Niebiescy przyjaciele Jana z Czarnolasu

Jest rzeczą niezwykle wzruszającą, gdy policja staje nie tylko po stronie bitych i ciemiężonych, ale znajduje też czas, siły oraz środki, aby bronić tego narodowego skarbu, jakim jest język polski.

Publikacja: 21.05.2018 10:00

Skarbu, którego żadni Czartoryscy czy Radziwiłłowie nam do Luksemburga nie wywiozą. Policja robi to zresztą nie od dzisiaj. Godzi się przypomnieć, że jedną z pierwszych ustaw przyjętych przez Sejm po wprowadzeniu stanu wojennego była właśnie ustawa o dbałości o narodowy język. Stało się to z inicjatywy samego Wojciecha Jaruzelskiego, który później żalił się różnym towarzyszom, że tzw. środowiska twórcze – choćby literaci, aktorzy i plastycy – nie popierają ludowej władzy („lud" był ówczesnym synonimem dzisiejszego „suwerena"), a ta przecież jak nikt inny dba o polską kulturę.

Najwyraźniej coś z tego myślenia dawnego aparatu represji we współczesnej policji zostało, bo w trosce o polską kulturę policjanci z Poznania próbują ukarać Joannę Jaśkowiak. Pani Jaśkowiak podczas jednego z wieców (dzisiaj znowu chyba nazywanych „antyrządowymi") miała nieostrożność stwierdzić, że „dobra zmiana" jej się nie podoba. Dodała – i tego już słynącym z najwyższych językowych standardów, legendarnym obrońcom mowy Mikołaja Reja i Jana z Czarnolasu poznańskim policjantom było za dużo – że na rządy „biało-czerwonej drużyny" jest „wkurwiona". Policjanci zareagowali na to niczym rycerze średniowiecznej Europy na słowa papieża Urbana II wygłoszone w 1095 roku na synodzie w Clermont – postanowili uwolnić Poznań, a może i całą Polskę, od niewoli wulgaryzmów.

Pierwsza wyprawa krzyżowa jeszcze trwa, ale zmierza do zwycięskiego końca. Do Jerozolimy jeszcze naszym policjantom daleko, ale bitwa pod Antiochią została już wygrana, „cud świętej włóczni" się dokonał. Pani Jaśkowiak jest za te słowa ciągana przez policjantów, owych krzyżowców mowy polskiej, na kolejne przesłuchania, a groźba sądu i kary staje się coraz bardziej realna. Nie jest wykluczone, że wkrótce za panią Jaśkowiak zatrzaśnie się brama więzienia w Rawiczu, niegdyś reklamującego się hasłem „Miasto wolności".

W całej tej sprawie nie ma nic do rzeczy to, że Joanna Jaśkowiak, poza tym, że nie bardzo kocha „biało-czerwonej drużynie", jest też żoną Jacka Jaśkowiaka, prezydenta Poznania. Pech chciał, ta koincydencja jest najzupełniej przypadkowa, że prezydent grodu nad Wartą jest związany z Platformą Obywatelską, a nie z Prawem i Sprawiedliwością. Zupełnie bez związku jest w tym wszystkim także informacja, że zbliżają się wybory samorządowe...

Gdyby czasem rzecznikowi policji lub Ministerstwa Spraw Wewnętrznych przyszło do głowy napisać – naturalnie w pięknej polszczyźnie Mikołaja Reja lub Wojciecha Jaruzelskiego – sprostowanie pouczające redaktora naczelnego „Rzeczpospolitej" (i mnie przy okazji), że „nie ma świętych krów, a wszyscy są równi wobec prawa", to oznajmiam, że świetnie to wiem, i podpisuję się pod tym dwoma rękoma. Jestem też absolutnie przekonany, że już teraz poznańscy policjanci przygotowują drugą wyprawę krzyżową, której celem będzie wyeliminowanie osób wykrzykujących wulgaryzmy na stadionie podczas meczów Lecha Poznań, a także podczas szlachetnych i rzecz jasna pokojowych demonstracji narodowców.

Policjanci z Poznania mogliby np. jakoś wpłynąć na swoich kolegów z Łodzi, aby ci zainteresowali się choćby działaczami łódzkiego ONR-u, który nie tak dawno zawiesił w mieście plakaty ze szlachetnym apelem uwolnienia odsiadującego dożywocie Janusza Walusia. W 1993 roku ten gołębiego serca emigrant z Polski zastrzelił walczącego z apartheidem Chrisa Haniego, lidera Południowoafrykańskiej Partii Komunistycznej, i został skazany na karę śmierci, którą później zmieniono na dożywotnie więzienie. W planach miał również zabójstwo Nelsona Mandeli. Plakaty ONR-u, nawołujące polskie władze do wystąpienia o ekstradycję Walusia, zawisły między innymi na Piotrkowskiej oraz w sąsiedztwie łódzkiej katedry. Że ONR jest legalną organizacją, ma prawo wieszać plakaty, a policji nic do tego? Jasne, jasne...

Nadmienię tylko, że policja w Poznaniu, w szale dbałości o czystość naszej polskiej mowy, złożyła wniosek o ukaranie kolejnych pięciu kobiet, które podczas przesłuchania Joanny Jaśkowiak pikietowały komisariat z transparentem „Jesteśmy wkurwione". Można mieć wrażenie, że krucjata podchodzi już pod Jerozolimę. Tu małe ostrzeżenie dla policjantów i ich szefów – w tej fazie wyprawy krzyżowcy dopuszczali się aktów kanibalizmu, co współcześnie może oznaczać, że zaczną dbać o czystość mowy polskiej również wśród najważniejszych policjantów z Komendy Wojewódzkiej.

Adwokat broniąca Joannę Jaśkowiak powiedziała poznańskim dziennikarzom, że nie ma wątpliwości, że „to sprawa polityczna". Wstrętna insynuacja. I jakże niesprawiedliwa dla obrońców polskiej mowy. Języka, którym posługiwali się przecież Kochanowski, Krasiński i K...

Niezależny dziennikarz, autor biografii Edwarda Gierka, Wojciecha Jaruzelskiego i Władysława Gomułki pt. „Gomułka. Dyktatura ciemniaków".

Skarbu, którego żadni Czartoryscy czy Radziwiłłowie nam do Luksemburga nie wywiozą. Policja robi to zresztą nie od dzisiaj. Godzi się przypomnieć, że jedną z pierwszych ustaw przyjętych przez Sejm po wprowadzeniu stanu wojennego była właśnie ustawa o dbałości o narodowy język. Stało się to z inicjatywy samego Wojciecha Jaruzelskiego, który później żalił się różnym towarzyszom, że tzw. środowiska twórcze – choćby literaci, aktorzy i plastycy – nie popierają ludowej władzy („lud" był ówczesnym synonimem dzisiejszego „suwerena"), a ta przecież jak nikt inny dba o polską kulturę.

Pozostało 88% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Materiał partnera
Nowa trakcja turystyczna Pomorza Zachodniego
Materiał partnera
Dolny Śląsk mocno stawia na turystykę
Regiony
Samorządy na celowniku hakerów
Materiał partnera
Niezależność Energetyczna Miast i Gmin 2024 - Energia Miasta Szczecin
Regiony
Nie tylko infrastruktura, ale też kultura rozwijają regiony