczywistości (VR) osoba zakłada okulary, które odcinają ją od rzeczywistego otoczenia, dzięki czemu przenosi się w skali 1:1 do wirtualnej sceny tak jakby była tam w pełni obecna, np. do przyszłego domu zaprojektowanego przez architekta lub sali konferencyjnej na spotkanie z innymi osobami łączącymi się z innych miejsc na świecie. W rozszerzonej rzeczywistości (AR) aplikacja z kolei „nakłada” elementy wirtualne na realne otoczenie przy użyciu kamery w telefonie, tablecie lub w okularach. W ten sposób można zobaczyć jak przyszły dom będzie wyglądał na istniejącej działce, sprawdzić czy mebel będzie pasował do pokoju lub czy samochód zmieści się w garażu.

– Zastosowań Virtualist jest mnóstwo. W budownictwie i architekturze dany klient może sobie załadować projekt przygotowany przez architekta na platformę i sprawdzić jak będzie wyglądał w rzeczywistej przestrzeni. Może uzgodnić z projektantem wnętrz wystrój „będąc” w środku. Projektant może też zaprosić klienta do przejścia projektu w okularach VR w skali 1:1, by dać mu lepsze wyobrażenie o projekcie. Nauczyciel może przygotować wirtualną lekcję biologii ładując z Internetu modele np. organów wewnętrznych i zrobić lekcję „we wnętrzu”, jak w filmie „Mikrokosmos”. Lekarz może uruchomić wyniki badań i trójwymiarowe skany z tomografii i omówić je zdalnie z innymi specjalistami w innych miejscach na świecie w wirtualnej sali konferencyjnej. Firma może wynająć wirtualną przestrzeń do przeprowadzenia prezentacji z uczestnikami z wielu krajów – opisuje możliwości zastosowania Virtualist szef Pixel Legends.

Jego zdaniem program to nie tylko zmiana pracy dla kupujących go firm, ale także korzystać z niego będą ich klienci.

– To pomoże w zrozumieniu specjalisty. Zamiast telefonów z architektem możemy wejść do naszego domu na wiele miesięcy, zanim powstanie, i szybko omówić zmiany. W trakcie planowanej inwestycji przebudowy miejskiej będziemy mogli przejść się po projekcie. Jeśli projekt będzie zakładał konsultacje można wziąć do ręki element projektu i umieścić go tam, gdzie powinien się znajdować. Tak było w Szczecinie w ubiegłym roku, gdzie mieszkańcy w namiocie sferycznym sami projektowali przyszły wygląd centrum miasta. To duży skok od typowych spotkań w sali gimnastycznej z obrazkami na rzutniku. Mijając na ulicy tablicę informacyjną o inwestycji można uruchomić publiczny link zostawiony przez inwestora i za darmo przejść się po projekcie na swoim telefonie lub zobaczyć jak wyrasta w miejscu gdzie dziś jest dziura w ziemi. W uzgodnieniu wystroju pokoju dziecka, umieszczając obiekty w rzeczywistym pokoju i malując ściany na długo przed kupieniem farby. W ustaleniu czy szafa się zmieści w narożniku, czy stół będzie pasować do reszty. Albo w szkoleniu przed pierwszym dniem w pracy. Można wymieniać bez końca – wylicza Filipowiak.

Na rynku Kazimierza Wielkiego

Pixel Legend równolegle pracuje nad innymi nowatorskimi rozwiązaniami VR i AR. Filipowiak, zanim trafił do tej branży, zajmował się projektowaniem na potrzeby marketingu. Współpracował jako rysownik i ilustrator z czasopismami i firmami – m.in. Dellem, „Newsweekiem”, Amnesty International. Pracował też w Szkocji w agencji reklamowej, gdzie miał do czynienia z Fordem, Toyotą i Mapei. Swoją własną działalność zarejestrował w 2008 roku, a od 2012 zaczął pracować intensywnie nad aplikacjami mobilnymi. W 2014 roku rozpoczął pracę nad pierwszym, autorskim projektem VR i AR, czyli Pastguide.

– W sierpniu 2014 roku otrzymaliśmy jako pierwsza firma w Polsce i jedna z 3 proc. aplikantów z Europy grant na innowacje SME Instrument bezpośrednio z Komisji Europejskiej. W tym samym roku otrzymaliśmy też finansowanie z fińskiego akceleratora Fiware, a rok później nagrodę Galileo Masters w Berlinie i finansowanie w Barcelonie na aplikację. Dzięki tym funduszom przez dwa lata prototypowaliśmy aplikację i dopracowaliśmy koncepcję – opowiada o ścieżce finansowej.

Pastguide to aplikacja, która przenosi nas w przeszłość za pomocą telefonu albo tabletu.

– Przyjeżdżamy w ciekawe miejsce turystyczne. Uruchamiamy na telefonie wycieczkę. Telefon prowadzi nas od punktu do punktu. W punktach GPS telefon daje nam znać, że tu możemy odtworzyć element rozgrywki – np. spotkać postać historyczną, znaleźć ciekawy przedmiot, odtworzyć rekonstrukcję wydarzenia lub bitwy, zobaczyć jak to miejsce wyglądało kiedyś. Za odkrywane miejsca i przedmioty zbieramy punkty i doświadczenie, które można wymienić na nagrody w okolicznych restauracjach, pubach, muzeach, kinach itd. Za wspólną rozgrywkę z rodziną lub przyjaciółmi jesteśmy dodatkowo wynagradzani – mówi Filpowiak.

