Przypadki…

Nie ma dzisiaj w Wielkopolsce, a chyba i w całej Polsce, głośniejszej sprawy kryminalnej niż zagadka śmierci Ewy Tylman. Zwłaszcza po niedawnej decyzji sądu, który zdecydował o zwolnieniu oskarżonego z więzienia.

Publikacja: 05.03.2017 21:30

Nie, to nie koniec, Adam Z. nie został uniewinniony. Sąd uznał, że przynajmniej na razie oskarżony nie musi przebywać za kratami. Ale to może być sygnał, że dotychczas przedstawione przez oskarżycieli dowody są miałkie. Najwyraźniej, mimo sporych pieniędzy wydanych przez prokuraturę na udowodnienie winy Adamowi Z., materiały dowodowe nie przekonały sądu. Przynajmniej na razie.

Po zwolnieniu z więzienia Adama Z. media w swojej ocenie były jednoznaczne, nazywając to „kompromitacją prokuratury". Czy rzeczywiście jest to kompromitacja oskarżycieli, pokaże czas. Ale informacje docierające z sądowej sali są niepokojące. Mowa jest o wywieraniu na oskarżonym niedozwolonej presji ze strony prowadzących śledztwo policjantów, o utrudnianiu mu kontaktu z adwokatem, zastraszaniu. Jeśli te informacje okażą się prawdziwe, to rzeczywiście będzie można mówić o kompromitacji nadzorującej śledztwo prokuratury, ale także policji.

Jeśli... Wolę nie wydawać sądów, bo sprawa jest delikatna, dotyczy ludzkich uczuć. Przede wszystkim – uczuć rodziny Ewy Tylman.

Ale w całej tej sprawie jest coś do bólu znajomego – niewiara, że ta śmierć mogła być przypadkowa. Nastąpić w wyniku splotu niesprzyjających, pechowych okoliczności. I być może nikt nie jest jej winien. Że to, po prostu, przypadek. Nie chcemy w taką śmierć wierzyć. Wydaje nam się jeszcze bardziej bezsensowna, trywialna, niezgodna z logiką, z całym porządkiem rzeczy. Bliscy nigdy się z tym nie godzą i takie jest ich niezbywalne prawo. Tym większa odpowiedzialność spada na tych, którzy próbują rozwikłać tragiczną zagadkę. Pytanie, czy prowadzący śledztwo poważnie wzięli pod uwagę, że ta śmierć była efektem nieszczęśliwego wypadku, a nie ohydnego mordu. Trzeba mieć odwagę, aby zwłaszcza w głośnym śledztwie powiedzieć, że śmierci ofiary nikt nie jest winien poza przypadkiem, że nikt za to nie odpowie, a sprawa nie trafi nawet na sądową wokandę. Mam wrażenie, że prokuratorzy rzadko biorą to pod uwagę, bo ich naczelnym zadaniem jest udowodnienie winy. A to nie zawsze oznacza dojście do prawdy.

Przypadek bywa okrutnikiem, ale czasem przypadek chichocze. W 1944 roku, gdy delegacja Krajowej Rady Narodowej (w praktyce PPR) pojechała do Moskwy, zabrał się z nią Jan Haneman, Żyd obawiający się, że wpadnie w ręce Niemców, co oczywiście oznaczało śmierć. Gomułka długo się temu wyjazdowi opierał, ale w końcu uległ naleganiom Osóbki-Morawskiego, który upierał się, aby zadekować swojego kolegę w Moskwie. Tymczasem Rosjanie wzięli Hanemana za ważnego działacza pepeerowskiego podziemia i w PKWN powierzyli stanowisko kierownika gospodarki narodowej i finansów, a później skarbu.

Autor jest niezależnym publicystą, autorem wydanej właśnie biografii Wojciecha Jaruzelskiego pod tytułem „Czerwony Ślepowron"

Materiał partnera
Dolny Śląsk mocno stawia na turystykę
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Regiony
Samorządy na celowniku hakerów
Materiał partnera
Niezależność Energetyczna Miast i Gmin 2024 - Energia Miasta Szczecin
Regiony
Nie tylko infrastruktura, ale też kultura rozwijają regiony
Materiał Promocyjny
Naukowa Fundacja Polpharmy ogłasza start XXIII edycji Konkursu o Grant Fundacji
Regiony
Tychy: Rządy w mieście przejmuje komisarz wybrany przez Mateusza Morawieckiego