Zakaz sprzedaży alkoholu w Krakowie wywołała wielkie poruszenie

Kompromisy, konsultacje, pytanie o zdanie mieszkańców, odrzucenie pomysłów prezydenta Krakowa – sama możliwość zakazania sprzedaży alkoholu wywołała już wielkie poruszenie.

Aktualizacja: 30.08.2018 17:13 Publikacja: 30.08.2018 16:10

Wprowadzenie zakazu spowoduje – zdaniem wielu – że powstaną „alternatywne” punkty sprzedaży w nocy.

Wprowadzenie zakazu spowoduje – zdaniem wielu – że powstaną „alternatywne” punkty sprzedaży w nocy.

Foto: Fotorzepa/Robert Gardziński

Zakazać czy nie zakazać handlu alkoholem? Czy zamknięcie sklepów nocą będzie ograniczeniem wolności działalności gospodarczej, czy odwrotnie – sprzedaż wysokoprocentowych napojów ogranicza prawo do spokoju mieszkańców? Czy w niszy spowodowanej przez przymusową prohibicję powstaną mobilne meliny, czy też nad miastami w godzinach ciszy nocnej zapanuje wreszcie cisza nocna?

Redakcja „Życia Regionów" zapytała kilkanaście miast, zarówno tych wojewódzkich, jak i turystycznych, jak potraktowały to społeczno-ekonomiczne wyzwanie - czytaj str.16-17. Zwolennicy każdego rozwiązania znajdują w tych miastach poparcie.

Łodzianie nie chcieli

Są miasta, gdzie nic się nie zmieni. Kalisz, Częstochowa, Władysławowo, Wałbrzych, Białystok, Gdańsk i Toruń – rady miast postanowiły nie skorzystać z możliwości, jaką wprowadziła przyjęta w tym roku nowelizacja ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. A ta przekazała w ręce włodarzy miast – wywrotową zupełnie jak na polskie podejście – możliwość zakazania sprzedaży alkoholu w nocy, nie tylko w całym mieście, ale też na terenie poszczególnych dzielnic, a nawet osiedli.

Nowelizacja zobowiązała też gminy do ustalenia limitu zezwoleń na sprzedaż alkoholu, osobno dla piwa, wina i wódek, czyli napojów o zawartości alkoholu powyżej 18 proc. A to jest nie tylko wódka czysta, ale też np. wódki kolorowe, które przeważnie mają moc 30–32 proc. Miasta musiały uchwalić zasady, gdzie takie sklepy mogą się znajdować. Zazwyczaj zakazano sprzedaży alkoholu w promieniu 50 m od szkół, kościołów, ośrodków leczenia uzależnień i noclegowni dla bezdomnych. Jeśli miasta nie ograniczyły nocnej sprzedaży, to, poza dwoma wyjątkami, nie wyznaczyły także miejsc publicznych, gdzie można by legalnie pić alkohol na świeżym powietrzu. Takim miastem jest Częstochowa. – Nie zdecydowaliśmy się na wyznaczanie miejsc publicznych, w których dozwolone byłoby spożywanie alkoholu, ale i nie ma na razie propozycji związanych z wprowadzeniem ograniczeń – informuje Włodzimierz Tutaj, rzecznik prasowy miasta.

O braku nocnej prohibicji w Łodzi zadecydowali sami mieszkańcy. Władze podeszły do tego tematu tak poważnie, że przeprowadziły konsultacje za pomocą nie jednego, ale aż trzech sposobów. Odbyły się sondaż telefoniczny, głosowanie w internecie i wreszcie – ankieta przeprowadzona przez urzędników. – Przyjęliśmy trzy metody badawcze, żeby nikogo z mieszkańców nie wykluczyć i dotrzeć do jak najszerszej grupy – mówi Piotr Bors, dyrektor biura promocji Urzędu Miasta Łodzi.

