Najwyższa pora zakasać rękawy

Konieczna jest poważna refleksja nad stanem naszego państwa w każdym jego organizacyjnym aspekcie.

Publikacja: 15.07.2014 01:30

Za rok będziemy obchodzić 25-lecie pierwszych wyborów samorządowych z 1990 r.

Za rok będziemy obchodzić 25-lecie pierwszych wyborów samorządowych z 1990 r.

Foto: PAP

W trakcie konferencji poświęconej 15-leciu samorządowych województw, która odbyła się 2 lipca 2014 r. w Senacie, pojawił się postulat ogłoszenia przyszłego roku Rokiem Samorządności. Trudno nie przyklasnąć temu pomysłowi.

Po pierwsze, będzie okrągła rocznica. Wszak to już niebawem 25 lat od chwili uchwalenia najważniejszych ustaw samorządowych (było to 8 marca 1990 r.) oraz od pierwszych wyborów samorządowych (27 maja). Po drugie, to doskonała okazja do rzetelnego obrachunku wystarczająco już długiego okresu funkcjonowania całego nowego układu samorządowego.

Prof. Michał Kulesza często powtarzał, że obecne rady przypominają właściwie dawne rady narodowe, w których mieliśmy radnych, ale bezradnych. Obserwując rozwój polskiego samorządu od chwili jego narodzin, mam niekiedy wrażenie, że mocno oddalił się od pierwotnych założeń, tak że raczej można by mówić o samodzierżawiu w wydaniu lokalnym niż o samorządzie.  Wyrazem tego są między innymi coraz częstsze głosy opowiadające się za koniecznością ograniczenia liczby kadencji wójtów (burmistrzów i prezydentów) do dwóch, w ostateczności do trzech. To też dowodzi konieczności dokonania zmian ustrojowych.

To samo odnosi się również do pozycji radnych. Wiele do życzenia pozostawia system finansowania samorządu, instytucje kontroli i nadzoru. Faktem jest, że mamy trzy całkowicie różne, aczkolwiek  wychodzące niejako z jednego pnia, rodzaje samorządu terytorialnego, a regulujące je ustawy coraz mocniej się ustrojowo rozjeżdżają.

Erozja instytucji publicznych

Nie została dokończona reforma centrum, a cały system rządowo-ministerialny funkcjonuje od blisko 20 lat bez większych zmian. A przecież proces decentralizacji powinien zasadniczo zmienić także to, co podlegało decentralizacji, czyli centralną administrację rządową.

Słowem, konieczna jest poważna refleksja nad stanem naszego państwa w każdym jego organizacyjnym aspekcie. Powinna ona prowadzić do zasadniczej poprawy mechanizmów rządzenia na każdym szczeblu i do utworzenia odpowiednich mechanizmów koordynacji oraz współpracy w całym sektorze publicznym.

Pojawiają się też co rusz głosy postulujące powołanie komisji kodyfikacyjnej, która byłaby w stanie w przewidywalnym terminie uporządkować samorządowe prawo materialne i formalne, stanowiące podstawę prawną dla wszystkich instytucji samorządu.

Pomysłom tym również trzeba zdecydowanie przyklasnąć, bo w przeciwnym razie za jakiś czas nikt już nie będzie obejmował całości mechanizmu państwowego, a jego poszczególne elementy staną się przedmiotem gry wyłącznie interesów grupowych. Właściwie już się stały, co prowadzić musi do jeszcze głębszej erozji instytucji publicznych.

Obce nam ?zdobycze cywilizacji

Największa klęska samorządu to – w mojej ocenie – gospodarka przestrzenna. Nie jest to oczywiście  wyłącznie wina samorządu.  Błędy popełniane w ostatnim dwudziestoleciu (w 1994 r. uchylono np. za jednym zamachem wszystkie plany zagospodarowania przestrzennego) mszczą się dzisiaj bardzo wyraźnie, i to zarówno w sferze gospodarczej, jak i estetyczno-krajobrazowej. Przerażenie ogarnia mnie na myśl, co pozostawimy następnym pokoleniom, dewastując drogocenną przestrzeń odziedziczoną po przodkach.

Nie nauczyliśmy się właściwie korzystać z partnerstwa publiczno-prywatnego. Cały aktualny system zamówień publicznych, a przede wszystkim praktyka, dowodzi, że są to nadal zdobycze cywilizacyjne zasadniczo nam obce.

Koniec ?ekstensywnego rozwoju

Nie chcę mnożyć oczywistych mankamentów w funkcjonowaniu naszego państwa. Nie dotykam skomplikowanych i niełatwych do rozwiązania problemów sądownictwa, systemu podatkowego, edukacji, ochrony zdrowia.

W pewnym sensie możemy nadal szczycić się osiągnięciami polskiej samorządności, ale ekstensywne możliwości jej rozwoju dawno się już wyczerpały. Pora więc zakasać szybko rękawy i zabrać się jak najszybciej do poważnej roboty.

Dobrze byłoby też w perspektywie zbliżających się wyborów parlamentarnych  zawczasu pomyśleć o niezbędnych politycznych elitach, które będą w stanie na drugi dzień po wyborach przystąpić do generalnego remontu państwa. Zazwyczaj jest to możliwe tylko w ciągu kilku pierwszych miesięcy po wyborach. Później nikt już nie ma do tego siły ani potrzebnej determinacji.

Jerzy Stępień, prawnik, polityk, prezes Trybunału Konstytucyjnego w latach 2006–2008

Materiał partnera
Dolny Śląsk mocno stawia na turystykę
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Regiony
Samorządy na celowniku hakerów
Materiał partnera
Niezależność Energetyczna Miast i Gmin 2024 - Energia Miasta Szczecin
Regiony
Nie tylko infrastruktura, ale też kultura rozwijają regiony
Materiał Promocyjny
Naukowa Fundacja Polpharmy ogłasza start XXIII edycji Konkursu o Grant Fundacji
Regiony
Tychy: Rządy w mieście przejmuje komisarz wybrany przez Mateusza Morawieckiego