Niezwykła kolekcja mistrzów

Unikalne grafiki ze zbioru Tadeusza Mysłowskiego dają przegląd najważniejszych kierunków i twórców. Do obejrzenia na Zamku Lubelskim.

Publikacja: 13.04.2017 21:30

Henryk Stażewski, Kompozycja fakturowa, 1977, serigrafia.

Henryk Stażewski, Kompozycja fakturowa, 1977, serigrafia.

Foto: materiały prasowe

Tadeusz Mysłowski, artysta i kolekcjoner (ur. 1943) mieszka i tworzy zarówno w Nowym Jorku, jak i w Lublinie. Z tym drugim miastem łączą go związki sentymentalno-rodzinne, tu ukończył Liceum Sztuk Plastycznych. W 2011 roku Muzeum Lubelskie zaprezentowało tworzone przez tego artystę KrzesłoTrony, które powstały w hołdzie słynnym twórcom sztuki XX wieku m.in. Mondrianowi, Malewiczowi, Strzemińskiemu. Wystawa miała charakter retrospektywy, zaprezentowano wówczas również grafikę Tadeusza Mysłowskiego i dokumentację jego działań artystycznych.

Obecnie pokazywana jest kolekcja grafik zgromadzonych przez Mysłowskiego.

– Po raz pierwszy pokazał swoją kolekcję w 1999 roku w polskim konsulacie w Nowym Jorku – przypomina Anna Hałata, kuratorka wystawy „Tadeusz Mysłowski. Kolekcja grafiki". – Mysłowski chciał spopularyzować polską grafikę, co zrozumiałe, bo reprezentuje ona bardzo wysoki poziom, a w Nowym Jorku jest mało znana. Nie pokazywał wtedy ani Picassa, ani Kandinskiego, ani Warhola, ale trzon tamtej wystawy jest powtórzeniem naszej obecnej prezentacji. W tym roku obchodzimy 700-lecie powstania miasta Lublina, ma to więc dla nas lublinian szczególne znaczenie możliwość obcowania ze sztuką najwyższej próby.

Zaczęło się od Kantora

Tadeusz Mysłowski gromadzi swoją kolekcję od 1963 roku, czyli czasu swoich studiów na krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych.

– Wszystko zaczęło się pod wpływem wystawy Kantora, która zrobiła na nim ogromne wrażenie, bo zrywała z tradycyjnym sposobem eksponowania dzieł sztuki – opowiada Anna Hałata. – Pierwszym zamysłem Mysłowskiego było jednak kolekcjonowanie dokumentacji, a nie grafiki. Dopiero później pomysł na kolekcję zmienił się prawdopodobnie za sprawą kontaktów z profesorami macierzystej uczelni. Mysłowski studiował również grafikę, która potem stała się dla niego oczywistym środkiem wypowiedzi, z którym zawsze się identyfikował.

Tadeusz Mysłowski podarował lubelskiemu muzeum całą swoją kolekcję liczącą 250 grafik najwybitniejszych twórców polskich i światowych, także rysunki, fotografie, plakaty i obiekty sytuujące się na granicy mediów. Widzowie mogą zobaczyć na wystawie 180 z nich.

– Nie wszystkie się zmieściły, ale na pewno pokażemy je w kolejnych projektach wystawienniczych – obiecuje kuratorka. – Wiele z prezentowanych prac Tadeusz Mysłowski otrzymał na zasadzie artystycznej wymiany z innymi twórcami. Wiele z nich ma bardzo interesującą historię. Ich obecność w kolekcji wiąże się z głębokim przeżyciem estetycznym, potrzebą zawłaszczenia obiektu i konfrontacji z warsztatem innego twórcy. W interesujący sposób trafiły do jego kolekcji dzieła Józefa Gielniaka, którym Mysłowski był zafascynowany. Podziwiał jego prace na Biennale w Krakowie i postanowił je zdobyć za wszelką cenę, choć nie miał wystarczających środków finansowych. Napisał list do Gielniaka, w którym nie tylko wyraził podziw dla jego twórczości, ale i życzenie posiadania jego pracy, pytając, czy nie zechciałby mu jej sprzedać. Gielniak ujęty szczerością młodego człowieka wysłał mu kilka grafik (exlibrisy). Pozostały listy, które świetnie obrazują emocje, jakie towarzyszyły kolekcjonerowi w budowaniu jego zbioru.

– Ważną pracą są także „Konie świętego Marka", które Mysłowski pozyskał bezpośrednio od Konrada Srzednickiego, prosząc go o wykonanie kolejnej odbitki tej jednej ze swoich najsłynniejszych prac. – kontynuuje opowieść Anna Hałata. – Mysłowski brał udział w odbijaniu „Koni" i Srzednicki zgodził się na wydrukowanie dla niego tej pracy. Na pewno jednym z podarunków kolekcji jest wyjątkowa praca Jana Berdyszaka, powstała w cyklu „Passe-par-tout", w którym artysta kieruje uwagę widza ku pustej przestrzeni. Zamyka ją obramowaniem z nałożonych na siebie warstw czarnego papieru i tworzywa będących rodzajem passe-partout. Korespondowali ze sobą, Berdyszak w liście opisał sposób w jaki praca powinna być wyeksponowana, tak żeby wydobyć z niej to, co najważniejsze, czyli przestrzeń. Wisi u nas niczym kwadrat Malewicza.