Jak wyjaśnia szef Pixel Legend – Pastguide działa w oparciu o Virtualist więc możliwe jest nakładanie trójwymiarowych scen na widok kamery (AR) i odtwarzanie treści w VR (filmy 360, sceny 3D). Treści mogą łatwo tworzyć pasjonaci i znawcy tacy jak przewodnicy i muzea. Może to być scena 3D lub film nagrany kamerką 360. Wycieczka może prowadzić turystę po punktach w terenie i tych w muzeach. Np. chodząc po rynku w Krakowie można zobaczyć na telefonie życie codzienne i miejsce odtworzone w okresie Kazimierza Wielkiego, a zachodząc do muzeum będzie można dowiedzieć się więcej i odtworzyć np. interaktywną scenę 3D na okularach, wziąć do ręki miecz wykuty przez kowala i porozmawiać z mieszkańcami.

Pierwsza wersja aplikacji została uruchomiona w sierpniu 2016 roku, by przez rok przechodzić testy. Teraz firma pracuje nad pełną wersją, która będzie działać w Krakowie i Szczecinie. Filipowiak liczy na duży sukces.

– Przez okres testowy uruchomiło ją ok 2,5 tys. turystów. Prototypujemy ją w Polsce z trzema muzeami, dziennie mam ok. 30 zapisów od digital managerów i dyrektorów marketingu muzeów z całego świata, przewodników i twórców treści. Turystyka wiąże wielkie nadzieje z technologiami VR i AR – wyjaśnia.

Wirtualna rzeczywistość w każdym domu

W 2016 roku do Pixel Legend dołączył jako inwestor Tomasz Stencel. Do dzisiaj zainwestował 1,5 mln zł, w zamian uzyskując 15 proc. udziałów.

– Obecnie zlecam kolejną wycenę spółki i przygotowujemy się do szerszego wejścia na rynek. Porównując nasz etap z wycenami konkurencyjnych rozwiązań ostrożnie szacuję, że podwoiliśmy wartość. Rozmawiam z poważnymi inwestorami z Polski i z zagranicy, którzy mogą nam dać kontakty niezbędne do rozwinięcia sprzedaży. Najlepsze akceleratory same zgłaszają się z propozycjami – opowiada Jan Filipowiak.

Dzięki inwestorowi można było przyśpieszyć prace. Virtualist jest na etapie testów. Użytkownicy mogą założyć konto, za 100 euro otrzymują link i testują ją na urządzeniach przenośnych i na okularach VR. W ten sposób zgłosiło się już 1000 firm. Komercyjna wersja powinna zostać uruchomiona w czerwcu. Także prace przy Pastguide są w zaawansowanej fazie. Uruchomienie projektów ma pozwolić na duże zwiększenie przychodu. W ub. roku uzyskali 300 tys. zł netto, w tym ma być dwa razy więcej. Cel na kolejne lata?

– Kompatybilność z wiodącymi urządzeniami, przynajmniej 7-krotne zwiększenie wartości spółki, 10 000 klientów b2b na platformie Virtualist płacących 100 euro miesięcznie i dających milion EUR miesięcznego przychodu, Pastguide w najatrakcyjniejszych lokacjach turystycznych w Europie i dodatkowy przychód ze sprzedaży modeli 3D, abonamentów dla biznesów i usług – wylicza Filipowiak.

Stawka jest ogromna. Rynek sprzedaży urządzeń i aplikacji VR i AR na świecie liczy obecnie około 18 miliardów dolarów. W 2021 jest szacowany na 215 mld!

– VR będzie szedł w kierunku coraz większego realizmu i gdy spadną ceny będzie szerzej dostępny w domach. Żeby to się jednak stało, musi też odpiąć się od kabla komputerowego i renderować autonomicznie. Drugim trendem w VR będzie Full Motion, czyli przestrzenie dla wielu graczy, gdzie można swobodnie biegać i się poruszać. Parki rozrywki i miejsca turystyczne już teraz testują takie rozwiązania, mam w wycenie obecnie takie mobilne centrum na cztery namioty, mamy całą linię produkcyjną łącznie z pracowniami rekwizytów i labiryntów. W AR kluczowe będzie dokładne pozycjonowanie i rezygnacja z futurystycznych hełmów na rzecz zwykłych okularów i soczewek. No i to, żeby urządzenia dobrze „uczyły” się i zapamiętywały przestrzeń, by później „przyczepiać” do niej wirtualne obiekty – zapowiada Filipowiak.

Mogą Ci się również spodobać

Przedsiębiorcy inwestują w technologie

Już 150 mln zł trafiło do zachodniopomorskich firm w ramach dotacji na tzw. regionalne ...

Kraków idzie na wojnę z hulajnogami

W ciągu kilku miesięcy miasta zalała fala 6,5 tys. hulajnóg na minuty. Samorządy nie ...

Ranking Samorządów 2019: Rekordowe inwestycje

Samorządy muszą inwestować, by się rozwijać i podnosić jakość życia społeczności lokalnej. Najwięcej przeznaczają ...

Narew bezpieczniejsza dla wodniaków

Na Narwi w Ostrołęce zamontowano nowe znaki nawigacyjne dla wodniaków. Słabo widoczne tyczki zastąpiono ...

Uciążliwymi sąsiadami dla mieszkańców są m.in. chlewnie

Sąsiedzi będą mogli zrobić niewiele

Nowe przepisy, zamiast pomóc społecznościom lokalnym rozwiązywać problemy z uciążliwymi inwestycjami, jeszcze im to ...

4 czerwca znów powieje wiatr od morza

Chcemy, by Polska była znowu praworządna i demokratyczna – mówi prezydent Białegostoku Tadeusz Truskolaski.