Na kolarskiej emigracji

Marcin Białobłocki przez wiele lat dzielił sportową pasję z pracą fizyczną. Dziś jest jednym z najlepszych polskich kolarzy.

Publikacja: 20.03.2017 21:00

Marcin Białobłocki zaraża innych swoim niezwykłym podejściem do pracy.

Marcin Białobłocki zaraża innych swoim niezwykłym podejściem do pracy.

Foto: CCC Sprandi

W 2005 roku, gdy miał 22 lata, jak tysiące Polaków postanowił udać się na emigrację zarobkową. W Sokółce, skąd pochodzi nie widział szans na dobrą pracę. Wcześniej stracił również nadzieję, że wybije się dzięki kolarstwu. Za wielkich sukcesów nie miał, najwyżej w lokalnych wyścigach na Podlasiu i w okolicach, nie chciała związać się z nim dłużej żadna polska grupa zawodowa, a nawet półzawodowa, jeździł więc na rowerze z miłości do tego sportu. Także tam, gdzie wyemigrował i gdzie mieszka do dziś – w Anglii.

Mistrzostwo Polski i etap Tour de Pologne

O Białobłockim słuch by pewnie zaginął w peletonie, gdyby nie fenomenalny 2015 rok. Najpierw w czerwcu w Strzelinie, starując jako anonimowy zawodnik, wygrywa mistrzostwo Polski w jeździe na czas. Brakowało wtedy Macieja Bodnara i Michała Kwiatkowskiego, ale mimo to 31-letni kolarz z mało znanej brytyjskiej grupy One Pro Cycling sprawił jedną z największych sensacji MP XXI wieku. Wszyscy się dziwili, pytali skąd się wziął, łącznie z trenerem kadry Piotrem Wadeckim. Białobłocki natychmiast dostał powołanie do reprezentacji Polski.

W barwach narodowych wystartował w Tour de Pologne. Wygrał ostatni etap w Krakowie, czasówkę. Wyprzedził Białorusina Wasilija Kiryjenkę, który później wywalczył w Richmond mistrzostwo świata. Białobłocki był w USA dziewiąty. Też nieźle jak na sportowca, który jeszcze niedawno pracował fizycznie. – Zdziwiłem się. Wiedziałem, że jestem dobry, ale nie sądziłem, że mam taką moc, która pozwoliła mi w Tour de Pologne pokonać najlepszych zawodników na świecie. Nabrałem więcej pewności siebie i jeszcze bardziej chciałem pracować – wspomina ten wyjątkowy rok Białobłocki.

Z wózka widłowego na rower

Dziesięć lat wcześniej, gdy wylądował w Anglii, kolarstwo miało być dla niego tylko dodatkiem do życia, hobby. Pierwsza praca na Wyspach to obsługa wózka widłowego. Potem pracował tu i tam, dorywczo. Przez rok w supermarkecie obsługiwał magazyn z bananami. Cały czas, czy to pracował w dzień, czy w nocy, znajdywał w programie dnia dwie, trzy godziny na trening. – Przyjechał kiedyś na święta do Sokółki i zwierzał się mi. Pytał, czy to ma sens. Jego żona była przeciwna temu kolarstwu, ale wspólnie doszliśmy do wniosku, że skoro i w ten sposób może zarobić parę groszy, to dlaczego nie połączyć przyjemnego z pożytecznym – mówi „Rz" pierwszy trener Białobłockiego z klubu SKK Sokół Sokółka Grzegorz Kuziuta.

W Anglii zaczął wygrywać amatorskie wyścigi. Przygotowywał się do nich sam, na trasie był sam, a mimo to zwyciężał. Trenerzy, dyrektorzy małych grup brytyjskich zaczęli zwracać na Polaka uwagę. Składali mu pierwsze propozycje angażu do zespołów amatorskich i półamatorskich. Po sześciu latach pobytu na emigracji zaczął ścigać się znów na poważnie, w drużynach kolarskiej trzeciej ligi – Motorpoint, Node4, Team UK Youth, One Pro Cycling. Na początku wcale nie zerwał z dotychczasowym życiem. Pojechał przecież pracować, a nie się ścigać. – Po zakończeniu sezonu kolarskiego w okresie zimowym wracałem do magazynu i tak przez kilka lat – opowiada.

Pomoc od Nigela Mansella

Gdy w październiku ubiegłego roku Białobłocki podpisywał kontrakt z najlepszą polską grupą zawodową CCC Sprandi Polkowice, jej dyrektor sportowy i zarazem trener kadry Piotr Wadecki uzasadniał transfer wyjątkową, ponadprzeciętną etyką pracy byłego mistrza Polski w jeździe na czas. – Chciałbym, żeby nią zaraził cały zespół – stwierdził Wadecki.

Pochodzący z Sokółki kolarz nie ukrywa, że, choć w Anglii było bardzo ciężko, to właśnie ścisły podział obowiązków nauczył go jeszcze bardziej poważnie traktować kolarstwo i doceniać to, co osiągnął. Stał się także przez te doświadczenie sportowym perfekcjonistą. Nauczył go tego nie tylko tryb życia, ale też Nigel Mansell.

