Informatyka dla firm wyraźnie się zmienia

Rozmowa | Branża IT specjalnie nic od państwa nie dostawała do tej pory. I daje sobie radę – uważa Wojciech Materna, prezes firmy TOP SA.

Aktualizacja: 21.02.2016 19:49 Publikacja: 21.02.2016 17:39

Informatyka dla firm wyraźnie się zmienia

Foto: materiały prasowe

Rzeczpospolita: Jak wyglądały początki działalności waszej firmy? 20 lat temu w Polsce o informatyce chyba niewiele osób miało jakiekolwiek pojęcie.

Wojciech Materna: To już ponad 25 lat. Gdy pierwszym klientom przywoziliśmy komputery czy instalowaliśmy dzisiaj już zapomniane rodzaje sieci, to wycieczki przychodziły. Nasza firma powstała jako pomysł na życie i wykorzystanie inżynierskich doświadczeń. To był także sposób na odejście z życia akademickiego, które 25 lat temu nie dawało szans na utrzymanie. We czterech założyliśmy TOP SA, a dlaczego SA? No bo przeczytaliśmy kodeks handlowy (wtedy był w wersji jeszcze przedwojennej), a tam było napisane, że SA to najwyższa forma organizacyjna spółki. Co więc pracownicy akademiccy mieli zrobić? Założyli. Problem był z notariuszem, bo mało kto wtedy wiedział, jak się postępuje ze spółką akcyjną...

Czy jest przepis na zostanie dobrym specjalistą IT?

Potrzeba wielu lat nauki i ciężkiej pracy. A tak naprawdę na początku fascynacja informatyką i oczywiście trochę samozaparcia. Z mojego punktu widzenia wykształcenie kierunkowe jest przydatne, ale nie jest warunkiem niezbędnym. Dzisiaj informatyka ma rozwiązywać problemy, wspierać i tworzyć nowe obszary zastosowań – tutaj nie tak ważny jest warsztat, jak wiedza dziedzinowa i doświadczenie. Dość wspomnieć, że sam nie jestem z wykształcenia informatykiem, tylko inżynierem lotnictwa.

Jak na przestrzeni ostatnich lat zmieniało się zapotrzebowanie klientów – czy szukają standardowych rozwiązań, czy raczej rozwiązań szytych na miarę?

Są klienci i na rozwiązania standardowe, są też – szczególnie, gdy urosną – na rozwiązania indywidualne. Widać wyraźnie, jak zmienia się informatyka dla przedsiębiorstw. W latach 90. ubiegłego wieku poszukiwały one rozwiązań prostych, ułatwiających uciążliwe czynności. Czyli drukowanie faktury zamiast pisania jej długopisem, zastępowanie maszyn księgujących. Bywało tak, że po instalacji komputerów, sieci, no i oczywiście naszych programów, panie księgowe wieczorami cichcem księgowały na korytarzu na starych Ascotach jeszcze raz, co by sprawdzić, czy komputery się nie mylą (śmiech).

Krok drugi to upowszechnienie rozwiązań sieciowych. Współpraca systemów komputerowych pozwalała na tworzenie systemów zintegrowanych – czyli jeden wstukał, korzystają wszyscy. Ktoś wystawił fakturę, założył nowego kontrahenta, reszta już to widziała, można było zautomatyzować procesy, samoczynnie przenieść dane, zaksięgować, coś rozliczyć. Czyli drugi okres to wykorzystanie systemów nie tylko do zastąpienia czy ułatwienia uciążliwej pracy, ale do jej automatyzacji, przyspieszenia. Tu zaczęły się na całego czasy Windowsa, Linuxa, baz SQL-owych.

A potem?

Potem przyszedł czas korzystania z informacji przechowywanych i przetwarzanych przez systemy. Zaczęły powstawać systemy wpierające podejmowanie decyzji, systemy BI, analizy, moduły raportowe itp. Z czasem wsparcie decyzji zaczęło schodzić z poziomu zarządczego na operacyjny, gdzie system mógł coraz bardziej wspierać szeregowego pracownika. A dzięki temu podejmował on lepszą, efektywniejszą decyzję.

Jak prowadzi się biznes w tej branży na Podkarpaciu?

Dość trudno z powodu znacznego zapotrzebowania na fachowców. Ludzi jest za mało, jest rotacja. Dla rynku pracownika to oczywiście dobrze, dla pracodawcy mniej. No i ciągle jakaś firma, słysząc, że tu jest tak dobrze, chce mieć tu siedzibę, oddział.