Za najważniejszą z prezentowanych prac, Anna Hałata uważa „Kompozycję fakturową" Henryka Stażewskiego.

– Łączy ich w pewnym sensie pokrewieństwo formalne - twierdzi Anna Hałata. – Znali się. Mysłowski odwiedził Stażewskiego w jego pracowni w Warszawie. Wiąże się z tą wizytą zabawna anegdota. Jak wiadomo w latach 70. i 80. ubiegłego wieku trudno było w Polsce kupić wiele artykułów. Stażewski poprosił Mysłowskiego o przywiezienie z USA pasty do zębów co ten skrupulatnie uczynił... I tym pewnie też nieco sobie zaskarbił jego wdzięczność. Relacja, która się między nimi nawiązała, spowodowała, że Stażewski podarował mu kilka stron ze swoimi odręcznymi notatkami – widzowie mogą zobaczyć jedną z nich na naszej wystawie. Unikatowy jest plakat wystawy prezentującej twórczość polskich artystów awangardy w paryskiej Galerii Denise René. Zaprojektowany przez Mariana Bogusza plakat zawiera oryginalną litografię Władysława Strzemińskiego i symbolizuje w kolekcji zmianę jej profilu i zwrot ku abstrakcji.

Mondrian, Dali i inni

W kolekcji Mysłowskiego znajdują się także prace wielkich duchowych mistrzów artysty m.in. Pieta Mondriana, Barnetta Newmana, Sol LeWitta, Agnes Martin, Josepha Albersa. Widzowie podziwiać mogą także prace wybitnych klasyków XX wieku: Josepha Beuysa, Salvadora Dalego, Marcela Duchampa, Wassilego Kandinskiego, Pabla Picassa, Andy'ego Warhola.

– Grafikę Mondriana, którą pokazujemy, Mysłowski kupił – wyjaśnia kuratorka wystawy. – Był zafascynowany tym fantastycznym artystą posługującym się abstrakcją geometryczną. Jego pracę wypatrzył z żoną w jednej z nowojorskich galerii. Szkopuł w tym, że rzecz działa się na początku pobytu Mysłowskiego w USA, gdy nie miał zbyt wiele pieniędzy. Wszedł jednak do galerii i poprosił o rozłożenie kwoty zakupu na raty. Udało się.

Zapytana o wartość kolekcji, kuratorka odpowiada:

– Wszystkie znajdujące się w niej prace są cenne. Dla muzealnika czy historyka sztuki – zdecydowanie większą wartość mają jednak zgromadzone polskie grafiki, a zwłaszcza prace przedstawicieli tzw. krakowskiej szkoły grafiki. Ta kolekcja jest o tyle interesująca, że daje przegląd przez całą historię polskiej grafiki począwszy od lat 60. ubiegłego wieku. Jest reprezentatywna dla tego, co działo się w grafice. Z punktu widzenia rynku sztuki największe ceny uzyskują: Henryk Stażewski, Jan Berdyszak, Roman Opałka, Stanisław Dróżdż.

Na wystawie znajdują się także dwie grafiki Tadeusza Mysłowskiego.

– Pierwsza z nich sytuuje go w nurcie amerykańskiego minimalartu i pokazuje przemianę jego myślenia o grafice, sztuce – wyjaśnia Anna Hałata. – Jak sam mówi, kiedy wyjechał do USA musiał się nauczyć wszystkiego od początku i zmienić koncepcje własnej twórczości. Jego wczesne prace odwołują się do metafory, literackości. Po przyjeździe do Nowego Jorku ogromny wpływ wywarła na niego struktura samego miasta, stąd próba przekonstruowania swojej własnej sztuki, znalezienia źródeł w pracach artystów związanych z awangardą. Druga z grafik, które pokazujemy została nagrodzona na Międzynarodowym Triennale Grafiki w Krakowie, którą powracał do idei człowieka.

masz pytanie, wyślij e-mail do autorki: m.piwowar@rp.pl

Materiał partnera
Dolny Śląsk mocno stawia na turystykę
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Regiony
Samorządy na celowniku hakerów
Materiał partnera
Niezależność Energetyczna Miast i Gmin 2024 - Energia Miasta Szczecin
Regiony
Nie tylko infrastruktura, ale też kultura rozwijają regiony
Materiał Promocyjny
Naukowa Fundacja Polpharmy ogłasza start XXIII edycji Konkursu o Grant Fundacji
Regiony
Tychy: Rządy w mieście przejmuje komisarz wybrany przez Mateusza Morawieckiego