Władza to narkotyk

Po wybuchu gazu w kamienicy na poznańskim Dębcu bez dachu nad głową zostało 11 mieszkających tam wcześniej rodzin, niektóre z nich straciły w wypadku bliskich.

Publikacja: 25.03.2018 23:00

Władza to narkotyk

Foto: materiały prasowe

Dramat. Miasto udzieliło im pomocy, wyznaczając również lokale zastępcze, ale podczas rozmów z tragicznie doświadczonymi ludźmi o ich nowym miejscu zamieszkania jeden z wiceprezydentów Poznania powiedział słowa, które nigdy nie powinny paść. „Przeszkadza wam alkoholik, a sami mieszkaliście z psychopatą" – wypalił Jędrzej Solarski. Oburzające i pozornie niezrozumiałe. Tym bardziej że wiceprezydent Solarski cieszy się raczej opinią zaangażowanego i empatycznego urzędnika.

Nie zamierzam znęcać się nad wiceprezydentem Solarskim, choć te słowa były przekroczeniem społecznej normy. Nie zamierzam, bo zaraz po tym godnym ubolewania incydencie przeprosił za swoje słowa, a jego praca na rzecz złagodzenia dramatu mieszkańców kamienicy jest godna najwyższej oceny. Sięgnąłem do tej sytuacji wyłącznie po to, aby zobrazować zachowania właściwe wielu ludziom sprawującym władzę. Oczywiście częściej z takimi zachowaniami mamy do czynienia na szczeblu centralnym, niestety jednak nie są one obce również samorządowcom.

Kilka lat temu profesor Bogdan Wojciszke ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej tłumaczył mi, że osoby posiadające władzę czują się w mniejszym stopniu zobowiązane do przestrzegania norm panujących w społeczeństwie, mają więc znacznie większą skłonność do ich łamania. Ludzie władzy są mniej podporządkowani kontroli innych i w związku z tym czują się mniej ulegli wobec obowiązujących norm społecznych. W efekcie braku tego ograniczenia u ludzi władzy większą rolę odgrywa ich charakter, osobiste postawy i wartości. Są przez to z reguły mniej obłudni, ale i łatwiej łamią społeczne pryncypia.

Znamy to aż za dobrze – jazda samochodem z lekceważeniem wszelkich norm bezpieczeństwa, w tym po pijanemu, korupcja, molestowanie seksualne. Normy i przepisy? Mnie one nie dotyczą, ja mam władzę, więc wolno mi więcej! To łamanie norm nie zawsze musi zresztą dotyczyć przepisów prawa. W psychologii znane jest doświadczenie, z pozoru zabawne, polegające na przydzieleniu trzyosobowemu zespołowi czterech ciastek. Każdy z członków zespołu zjada po jednym, a to dodatkowe jest najczęściej konsumowane przez szefa zespołu. Co więcej, doświadczenie wskazuje, że to szef zespołu najbardziej ze wszystkich kruszy. Bo on najczęściej łamie normy społeczne.

Teraz coś z życia. Nikita Chruszczow, po tym jak zasiadł w fotelu ledwo ostygłym po Stalinie, dostał willę na słynnych Wzgórzach Leninowskich w Moskwie. Wkrótce zachwycił się grą w tenisa i obok domu kazał wybudować kort. Grywał zapamiętale, choć kiepsko, piłka bardzo często lądowała w siatce dzielącej genseka od przeciwnika. Wobec tego Chruszczow zmodyfikował zasady – zlikwidował siatkę. Od tej pory gra dawała mu znacznie więcej satysfakcji. Jeszcze jedno potwierdzenie do bólu prawdziwej zasady lorda Actona: „Władza deprawuje, a władza absolutna deprawuje absolutnie".

W całej historii związanej ze słowami, które padły w Poznaniu, ważne jest to, że wiceprezydent zdobył się na słowo „przepraszam". W ustach człowieka sprawującego władzę to jednak ewenement. Z reguły „władcy" różnych szczebli zamiast posypać głowy popiołem, wolą zrzucać winę na odbiorców i tłumaczyć, że zostali źle zrozumiani. Dobrym tego przykładem jest Barbara Nowak, małopolska kurator oświaty, która niedawno oskarżała Żydów odwiedzających obóz w Auschwitz, że podczas pobytu w naszym kraju demolują oni hotele i autobusy. Nie powstrzymała się również przed wyrażeniem tęsknoty za Polską „wolną od lewactwa zachodniego i rodzimych zaprzańców".

Władza to narkotyk. Także dlatego, że podnosi nastrój i wpływa na samoocenę. A także na postrzeganie rzeczywistości, widzenie świata. „Ludzie posiadający władzę żyją w przyjemniejszym świecie" – tłumaczył mi profesor Bogdan Wojciszke.

Ich prawo. Przed zbliżającymi się wyborami samorządowymi warto przypomnieć co innego, bo to ważniejsze – ludzie posiadający władzę koncentrują się na pozytywach, nie doceniają natomiast zagrożeń. Ogarnięci wielkimi wizjami mają skłonność do przeceniania zysków z podjętych przez nich działań, nie doceniają natomiast towarzyszącego im ryzyka. Historia dostarcza dziesiątków przykładów istnienia tego mechanizmu, z czego najbardziej spektakularny dotyczy Napoleona i Hitlera. Gdy władcy ci podporządkowali sobie już niemal cały kontynent, to napadali na Rosję.

Warto ten przykład przywołać przed zbliżającymi się wyborami samorządowymi. Bo choć żaden z wójtów, burmistrzów czy prezydentów polskich miast nie planuje zbrojnej wyprawy za Bug, to jednak powinien pamiętać, że wszystkie śmiałe plany rozwoju rządzonych przez nich gmin, miast i powiatów niosą nie tylko szanse, ale również zagrożenia. A idąc na czele pochodu, warto czasem sprawdzić, czy ktoś za nami maszeruje. ©?

Niezależny dziennikarz, autor biografii Edwarda Gierka, Wojciecha Jaruzelskiego i wydanej ostatnio biografii Władysława Gomułki pt. „Gomułka. Dyktatura ciemniaków".

Materiał partnera
Dolny Śląsk mocno stawia na turystykę
Regiony
Samorządy na celowniku hakerów
Materiał partnera
Niezależność Energetyczna Miast i Gmin 2024 - Energia Miasta Szczecin
Regiony
Nie tylko infrastruktura, ale też kultura rozwijają regiony
Regiony
Tychy: Rządy w mieście przejmuje komisarz wybrany przez Mateusza Morawieckiego