I wyszło, że 50 proc. łodzian wypytywanych telefonicznie nie chciało zakazu, podobnie 68 proc. osób, które weszły do internetu, by oddać głos, i 59 proc. osób wypytywanych w ankiecie. Nie oznacza to jednak, że mieszkańcy nie mieli żadnych zastrzeżeń, wprost przeciwnie, urzędników zalało pół tysiąca uwag odnośnie do tego, w okolicach których sklepów nocnych powinny pojawić się patrole.

Jeszcze dynamiczniej zmieniała się sytuacja w Krakowie, w którym studenci i turyści tradycyjnie burzą nocny spokój mieszkańców. Szczególnie złą sławą cieszyły się w tym mieście wypady brytyjskich turystów świętujących wieczory kawalerskie. Prezydent miasta Jacek Majchrowski zaproponował więc ograniczenia sprzedaży alkoholu w 13 z 18 dzielnic Krakowa, i to w różnych godzinach, raz między 22 a 6 rano, w innych dopiero od godz. 23. Takie zróżnicowanie nie spodobało się wszystkim, w konsekwencji na początku lipca rada miasta odrzuciła uchwałę i osiągnęła efekt odwrotny od zamierzonego. – Oznacza to, że aktualnie na terenie Krakowa nie obowiązują ograniczenia w nocnej sprzedaży alkoholu – informuje Mariusz Nawrot z urzędu miejskiego Krakowa. Dzielnice się jednak nie poddają i we wrześniu będzie głosowany projekt zakazu nocnej sprzedaży alkoholu w ścisłym centrum Krakowa.

Różnie rozwiązały kwestię nocnej sprzedaży procentów miasta położone blisko siebie, zmagające się więc z podobnymi problemami, np. Władysławowo i Sopot.

Położone na początku półwyspu Helskiego Władysławowo, w którym w lecie do sklepów monopolowych ustawiają się nocami kolejki turystów, nie wprowadziło ani zakazu nocnej sprzedaży, ani odwrotnie – wyjątków od zakazu spożywania alkoholu w miejscach publicznych. Za to położony niedaleko Sopot wykorzystał już w części możliwości nowej ustawy w walce z nocnymi awanturami, wywoływanymi przez pijanych przyjezdnych.

– Z naszych obserwacji wynikało, że sklepy całodobowe były niestety źródłem tańszego i łatwiej dostępnego alkoholu dla osób młodych i często nietrzeźwych – mówił Jacek Karnowski, prezydent Sopotu, uzasadniając w kwietniu wprowadzenie tego zakazu. Który jednak nie wygląda na bardzo uciążliwy, w Sopocie nie można kupić piwa czy wina od godziny 2 w nocy do 6 rano.

Niedaleki Gdańsk jeszcze się zastanawia, bo decyzję chce poprzedzić „wnikliwymi analizami". – Analizujemy zarówno kwestie związane z wprowadzeniem zakazu sprzedaży alkoholu w godzinach nocnych, jak i ograniczenie punktów sprzedaży w dzielnicach. Takie pytanie zostało skierowane do reprezentatywnej grupy gdańszczan i gdańszczanek w ankiecie badającej jakość życia w mieście – informuje rzeczniczka miasta Magdalena Kaczmarek.

Podobnie jak Sopot zadziałał Poznań, z tym że prohibicja zaczyna się wraz z ciszą nocną i trwa do jej końca, czyli od 22 do 6 rano, ale tylko na Starym Mieście i tylko w sklepach, knajpki działają bez ograniczeń. Początkowo władze miasta chciały ograniczenia od godziny 23, bo od tej godziny zaczynały się zwykle interwencje Straży Miejskiej, jednak na to nie zgodzili się radni, których na dodatek podczas sesji rady miasta pilnowali sami mieszkańcy. – Ważne, że dostrzegamy problem, jakim jest nieograniczona sprzedaż alkoholu – komentował uchwałę Mariusz Wiśniewski, zastępca prezydenta Poznania.

Stołeczne piwo pod chmurką

Warszawa rozwiązała problem inaczej. Jako jedno z niewielu miast – oficjalnie wskazała dwa miejsca publiczne, gdzie wolno pić piwo pod chmurką, przy czym większość mieszkańców miasta zdaje sobie sprawę, że ze strony miasta był to bardziej akt kapitulacji niż niezależna uchwała, ponieważ zarówno bulwary wiślane, jak i plaża miejska pod mostem Poniatowskiego są popularnymi miejscami wieczornych spotkań już od lat.

