Międzynarodowy Jarmark Folkloru w Węgorzewie przyciąga coraz więcej turystów

Międzynarodowy jarmark od czterdziestu lat przyciąga do mazurskiego Węgorzewa miłośników kultury ludowej nie tylko z Polski, ale i z zagranicy.

Publikacja: 09.08.2017 22:00

Dla Krystyny Jarosz, kustosz z Muzeum Kultury Ludowej w Węgorzewie, tegoroczny Międzynarodowy Jarmark Folkloru (5–6 sierpnia) był już 25. w życiu.

– Węgorzewo to moje strony rodzinne. Już jako dziecko przychodziłam na jarmark, potem jako nastolatka, a wreszcie sama mogę uczestniczyć w przygotowaniach, od kiedy pracuję w muzeum – mówi w rozmowie z „Rzeczpospolitą".

Ćwierkająca galeria

Zapytana, co sama najbardziej ceni z przebogatej oferty imprezy, wskazuje na... malowane ptaszki.

– Kocham drewniane, malowane ptaki. Kupowałam je przez lata i mam teraz całą galerię. Pamiętam dobrze twórców: który jakie ptaszki robił, jaką miał technikę itp. Dziś już się wielu wykruszyło, ale na ich miejsce przychodzą nowi, z nowymi pomysłami. Tutaj ludzie nie sprzedają towarów, tylko je tworzą. A to wielka różnica, bo w tych ptaszkach są nie tylko drewno i farba, ale i miłość jako wartość dodana – opowiada.

Dla niej, ale i dla tysięcy stałych bywalców, kontakt z twórcą jest czymś wyjątkowym.

– To, co prezentują, to są takie małe wernisaże. A więc na całym jarmarku mamy wernisaż razy 200, bo co roku około 200 twórców do nas zjeżdża – podkreśla Krystyna Jarosz.

Jarmark wymyśliła przed 40 laty Barbara Grąziewicz-Chludzińska. Urodzona w Krzemieńcu na Wołyniu, po drugiej wojnie światowej trafiła z rodziną do Węgorzewa. Reanimowała zapomnianą kulturę ludową, doprowadzając w 1991 r. do powstania muzeum, którym pokierowała. Jarmark był jednym z wielu jej niezwykłych pomysłów, ale to on najmocniej wypromował Węgorzewo.

W minionym roku impreza zgromadziła 18 tys. gości (Węgorzewo liczy 12 tys. mieszkańców). W tym roku jubileuszowy jarmark objął patronatem marszałek województwa, a dofinansowało (35 tys. zł) Ministerstwo Kultury. Przyjechało 180 artystów ludowych z Polski i 50 z zagranicy – z Litwy, Białorusi, Rosji i Ukrainy. Dzięki temu powstał przebogaty, jak na jubileusz przystało, program.

Do zwiedzenia w Muzeum Kultury Ludowej jest Park Etnograficzny nad Węgorapą, a w nim trzy chaty mazurskie, remiza i kuźnia. Działały tam pracownie rękodzielnicze: garncarska, tkacka oraz kwiatów artystycznych.

Podczas imprezy odbyły się pokazy rzemiosł tradycyjnych: kowalstwa, kucia podków, rzeźby w drewnie i w glinie, wyrobu kwiatów z bibuły i drewna, tkania na krosnach, przędzenia na kołowrotku, toczenia na kole garncarskim, plecionkarstwa ze słomy i wikliny, obróbki bursztynu, pisania pisanek, dmuchania szkła artystycznego, wyrobu koronki frywolitkowej i szydełkowej.

Twórcy zaprosili zwiedzających na stoiska. Ludzie mogli spróbować swoich sił w tkactwie i garncarstwie, nauczyć się, jak zrobić kwiaty z bibuły, wziąć udział w warsztatach zdobienia toreb papierowych czy wspólnie z innymi uczestnikami Jarmarku stworzyć animację ludową „Kolorowankę XL".

Bliny w łatuszkach

Rarytasem jubileuszowego jarmarku była wystawa ceramiki Erazma Szyszki (dożył 98 lat), słynnego wileńskiego garncarza z lat 30. Muzeum prezentowało jego 15 rzeźb ceramicznych.

A dzięki Pawłowi Szymańskiemu, ceramikowi z Kamionki, który odtworzył wileńskie garnki Szyszki i inne naczynia ceramiczne, możliwe było przygotowanie w nich potraw – wypiek blinów na glinianych patelniach zwanych łatuszkami i ugotowanie barszczu.

– Przez te dziesięciolecia wiele się na jarmarku zmieniło. Kiedyś można tu było kupić lizaka czy pierniki, a dziś jest obfitość regionalnych produktów. Mamy tu wędliny tatarskie z Podlasia, suszone owoce, konfitury, zioła, nalewki, kiszonki czy sery – zauważa Krystyna Jarosz.

Z okazji 40-lecia jarmarku można było wybić monetę jubileuszową oraz otrzymać pocztówkę okolicznościową i słodkości (krówki z Dobrego Miasta) na stoisku informacyjnym. Występujące zespoły i soliści mogli wziąć udział w konsultacjach merytorycznych prowadzonych przez jury przeglądu. Porad co do repertuaru, wykonawstwa oraz strojów udzielali specjaliści.

– Dla mnie udział w jarmarku to jakbym się znalazł w kolorowym filmie. Nie dziwię się, że ludzie organizują sobie lato pod naszą imprezę, biorą w tym czasie urlop – opowiada kustosz z Węgorzewa.

Pomysłodawczyni jarmarku przeszła na emeryturę w 2003 r., ale bynajmniej nie zajęła się szydełkowaniem czy robieniem konfitur. Podobnie jak wymyślony przez nią jarmark, stała się „instytucją". W roku 2004 wraz z grupą przyjaciół powołała do życia Fundację „Dziedzictwo nasze" z siedzibą w Węgorzewie.

Ma nowe pasje. Z przyjaciółmi założyła w nieczynnym dworcu kolejowym w Węgorzewie Muzeum Tradycji Kolejowej. Tak jak sztuka ludowa 40 lat temu, dziś mazurskie koleje, a właściwie ich pozostałości (dworce, nasypy, stacyjki) są ginącą historią regionu, w którym niegdyś ciuchcią można było dojechać do najodleglejszych wiosek.

masz pytanie, wyślij e-mail do autorki: i.trusewicz@rp.pl

Dla Krystyny Jarosz, kustosz z Muzeum Kultury Ludowej w Węgorzewie, tegoroczny Międzynarodowy Jarmark Folkloru (5–6 sierpnia) był już 25. w życiu.

– Węgorzewo to moje strony rodzinne. Już jako dziecko przychodziłam na jarmark, potem jako nastolatka, a wreszcie sama mogę uczestniczyć w przygotowaniach, od kiedy pracuję w muzeum – mówi w rozmowie z „Rzeczpospolitą".

Pozostało 93% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Materiał partnera
Ciechanów idealny na city break
Materiał partnera
Nowa trakcja turystyczna Pomorza Zachodniego
Materiał partnera
Dolny Śląsk mocno stawia na turystykę
Regiony
Samorządy na celowniku hakerów
Materiał partnera
Niezależność Energetyczna Miast i Gmin 2024 - Energia Miasta Szczecin
Materiał Promocyjny
Sztuczna inteligencja może być wykorzystywana w każdej branży