Polacy zapominają o bursztynie

Nie zajmuję się handlem. Serce by mi pękło, gdybym miał marnować bursztyn na pierścionki czy wisiorki – mówi Lucjan Myrta, znany bursztynnik.

Publikacja: 13.03.2017 22:00

Polacy zapominają o bursztynie

Foto: materiały prasowe

Rz: Jakie ma pan plany związane z 50-leciem pracy?

Lucjan Myrta: Na początku przyszłego roku obchodzę jubileusz. To nie jest praca, tylko odpoczynek. Kiedy praca staje się pasją, to odpoczywamy, ja od 50 lat. Zostałem zaproszony przez ministra kultury na spotkanie, które ma być wstępem do wystawy – raczej w Warszawie.

Dlaczego nie na Pomorzu? To głównie tam pan tworzył.

Przez wiele lat mieszkałem na Śląsku. Pochodzę z Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Ma to wiele zalet, dzięki temu nie miałem kontaktu ze środowiskiem, do wielu rzeczy dochodziłem sam, rozwinąłem inne techniki i inny sposób patrzenia na bursztyn. Nie ma więc tego złego, co by na dobre nie wyszło. Musiałem często jeździć na Wybrzeże, rocznie przejeżdżałem tysiące kilometrów. W końcu miałem wypadek, przeprowadziłem się do Sopotu. Mam wrażenie, że im dalej od miejsca tworzenia, tym bardziej jest się docenianym. Nie można być prorokiem we własnym kraju.

Czego można oczekiwać?

Lepiej nie planować zbyt wiele i więcej robić, niż mówić. Robię drobne rzeczy, wiele rzeczy poświęcam na naprawy i konserwację eksponatów. Po wielu latach mam inne spojrzenie, dlatego wiele rzeczy przerabiam, uszlachetniam. Zachowuję apolityczność i neutralność, jednak w obecnych warunkach czuję się bardziej dowartościowany niż wcześniej. Dowodem jest choćby zaproszenie od ministra.

Pomorze pana nie docenia?

Nie chciałem tego powiedzieć. Mniej cenimy to, co mamy. Gdy miałem wystawę na Wawelu, osoby przyjeżdżające z Pomorza otrzymywały wstęp na wystawę za darmo, mimo to nie chciały przyjść, twierdziły, że mają bursztynu pod dostatkiem. Nie dziwię się. Szwajcarzy mieli wielkiego malarza Paula Klee i wybudowali mu wielkie muzeum. Adam Małysz dokonał paru pięknych skoków i ma swoją skocznię. W Polsce Muzeum Bursztynu zajmuje 300 mkw., znajduje się w klitce. Co prawda ja je zakładałem, ale miało być tylko przejściowe. Mieszkam w Sopocie od ponad 30 lat i nigdy nie miałem tu wystawy. Państwowa Galeria Sztuki ma 1,3 tys. mkw. i stoi pusta. Mówię o faktach, a nie goryczy. Nigdy nie tworzyłem dla poklasku, ale z pasji.

Doceniany jest pan za granicą Polski, choćby na Ukrainie.

W ubiegłym roku na Ukrainie został wydany znaczek z moją podobizną i podpisem „Chluba Europy", wciąż jest w obiegu. To sympatyczny gest i wyraz szacunku. Kolejny raz potwierdza się powiedzenie, że nie można być prorokiem we własnym kraju. Marzę o tym, żeby ktoś sfinansował moją wystawę, która mogłaby objechać świat, ponieważ nie ma nigdzie czegoś podobnego. Mam wiele wystaw, 16 ksiąg zapisanych różnymi dedykacjami i bardzo często powtarzają się wpisy, że gdyby Niemcy miały takie dzieła, to cały świat by o nich wiedział.

Które jest najważniejsze?

Dziełem mojego życia jest szkatuła, która została nazwana przeze mnie skarbcem, ponieważ sama w sobie ma wielką wartość – na jej stworzenie spożytkowałem 7 ton bursztynu i poświęciłem 12 lat pracy. Jest to największy w dziejach przedmiot wykonany z bursztynu. Drugim znaczeniem słowa skarbiec są idee, które starałem się w nim zawrzeć. Wykończenie skarbca powstało po śmierci mojej córki Eweliny i to właśnie jej poświęciłem skarbiec. Nie jest to przedmiot sakralny, nie jest poświęcony żadnej religii, ale uniwersalnym wartościom, które pozwalają odpowiedzieć na pytania: dokąd idziemy, po co żyjemy.

Bursztyn nie jest doceniany. Źle się kojarzy, np. z kiczem?

Trudno się dziwić. Swoją działalność rozpoczynałem już w czasach Gomułki. Pierwszą swoją wystawę miałem w Tokio w 1970 roku, rok później w Paryżu. Już wtedy bursztyn miał cepeliowskie skojarzenia. Artysta pokazywany był jako ubrany w ludowy strój rzemieślnik, który kręci kołowrotkiem. Tak pokazywano Polskę na zagranicznych targach.

Dużo prac pan sprzedaje?

Nie zajmuję się handlem. Tworzyłem dzieła przez kilkadziesiąt lat, dziś jestem już na emeryturze. Muszę być świadomy własnych ograniczeń, mam ponad 70 lat. Mój zbiór w dużej mierze opiera się na przeszłości. Około 70 procent eksponatów Muzeum w Gdańsku zakupiono u mnie. Nigdy jednak nie tworzyłem z zamiarem sprzedaży, chciałem, żeby moje dzieła służyły jako dziedzictwo sztuki. Serce by mi pękło, gdybym miał marnować bursztyn na pierścionki czy wisiorki. Nie chcę umniejszać ich znaczenia, jednak ja wolę przeznaczyć bursztyn na godniejsze cele.

Widzi pan swoich następców?

Naśladownictwo jest dowodem uznania. Gdzie tylko mogę, zachęcam, żeby nie ograniczano się jedynie do prozy w tej dziedzinie, czyli funkcjonalnych przedmiotów.

Rz: Jakie ma pan plany związane z 50-leciem pracy?

Lucjan Myrta: Na początku przyszłego roku obchodzę jubileusz. To nie jest praca, tylko odpoczynek. Kiedy praca staje się pasją, to odpoczywamy, ja od 50 lat. Zostałem zaproszony przez ministra kultury na spotkanie, które ma być wstępem do wystawy – raczej w Warszawie.

Pozostało 93% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Regiony
Odważne decyzje w trudnych czasach
Materiał Promocyjny
Jak wykorzystać potencjał elektromobilności
Materiał partnera
Kraków – stolica kultury i nowoczesna metropolia
Regiony
Gdynia Sailing Days już po raz 25.
Materiał partnera
Ciechanów idealny na city break
Materiał partnera
Nowa trakcja turystyczna Pomorza Zachodniego