Na schodach bulwarów co wieczór siedzą tłumy, pomiędzy nimi można spotkać przechadzających sprzedawców ciepłych puszek piwa. Pewnego lipcowego dnia na schodach niedaleko Centrum Nauki Kopernik można było spotkać nawet sprzedawcę, który jak we wczesnych latach 90. rozstawił puszki na stoliku turystycznym – naturalnie bez kasy fiskalnej.

Jednak to nie wszystko. Miasto chciałoby móc zakazać sprzedaży alkoholu w ściśle wybranych miejscach, ale teraz jest to dozwolone na obszarze całej gminy lub w całych dzielnicach. – Problemy związane z prowadzeniem nocnej sprzedaży napojów alkoholowych najczęściej są związane z działalnością sklepów położonych w określonych rejonach. Dlatego wystąpiliśmy do marszałków Sejmu i Senatu o podjęcie inicjatywy ustawodawczej zmieniającej ustawę. Po nowelizacji rada gminy posiadałaby uprawnienia do ograniczania nocnej sprzedaży napojów alkoholowych nie tylko na terenie całej gminy czy też całych jednostek pomocniczych, ale również na terenie określonych obszarów lub na terenie określonych obiektów – tłumaczy Marta Plasota, inspektor z urzędu miasta stołecznego Warszawy.

Niechęć do liczb

Kolejnym sposobem na ograniczenie sprzedaży alkoholu jest zmniejszenie liczby punktów, gdzie można nim handlować. Ustawa nakazała miastom ustalić limity, ale chyba niechętnie się tym chwalą, bo Szczecin poinformował o ich liczbie jako jedyny z blisko 20 zapytanych miast. I tak w liczącej 400 tys. mieszkańców stolicy Zachodniopomorskiego napoje wyskokowe można kupić w 3500 punktach, w tym jest 2100 sklepów i 1400 knajpek. Piwo i alkohol do 4,5 proc. można kupić w 800 sklepach i 600 lokalach gastronomicznych, 600 sklepów i 400 knajp może sprzedawać alkohole od 4,5 do 18 proc. (oprócz piwa), a napoje spirytusowe powyżej 18 proc. można kupić w 400 szynkach i 650 sklepach.

Brak pośpiechu w ograniczaniu sprzedaży alkoholu łatwo można wytłumaczyć. Zyski miast wojewódzkich z „procentów" wzrosły od 2010 r. nawet o 30 proc., m.in. w Warszawie, Krakowie i Wrocławiu, gdzie handel piwem i wódką przyniósł z akcyzy w ubiegłym roku – odpowiednio – 52, 22,5 oraz 16,8 mln zł.

Zakazać czy nie zakazać handlu alkoholem? Czy zamknięcie sklepów nocą będzie ograniczeniem wolności działalności gospodarczej, czy odwrotnie – sprzedaż wysokoprocentowych napojów ogranicza prawo do spokoju mieszkańców? Czy w niszy spowodowanej przez przymusową prohibicję powstaną mobilne meliny, czy też nad miastami w godzinach ciszy nocnej zapanuje wreszcie cisza nocna?

Redakcja „Życia Regionów" zapytała kilkanaście miast, zarówno tych wojewódzkich, jak i turystycznych, jak potraktowały to społeczno-ekonomiczne wyzwanie - czytaj str.16-17. Zwolennicy każdego rozwiązania znajdują w tych miastach poparcie.

Pozostało 93% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Materiał partnera
Nowa trakcja turystyczna Pomorza Zachodniego
Materiał partnera
Dolny Śląsk mocno stawia na turystykę
Regiony
Samorządy na celowniku hakerów
Materiał partnera
Niezależność Energetyczna Miast i Gmin 2024 - Energia Miasta Szczecin
Regiony
Nie tylko infrastruktura, ale też kultura rozwijają regiony