Inwestujemy w pracowników

Mamy m.in. szkolenia czy ofertę rabatów, które pracownicy i ich rodziny dostają w sklepach i zakładach usługowych – mówi Rafał Domżalski, prezes firmy Expom.

Publikacja: 08.02.2017 21:30

Inwestujemy w pracowników

Foto: materiały prasowe

Rz: Expom zdobył w 2016 r. tytuł Regionalnego Orła Eksportu Warmii i Mazur „Rzeczpospolitej". Jak z malutkiego Kurzętnika wychodzi się z biznesem w świat?

Rafał Domżalski: Kluczem jest wyrób. My robimy produkt kompletny – konstrukcje stalowe dla wielu branż. Mamy zróżnicowany portfel sprzedaży, a więc są to elementy i detale dla energetyki, komponenty do dźwigów, żurawie, korpusy do maszyn czy detale dla przemysłu wydobycia ropy i gazu. W lipcu 2016 r. sfinalizowaliśmy zamówienie na siedem najnowocześniejszych dźwigów w historii firmy. Jednym z nich jest dźwig typu Knuckleboom o masie samej konstrukcji wynoszącej 50 ton, mający zaawansowane rozwiązania technologiczne. Maszyna została wyposażona w możliwość zdalnej obsługi przez internet. Po podłączeniu sieci i do sterownika dźwigu możliwe jest zdalne sterowanie jednostką w celach serwisowych nawet z drugiego końca świata. To największy dźwig, który kiedykolwiek zbudowaliśmy.

Firma 98 proc. produkcji eksportuje. Jak się przebić na globalnym rynku?

Działamy na podstawie dokumentacji powierzonej przez klienta. Wcześniej składamy mu ofertę i jeżeli jest zainteresowany, negocjujemy cenę. Większość naszej produkcji kupuje Europa Zachodnia i Północna, ale dostarczamy też nasze wyroby do klientów finalnych w Azji, np. w Singapurze.

Skąd ta znajomość rynku i potencjalnych odbiorców?

Bierzemy udział w najważniejszych targach branżowych na świecie. Tam się sami wystawiamy, ale też rozeznajemy rynek, nowości, nawiązujemy kontakty. Do tego sami badamy rynki, staramy się wyczuć, co w danym momencie jest tam potrzebne. Mamy bazę potencjalnych klientów, ale też obserwujemy konkurencję.

A gdzie jest ta najsilniejsza?

Blisko, bo w Polsce, Czechach, na Słowacji, w Rumunii i Bułgarii.

Czyli tam gdzie są niskie, w porównaniu z Europą Zachodnią, koszty pracy?

Rzeczywiście to jest wyróżnik tych rynków.

Czym więc Expom przebija konkurencję?

Połączeniem trzech elementów: ceny, jakości i terminowości dostaw czyli logistyki. Reszta – jak technologie czy cena stali używanej do produkcji jest wszędzie porównywalna.

Kurzętnik leży na uboczu głównych szlaków komunikacyjnych. Krajowa droga nr 15 przez dziesięciolecia była dziurawa i wąska. Jak tutaj prowadzić dobrą logistykę?

To w przeszłości był rzeczywiście problem, bo rocznie wysyłamy ok. 200–250 tirów z produkcją. Ale postęp jest zauważalny od dwóch–trzech lat. Ostatnie dwa dni negocjowałem kontrakt z klientem, który do nas przyjechał z Niemiec. Ostatni raz był tu przed dekadą. Teraz przyznał, że doznał szoku, pozytywnego oczywiście, jeżeli chodzi o stan polskich dróg.

Minionej jesieni kierowana przez pana spółka zdobyła tytuł TOP Pracodawcy Polski Wschodniej. Czy trudno o dobrych pracowników w tak małym ośrodku jak Kurzętnik i jak z przypadkowych ludzi zrobić prawdziwą załogę?

Liczą się tutaj dwie rzeczy: po pierwsze wynagrodzenie, po drugie i to coraz bardziej – komfort związany ze środowiskiem pracy i domu. W minionym roku przygotowaliśmy sześć programów pro pracowniczych. M.in. Akademia Expom, czyli szkolenia i podnoszenie kwalifikacji przez naszych pracowników na koszt firmy, Expom + rodzina to z kolei oferta rabatów 5–10 proc., które nasi pracownicy i ich rodziny dostają w sklepach i zakładach usługowych, z którymi podpisaliśmy umowy. Obie strony z tego korzystają, bo nasza 200-osobowa załoga plus rodziny to ponad 1000 stałych klientów.