Mówi się, że region podkarpacki jest zagłębiem IT. Rzeczywiście?

To trudne pytanie. Naszym zdaniem – tak. Pokazują to twarde dane UE, ale również zabawne przypadki. Niedawno nasz klient z czeskiej Pragi kupił od nas system obsługi sieci hipermarketów i potrzebował systemu HR, my akurat tego w wersji czeskiej nie oferujemy. Gdy kupił, wgrano i wdrożono, a czeska główna księgowa się go pyta: Co jest w tym Rzeszowie? Jak się okazało, ten system też był kupiony od rzeszowskiej firmy. Coś więc jest na rzeczy.

W regionie działa Stowarzyszenie Informatyka Podkarpacka, czym się zajmuje?

Jest przede wszystkim koordynatorem Klastra Firm Informatycznych Polski Wschodniej – czyli dobrowolnej organizacji zrzeszającej już ponad 80 podmiotów z branży. Dla nich robimy spotkania, misje, konferencje, wiele działań promocyjnych, lobbingowych. A to wszystko dla łatwiejszego i skuteczniejszego prowadzenia biznesu w branży IT. Po to, by firmy współpracowały, łączyły siły, razem coś budowały, oferowały. I to się naprawdę dzieje.

Jakie są największe wyzwania dla branży?

Szkolenie, zatrzymywanie ludzi przed emigracją, no i walka konkurencyjna z wielkimi międzynarodowymi koncernami. Oczywiście nie jest już tak, że ludzie od IT w Polsce są opłacani źle. Może nie tak jak na Zachodzie, ale tam są też wyższe koszty życia. Tymczasem takie miejsca jak Kraków czy Wrocław przyciągają ludzi z całego świata. Cieszę się, że Rzeszów pomału dołącza do tego klubu – wczoraj rozmawialiśmy z meksykańską firmą, która widzi tu fajne miejsce dla swojego rozwoju.

Czy branża potrzebuje wsparcie ze strony państwa?

Branża IT specjalnie nic od państwa nie dostawała do tej pory. I da sobie radę. Oczywiście, gdyby ktoś z głową dostrzegł potencjał i wsparł takie działania, jakie podejmuje nasz klaster, to – jak lubię mówić – przebilibyśmy sufit. Oczywiście widzimy życzliwość, np. naszych władz lokalnych, miasta czy urzędu marszałkowskiego. Ale to na razie takie troszkę, troszkę. Raczej urzędnicy na razie większość rzeczy wiedzą lepiej i nawet jak się pytają, to i tak potem robią po swojemu.

Czy lokalne firmy mogą konkurować z międzynarodowymi gigantami?

Cóż, dam przykład świeży: moja firma właśnie wdraża komplet oprogramowania w dużej firmie zagranicznej, która wyrzuca największe i najbardziej znane rozwiązanie dla biznesu na świecie – system niemiecki SAP. Da się?

Rzeczpospolita: Jak wyglądały początki działalności waszej firmy? 20 lat temu w Polsce o informatyce chyba niewiele osób miało jakiekolwiek pojęcie.

Wojciech Materna: To już ponad 25 lat. Gdy pierwszym klientom przywoziliśmy komputery czy instalowaliśmy dzisiaj już zapomniane rodzaje sieci, to wycieczki przychodziły. Nasza firma powstała jako pomysł na życie i wykorzystanie inżynierskich doświadczeń. To był także sposób na odejście z życia akademickiego, które 25 lat temu nie dawało szans na utrzymanie. We czterech założyliśmy TOP SA, a dlaczego SA? No bo przeczytaliśmy kodeks handlowy (wtedy był w wersji jeszcze przedwojennej), a tam było napisane, że SA to najwyższa forma organizacyjna spółki. Co więc pracownicy akademiccy mieli zrobić? Założyli. Problem był z notariuszem, bo mało kto wtedy wiedział, jak się postępuje ze spółką akcyjną...

Pozostało 84% artykułu
Materiał partnera
Dolny Śląsk mocno stawia na turystykę
Materiał Promocyjny
Wykup samochodu z leasingu – co warto wiedzieć?
Regiony
Samorządy na celowniku hakerów
Materiał partnera
Niezależność Energetyczna Miast i Gmin 2024 - Energia Miasta Szczecin
Regiony
Nie tylko infrastruktura, ale też kultura rozwijają regiony
Materiał Promocyjny
Jak kupić oszczędnościowe obligacje skarbowe? Sposobów jest kilka
Regiony
Tychy: Rządy w mieście przejmuje komisarz wybrany przez Mateusza Morawieckiego