W Team UK Youth Białobłocki spotkał mistrza świata Formuły 1 z 1992 roku. Brytyjski kierowca po zakończeniu kariery złapał rowerowego bakcyla. W Anglii nie tylko on, ale i wielu byłych mistrzów przesiadło się na rower, żeby promować zdrowy tryb życia. Mansell zaangażował się jednak także w działalność charytatywną, a jednym ze sposobów na pozyskiwania pieniędzy dla swoje fundacji była grupa kolarska. – Spędziliśmy ze sobą sporo czasu, wiele rozmawialiśmy. Mansell wywarł na mnie niesamowite wrażenie swoją kulturą, podejściem do sportu. To on nauczył mnie, że liczy się każdy szczegół, w kolarstwie, a szczególnie w jeździe na czas nie można sobie głupio pozwolić na utratę sekundy, chociażby jednego watu. Bardzo mi pomógł w odpowiednim nastawieniu się do pracy sportowca – mówi Białobłocki.

Dlatego polski kolarz ogromną wagę przywiązuje dziś do sprzętu. Zawsze go sprawdza, czyści, jeśli trzeba wymienia niektóre części. Podczas przygotowań do sezonu poświęca wiele czasu na pracy w tunelu aerodynamicznym tak żeby dobrać właściwą sylwetkę podczas jazdy. Stale doskonali technikę, korzystając z zapisów wideo. Wartości mocy, czyli watów zna na pamięć. Nie tylko swoje, ale i rywali. Musi wiedzieć, kto jest w jakiej formie. Wygrywa więc nie tylko nogami, ale i głową.

Przygotowania do Giro d'Italia

Sukcesy z 2015 roku i obecny kontrakt z CCC Team nie wzięły się znikąd. Dlaczego nikt nie dostrzegł jednak tych możliwości wcześniej, kiedy mieszkał w Sokółce? – Miał 12 albo 13 lat kiedy wystartował w zawodach czwartków kolarskich. Można go było od razu zauważyć. Był wysoki, wyższy od rówieśników i pedałował w charakterystyczny sposób „młynkiem". Wygrywał potem wiele wyścigów na Podlasiu. A jeśli nie wygrywał, to uprzykrzał życie rywalom, bo zawsze się uczepił koła i trudno go było zgubić – wspomina Grzegorz Kuziuta.

Ale na Podlasiu mimo znakomitych terenów do jazdy w okolicach Puszczy Knyszyńskiej, paru ciekawych wyścigów jak Białystok – Grodno czy Memoriał Stanisława Kirpszy nie ma warunków, żeby kolarz w wieku seniora mógł się sportowo rozwijać. Trzeba w pewnym wieku wyjechać. Białobłocki przeniósł się więc najpierw do Ełku, potem jeździł jeszcze w klubie z Grodziska Mazowieckiego i grupie półzawodowej PBS, ale nikt nie widział w nim zawodnika, który może w przyszłości zdobyć mistrzostwo Polski, wygrać etap Tour de Pologne. Dopiero on sam dzięki własnej zawziętości udowodnił, że można.

Po latach jeździ w polskiej grupie zawodowej. Od tego roku związany jest kontraktem z CCC Sprandi. Na razie wystartował w dwóch wyścigach w Hiszpanii. Celem numer 1 grupy z Polkowic na ten sezon jest start w setnej edycji Giro d'Italia. W majowej imprezie przewidziane są dwie czasówki. Pierwsza pagórkowata w drugim tygodniu wyścigu, a druga na jego zakończenie z metą w Mediolanie. – Profil trasy tej drugiej zdecydowanie bardziej mi pasuje. Jeśli dostanę powołanie na Giro, to nastawiłbym się właśnie na nią – zapowiada Białobłocki.

Mimo stabilizacji sportowej, finansowej i życiowej do Sokółki nie myśli wracać. Osiadł w Anglii, w niewielkiej miejscowości Bridgewater. Stamtąd przyjeżdża na zgrupowania, głównie organizowane w Hiszpanii albo we Włoszech. – W Anglii życie jest łatwiejsze, dla mnie, dla żony i dla dzieci. Przyszłość wiążę z Wielką Brytanią – mówi. Do kraju wraca najwyżej na święta, na prezentację grupy, na mistrzostwa Polski i Tour de Pologne.

Materiał partnera
Dolny Śląsk mocno stawia na turystykę
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Regiony
Samorządy na celowniku hakerów
Materiał partnera
Niezależność Energetyczna Miast i Gmin 2024 - Energia Miasta Szczecin
Regiony
Nie tylko infrastruktura, ale też kultura rozwijają regiony
Materiał Promocyjny
Naukowa Fundacja Polpharmy ogłasza start XXIII edycji Konkursu o Grant Fundacji
Regiony
Tychy: Rządy w mieście przejmuje komisarz wybrany przez Mateusza Morawieckiego