Narty na Kurzej Górze też opłaca firma?

Coraz więcej pracowników o to pyta, bo ten nowy stok narciarski jest od nas oddalony raptem o kilkaset metrów. Analizujemy zatem, czy i to objąć rabatami. Do tego inwestujemy w lokalny sport. A wszystko to sprawia, że ludziom żyje się w Kurzętniku lepiej i spokojniej niż w dużych ośrodkach.

Lepiej i spokojniej, a czy czyściej? Jak ważna jest dla Expomu ochrona środowiska?

Bardzo ważna. Spółka Expom należy do grupy firm wprowadzających na rynek produkty w opakowaniach. Jako taki podmiot jesteśmy zobowiązani ustawą do ograniczania ilości i negatywnego oddziaływania na środowisko substancji stosowanych do wytwarzania opakowań oraz wytwarzanych z nich odpadów opakowaniowych. Przykładamy dużą wagę do jakości produkowanych opakowań i dbamy, by nie zawierały szkodliwych substancji w ilościach stwarzających zagrożenie dla produktu, środowiska i zdrowia ludzi. Choć normy są bardzo wyśrubowane, to starannie spełniamy ich wymogi. Mamy certyfikaty ISO 14000 i ISO 18000. Inwestujemy w recykling, w zmniejszenie szkodliwych substancji w malarni i lakierni. Prowadzimy dużo działań edukacyjnych i promujących ochronę środowiska, w którym żyjemy.

Stąd już blisko do zielonej energii.

Rzeczywiście, weszliśmy w to przy poprzedniej wersji ustawy prosumenckiej. Wspólnie z partnerami z Azji opracowaliśmy tandem, tj. turbinę wiatrową o pionowej osi obrotu i panele fotowoltaiczne. Ale teraz nie ma klimatu, by rynek prosumencki się w Polsce rozwijał.

Co by pan poradził rządowi, by to zmienić?

By wrócił do wyższej ceny gwarantowanej dla zielonej energii i uprościł procedury rozliczania. Nasze sieci elektryczne są przeciążone i aby skutecznie uniknąć blackoutu musimy stawiać na energetykę rozproszoną, prosumencką. Węgiel się w końcu skończy, elektrownia jądrowa raczej nie powstanie szybko. Tylko zielona energetyka jest przyszłością Polski i oczywiście takiego regionu jak Warmia i Mazury.

Rz: Expom zdobył w 2016 r. tytuł Regionalnego Orła Eksportu Warmii i Mazur „Rzeczpospolitej". Jak z malutkiego Kurzętnika wychodzi się z biznesem w świat?

Rafał Domżalski: Kluczem jest wyrób. My robimy produkt kompletny – konstrukcje stalowe dla wielu branż. Mamy zróżnicowany portfel sprzedaży, a więc są to elementy i detale dla energetyki, komponenty do dźwigów, żurawie, korpusy do maszyn czy detale dla przemysłu wydobycia ropy i gazu. W lipcu 2016 r. sfinalizowaliśmy zamówienie na siedem najnowocześniejszych dźwigów w historii firmy. Jednym z nich jest dźwig typu Knuckleboom o masie samej konstrukcji wynoszącej 50 ton, mający zaawansowane rozwiązania technologiczne. Maszyna została wyposażona w możliwość zdalnej obsługi przez internet. Po podłączeniu sieci i do sterownika dźwigu możliwe jest zdalne sterowanie jednostką w celach serwisowych nawet z drugiego końca świata. To największy dźwig, który kiedykolwiek zbudowaliśmy.

Pozostało 82% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Materiał partnera
Dolny Śląsk mocno stawia na turystykę
Regiony
Samorządy na celowniku hakerów
Materiał partnera
Niezależność Energetyczna Miast i Gmin 2024 - Energia Miasta Szczecin
Regiony
Nie tylko infrastruktura, ale też kultura rozwijają regiony
Materiał Promocyjny
Jak kupić oszczędnościowe obligacje skarbowe? Sposobów jest kilka
Regiony
Tychy: Rządy w mieście przejmuje komisarz wybrany przez Mateusza Morawieckiego