Nie ma przygranicznego eldorado

Czesi szukają po polskiej stronie pracowników fizycznych. Barierą jest język.

Publikacja: 27.03.2017 21:00

Czesi szczególnie poszukują w Polsce specjalistów od obróbki metali i spawania.

Czesi szczególnie poszukują w Polsce specjalistów od obróbki metali i spawania.

Foto: shutterstock

Sebastian Krajewski, doradca Sieci Europejskich Ofert Pracy EURES (sieć pośredniczy i doradza w kontaktach zagranicznych poszukującym pracowników lub pracodawców) w Wojewódzkim Urzędzie Pracy w Opolu, potwierdza, że wzrasta zainteresowanie czeskich firm polskim pracownikiem. – W ubiegłym roku liczba ofert z Czech (10,5 mln mieszkańców – red.) wyniosła 49 tys. miejsc pracy, a z 38-milionowej Polski – 29 tys. – wylicza Krajewski.

Południe regionu graniczy z Republiką Czeską. Problem w tym, że jak podkreśla Krajewski, w rejonach graniczących z Opolszczyzną jest najwyższe bezrobocie. Ostatnio Czesi szukają w Polsce nawet lekarzy.

Wyjątkiem jest powiat opawski, którzy leży tuż przy granicy z opolskimi Branicami. Branice graniczą z dwoma dużymi miastami, uniwersytecką Opawą i Krnov (Karniów). Co ważne, zaraz za czeską granicą jest przemysłowa strefa ekonomiczna z kilkunastoma tysiącami miejsc pracy.

Branice są gminą rolniczą liczącą ok. 7 tys. mieszkańców. Najwięksi pracodawcy to szpital, firmy czeskie i Eko-Okna w pobliskich Kornicach na Śląsku. Wójt Branic Sebastian Baca szacuje, że w Czechach pracuje kilkuset mieszkańców gminy. – Czesi mają podobne problemy demograficzne jak Polska: niska dzietność, starzenie się społeczeństwa. Od dwóch lat zauważam, że szukają u nas pracowników, przede wszystkim fizycznych, do zakładów i fabryk w strefie. Barierą w oferowaniu pracy na wyższych stanowiskach jest język – przyznaje.

Poszukiwane zawody

Dlatego Branice chcą zacząć uczyć języka czeskiego już w podstawówce. – Przygotowujemy taki projekt do programu Interreg – mówi wójt. On sam do fryzjera, teatru czy kina jeździ do Czech. – Języka nauczyłem się z czeskiej telewizji i widzę, jak wiele daje – śmieje się wójt Baca.

Jak podkreśla, biznes, w tym mały i średni, doskonale się rozwija dzięki otwartości czeskiego państwa i urzędów wobec przedsiębiorców. – Chodzi o procedury, podatki, przychylność dla inwestycji. Dzięki temu w Czechach zrównoważony rozwój jest faktem, u nas kuleje – ocenia. Kiedy powstaje duży zakład, np. w Opolu, zaczyna się martwić, że gmina straci kolejnych mieszkańców.

– Z tego, co wiem, bardzo duże zapotrzebowanie na pracowników z Polski jest w Czechach w zawodzie obróbka metali i spawanie – mówi Marek Radom, sekretarz gminy Prudnik. Jednak zagraniczna praca dla mieszkańców Prudnika nie leży tuż za granicą. – Trzeba dojechać, i to spory kawałek – od 20–30, nawet do 50 km, a do Ostrawy, gdzie są duże zakłady pracy, ok. 100 km – podkreśla Marek Radom. Powiat prudnicki nie jest bogaty i podobnie jest z czeskim sąsiadem. – Nie ma tu raju gospodarczego, nasze regiony są podobne, jeśli chodzi o zamożność i charakter gmin – podkreśla Marek Radom.

W ubiegłym roku w Prudniku zorganizowano dwie giełdy pracy przez pracodawców czeskich. Poszukiwano spawaczy, ślusarzy. – Zgłosiło się siedem osób, ale na ogłoszenia zakładu w Ostrawie w podobnym charakterze, spawacza i elektromontera w trybie trzyzmianowym, nikt się nie zgłosił – przyznaje sekretarz gminy Prudnik.

Skąd tak małe zainteresowanie? – Zarobki w Czechach są porównywalne z polskimi, więc po co wyjeżdżać, to kosztuje. Tym bardziej że konkurencja w Europie Zachodniej jest ogromna, a zarobki znacznie większe – tłumaczy Renata Cygan, wicedyrektor Wojewódzkiego Urzędu Pracy ds. usług rynku pracy w Opolu.

Marek Radom to potwierdza. – Proponowane zarobki w Czechach wynosiły np. dla spawaczy 20–25 tys. koron, dla ślusarzy – do 18 tys. koron, a więc podobnie jak w Polsce – wylicza.

Ale zdaniem Sebastiana Bacy stopa życiowa w Czechach jest wyższa niż w Polsce, lepszy jest socjal i wyższa średnia zarobków. – Polski pracownik traci jednak część wynagrodzenia na rzecz firm pośredniczących – ocenia wójt Baca.

Potwierdza to Sebastian Krajewski z EURES. – Zarobki są porównywalne. Np. lekarz może zarobić ponad 6 tys. zł, podobnie kierowca. Czescy pracodawcy gwarantują jednak bonusy, jakich w Polsce praktycznie nie ma. To bony żywieniowe, trzynastki i czternastki, pożyczki nieoprocentowane. Czescy pracodawcy chwaleni są za kulturę pracy – podkreśla.

Zmiana kierunków

Podobne doświadczenia ma opolski Paczków – najbardziej wysunięta na południowy zachód gmina przy granicy z Czechami. Współpraca transgraniczna, głównie z Jawornikiem, opiera się na wspólnej promocji i projektach z funduszu Interreg, takich jak remont rynku, wspólne ścieżki rowerowe czy projekt historyczno-zabytkowy „Śladami Nepomucenów", a nie wymianie pracowników. Czesi do Paczkowa przyjeżdżają głównie na zakupy i dla rekreacji – nad paczkowskie jeziora.

Choć Opolskie nie leży przy granicy z Niemcami, to ten kraj był ze względów historycznych bardziej popularnym kierunkiem „za pracą". Wielu mieszkańców regionu ma podwójne obywatelstwo i mogło pracować za zachodnią granicą, zanim Polska weszła do UE i otworzyły się granice. Z tej możliwości skorzystały tysiące opolan.

– Ale i to się zmieniło, bo zmienił się rynek i realia. Dziś już opolanie wyjeżdżają za pracą nie tylko do Niemiec, ale tak jak reszta kraju i Europa Wschodnia – przede wszystkim do Wielkiej Brytanii, Holandii, państw skandynawskich – mówi dyrektor Renata Cygan.

Od sześciu lat opolski WUP współpracuje ze swoim odpowiednikiem – Federalnym Urzędem ds. Pracy w Bonn.

– Urząd oferuje praktyki u pracodawców w Niemczech, ale choć poszukujemy chętnych z całej Polski, nie możemy zapełnić zapotrzebowania. Nie udaje nam się zapełnić nawet 100 miejsc – wylicza dyr. Cygan.

Niemcy poszukują na praktyki spawaczy, ślusarzy, piekarzy, pracowników biurowych. – Ale zainteresowanie jest nikłe, choć staże czy praktyki u zagranicznego pracodawcy to wielki zysk: poznanie kultury pracy, podszlifowanie języka – dodaje Cygan.

Jakie zawody są najbardziej poszukiwane w Opolskiem, w tym u pracodawców zagranicznych? To głównie zawody techniczne: do przemysłu, transportu, w budowlance, informatyce.

Sebastian Krajewski, doradca Sieci Europejskich Ofert Pracy EURES (sieć pośredniczy i doradza w kontaktach zagranicznych poszukującym pracowników lub pracodawców) w Wojewódzkim Urzędzie Pracy w Opolu, potwierdza, że wzrasta zainteresowanie czeskich firm polskim pracownikiem. – W ubiegłym roku liczba ofert z Czech (10,5 mln mieszkańców – red.) wyniosła 49 tys. miejsc pracy, a z 38-milionowej Polski – 29 tys. – wylicza Krajewski.

Południe regionu graniczy z Republiką Czeską. Problem w tym, że jak podkreśla Krajewski, w rejonach graniczących z Opolszczyzną jest najwyższe bezrobocie. Ostatnio Czesi szukają w Polsce nawet lekarzy.

Pozostało 90% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Materiał partnera
Dolny Śląsk mocno stawia na turystykę
Regiony
Samorządy na celowniku hakerów
Materiał partnera
Niezależność Energetyczna Miast i Gmin 2024 - Energia Miasta Szczecin
Regiony
Nie tylko infrastruktura, ale też kultura rozwijają regiony
Materiał Promocyjny
Jak kupić oszczędnościowe obligacje skarbowe? Sposobów jest kilka
Regiony
Tychy: Rządy w mieście przejmuje komisarz wybrany przez Mateusza Morawieckiego